Mateusz Ciećwierski Choć bazar na Kole najlepsze lata ma już za sobą, to wciąż jest chętnie odwiedzanym miejscem gdzie można kupić starocie. Tutaj spośród stosów na pozór niepotrzebnych rzeczy, można wyłowić ...

Mateusz Ciećwierski


Choć bazar na Kole najlepsze lata ma już za sobą, to wciąż jest chętnie odwiedzanym miejscem gdzie można kupić starocie. Tutaj spośród stosów na pozór niepotrzebnych rzeczy, można wyłowić prawdziwe perły.


W nowym roku bez nowego dowodu nie będzie kolorowo Pchli targ jest organizowany w każdy weekend. Już w sobotę wieczorem zjeżdżają się handlarze by rozstawić swoje skarby. Najwięcej zyskamy przychodząc w niedzielę przed południem. Trzeba się jednak spieszyć, bowiem około godziny 13-14 większość ze sprzedawców pakuje się i rozjeżdża w różne strony Polski. Zwiedzanie Koła zajmuje sporo czasu, ale tylko podczas pierwszej wizyty. Następnym razem widząc te same przedmioty podróż między rozłożonymi antykami trwa znacznie krócej.
∨ Czytaj dalej



Oferta bazaru jest niewiarygodnie szeroka. Można kupić meble, militaria, porcelanę, książki, znaczki albo monety. Jako, że ceny na Kole są zwykle wyższe od rzeczywistych, warto sprawdzić wartość, podobnego do kupowanego przedmiotu na serwisach aukcyjnych. Ciekawy jest fakt, że niejeden ze sprzedawców prowadzi sklep internetowy.


Sposób na życie


Wielu powie, że zajmowanie się antykami na pewno przynosi niemałe korzyści materialne. Przecież wszystkie te rzeczy są niezwykle drogie i ze sprzedaży choćby jednego obrazu czy szafy, można utrzymać się przez miesiąc. Rzeczywistość jest zgoła inna. Pan Ryszard spod Warszawy przyjeżdża na Koło z żoną Ewą.

- Sprzedając jedną rzecz zaraz kupuję jedną albo dwie następne. I tak ciągle. To jakby sposób na życie, droga jaką obrałem. Nie potrafię teraz powiedzieć "Jak mi się znudzi to rzucę to w cholerę". Oszukałbym siebie. I nie dość, że pasja pochłonęła mnie całkowicie, to zaraziła także moją żonę - opowiada pan Ryszard.

A mowa o filiżankach, spodkach, imbryczkach, czyli szeroko rozumianej porcelanie. - Pierwszą filiżankę przywiózł mi ojciec z podróży do Chin. Trochę banalne, prawda? Ale ja odszukuję w tym wiele niebanalności. Większość dzieciaków potraktowałoby taką filiżankę jako śmieć albo zbędny prezent. Ja ją zachowałem, by w wieku 22 lat odkryć pasję do kolekcjonowania wyrobów z porcelany. I tak już od kilku lat przyjeżdżamy na Koło i sprzedajemy porcelanę. Dlaczego? Uzbieraliśmy z żoną tyle "skorup", że nie było już dla nich miejsca. Postanowiliśmy się więc podzielić nimi z innymi. Dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży mogliśmy kupić rzadsze okazy do własnej kolekcji. I tak jedna transakcja napędza drugą. To jak zarabiamy na życie? Jako, że Koło otwierane jest głównie w weekendy, na co dzień pracujemy w zawodzie. Ja jestem informatykiem, żona pracuje na poczcie. Bazar na Kole to hobby. Mamy swoje stałe miejsce, a co za tym idzie stałych klientów, którzy przynoszą zyski.


Jedyny sposób by przeżyć


Lecz nie sami pasjonaci handlują na warszawskim pchlim targu. Nie same antyki można na nim kupić. Niektórzy, a na pewno większość z tych, którzy rozkładają się na chodnikach wokół głównego bazaru, to ludzie ubodzy. Ostatnią deskę ratunku widzą w rozsprzedaniu swojego dobytku. Niestety nie posiadają oni rzeczy wartościowych.

- O taka piękna kaczuszka dla Pana! Dziecku niech Pan kupi. Nie ma Pan dzieci? Ale będzie miał. Taka ładna. Za piątkę jak dla Pana - zachęca 52-letni pan Piotr z warszawskiej Woli.

Krzaczaste wąsy, wyciągnięty sweter i zapach alkoholu. On nie jest tutaj dla pasji. On sprzedaje tutaj każdą rzecz jaka wpadnie mu w dłoń. Przecież nie ma nic za darmo, a przyda się każda złotówka. Stare buty, butelka po whisky, zabawki, płyty, książki. A wszystko to ledwo co zdatne do użytku. Takich jak on jest tu wielu. Doświadczonych przez życie, ale nie poddających się.

- No jak żyć? Wszystko co mamy to sprzedajemy. Potrzebujemy przecież jak inni ludzie jeść, pić, ubrać się, umyć się - dodaje kolega pana Piotra.


Między stoiskami


Tandetne i kiczowate przedmioty nie zniechęcają do odwiedzania Koła. Jako, że wstęp na targ jest bezpłatny, niektórzy traktują Koło jako idealne miejsce do spaceru pośród rustykalnych przedmiotów. Ale z tygodnia na tydzień Koło jakby toczy się co raz wolniej. Już nie jest tym samym miejscem, do którego zmierzały setki ludzi tylko po to by popatrzeć na antyki. Brak w nim duszy. A zresztą i ludzie zaczęli ubierać się tak samo. Wyposażać dom tak samo. Słuchać tego samego. Stracił świat tożsamość i nietuzinkowość. Jest jednak nadzieja, bowiem wciąż gdzieś między kaczuszkami czy starymi piersiówkami, można kupić coś oryginalnego. Coś co idealnie nadawałoby się na prezent. W czasach szaleństwa na wszelkie pamiątki po PRL-u, stare numery "Trybuny Ludu" albo kaski MO, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Ale to nie wszystko. Idąc dalej, zapychając się typową dla bazarów zapiekanką, spotkać można popiersie Józefa Stalina, gipsowe aniołki wzorem wzięte z rzeźb Michała Anioła, a także całkiem "porządną" replikę "Damy z łasiczką" Leonarda da Vinci. Jednak jeśli to byłoby mało, na Kole z łatwością kupisz drzwiczki do tabernakulum, złote kielichy, a dla bardziej wymagających praktykujących jest w ofercie co najmniej kilka stacji drogi krzyżowej. Pozostaje tyko pytanie, czy aby rzemieślnicy tak chętnie wyrabiają przedmioty sakralne? Czy może z kilku kościołów ubyło asortymentu?

Prawdziwą gratkę mają tu jednak fani militariów. Od hełmów, szabli i zbroi po mundury, medale i strzelby. Wszystko to rozłożone na samochodach, kocach i pod namiotami.
- Uwielbiam Koło właśnie za to, że wszystko co mnie kręci mogę dostać właśnie tu. Od dawna pasjonuje się II wojną światową i tu zaopatruje się w mundury, buty i broń palną. Wybór jest spory tylko nie zawsze mnie stać - mówi Janek, uczeń Liceum Ogólnokształcącego na Mokotowie.

Ale większość kupujących nie zna się na tym co kupuje. Po prostu, wynajdują coś co im się podoba. Ładne, fajne, śmieszne, kolorowe. To najczęstsze epitety jakie można usłyszeć po zakończonej transakcji. No i oczywiście na pewno będzie pasować do nowego salonu albo kuchni. No bo przecież nie można sobie wyobrazić kuchni bez młynka do kawy albo salonu bez lampy. Na Kole wszystko to można kupić, a później pochwalić się zdobyczą przed znajomymi.
- Dlaczego ten gazetownik? No nie wiem. Ładny przecież. Meble mamy w podobnej kolorystyce - chwali się małżeństwo spod Warszawy.

Cześć odwiedzających Koło to stali klienci. Od lat wyposażają i dekorują swoje mieszkania lub domy. Wiedzą czego dokładnie chcą.
- Zawsze staram się przyjechać na Koło z jakimś pomysłem. Mam przed oczami obraz tego co chcę kupić. Potem już tylko wystarczy znaleźć to u kogoś na stoisku. Zawsze coś się znajdzie. Kiedyś było trochę lepiej, teraz pojawiło się dużo tandety, ale wciąż Koło to Koło - opowiada Lidia, lekarz spod Warszawy.


Jakie jest to Koło?


Ciężko je klarownie scharakteryzować. Najbardziej odpowiednim stwierdzeniem będzie "Koło zmienne jest". Centrum warszawskiego świata antyków, rupieciarnia, na której można powyławiać pojedyncze skarby. Owiane wspomnieniami, opatulone ludźmi handlującymi od lat i odwiedzane przez głównie te same twarze Koło, żyje dziś swoją legendą. Kto chce tak naprawdę je poznać niech "skołuje" transport i wybierze się w niedziele przedpołudnie na ul. Ciołka w Warszawie.

Sonda

Co sądzisz o ścieżkach rowerowych w stolicy?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij