Wybierz region

Wybierz miasto

    Jakub Rotbaum - Kolega Chagalla

    Autor: Małgorzata Matuszewska

    2009-02-07, Aktualizacja: 2009-02-06 13:57 źródło: Polska Gazeta Wrocławska

    Znali go widzowie na całym świecie. Po wojnie przyjechał do Wrocławia, by stworzyć tu niezwykłą scenę. Niedawno minęła piętnasta rocznica śmierci Jakuba Rotbauma: reżysera, malarza, wizjonera teatru.

    Znali go widzowie na całym świecie. Po wojnie przyjechał do Wrocławia, by stworzyć tu niezwykłą scenę. Niedawno minęła piętnasta rocznica śmierci Jakuba Rotbauma: reżysera, malarza, wizjonera teatru.



    Jakub Rotbaum do Wrocławia przyjechał w 1949 roku, jako ciężko doświadczony życiem 48-latek. Przeżył aż dwie wojny, patrzył na tragedię swojego narodu. A kiedy zdobył już laury i wydawałoby się, że może zająć się tylko twórczą pracą, przyszedł rok 1968. Jakub, będący w pełni twórczych sił, zapłacił za swoje pochodzenie. Musiał zostawić ówczesne Teatry Dramatyczne (dziś to Teatr Polski), gdzie wystawił wiele świetnych spektakli.

    Rotbaum wychował się w ciepłym domu, pełnym książek i miłości. Jego ojciec miał wykształcenie rabinackie, bardzo dbał o rozwój dzieci. Ulubioną towarzyszką zabaw Jakuba była młodsza siostra Liza, która także została reżyserem.

    Uczył się w warszawskim Gimnazjum Kryńskiego. Potem studiował w Szkole Sztuk Pięknych, m.in. u Tadeusza Pruszkowskiego, znanego malarza, i Henryka Kuny, rzeźbiarza. Malarstwo studiował także w Berlinie. W 1929 roku pojechał do Moskwy. Tam dogłębnie poznawał teatr pod kierunkiem sław: Konstantego Stanisławskiego - wybitnego reformatora rosyjskiego teatru, Wsiewołoda Meyerholda, Salomona Mihoelsa - znakomitego aktora i reżysera.

    Jeszcze w 1930 roku został artystycznym kierownikiem "Trupy Wileńskiej". W 1938 wyjechał do Paryża, do brata swojego ojca. Uciekł, bo o planowanym aresztowaniu uprzedził go wileński wojewoda. W 1940 wyruszył do Nowego Jorku, gdzie mieszkał drugi brat ojca Jakuba.

    Reżyserował w Kanadzie, Brazylii, Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Paryżu, Izraelu. Ciekawe jest, że znał Chagalla, urodzonego na Białorusi znakomitego malarza. Chagall pracował jako scenograf u Salomona Mihoelsa. Do Nowego Jorku w 1940 roku jechał z Julianem Tuwimem. Niestety, gdzieś zginęła ich korespondencja.

    Oficjalnie do Polski przyjechał w 1949 roku, wezwany przez Idę Kamińską, sławną aktorkę i reżyserkę, która kilkanaście lat później, jako pierwsza gwiazda po tej stronie żelaznej kurtyny, została nominowana do Oscara. Znali się od dziecka.

    Z biegiem lat Rotbaum zdołał ściągnąć do siebie rodzinę: rodziców, siostry. Wiadomo, że bardzo ich kochał: do ojca zwracał się czule "ojczulku", do matki "mateńko".

    Jakub został artystycznym szefem Dolnośląskiego Teatru Żydowskiego we Wrocławiu, a w 1952 roku - szefem dzisiejszego Teatru Polskiego, skąd odszedł w 1968 roku, po nagonce władz polskich na osoby żydowskiego pochodzenia. Nagonka związana była ze słynnymi "Dziadami" wyreżyserowanymi przez Kazimierza Dejmka w warszawskim Teatrze Narodowym, zdjętymi przez cenzurę i bronionymi przede wszystkim przez studentów.

    Znała go świetnie Anna Hannowa, radiowa dziennikarka, niegdyś konsultantka programowa Teatru Polskiego. Przyjechała do Wrocławia ze Szczecina, gdzie krótko pracowała po studiach.
    - Jakub właśnie wystawił "Trzy siostry" z Ireną Remiszewską, Martą Ławińską i Janiną Zakrzewską - opowiada. - Wezwano go do gabinetu dyrektora i powiedziano, że jest w wieku emerytalnym i musi odejść. Strasznie to przeżył. Był przecież w pełni sił twórczych.

    Jakub Rotbaum do końca życia mieszkał we Wrocławiu, ale nic nie wyreżyserował nie tylko w mieście, z którym związał swoje nadzieje i artystyczną działalność, ale także w Polsce. Umarł 30 stycznia 1994 roku w swoim mieszkaniu przy ul. Włodkowica 5, po ciężkiej chorobie nowotworowej.

    Mówi Anna Hannowa:
    - Byłam bardzo ciekawa jego przedstawień, nagrywałam rozmowy z nim, pozwolił mi obserwować próby - wspomina dziś. - Jego praca reżyserska była naprawdę niesamowita. Wchodził na scenę i pokazywał aktorom, jak mają grać. I mężczyznom, i kobietom! Na pierwszą próbę, zaczynając pracę nad spektaklem, przychodził, mając wizję całości. Był niezwykle pracowity - opowiada.

    Annie Hannowej opowiedział, jak w pociągu ciekawski konduktor zapytał go:
    - To pan wraca do Polszy z Ameryki?
    Rotbaum miał mu odpowiedzieć: - Musiałem wrócić z wielkiej tęsknoty za krajem.
    W Teatrze Polskim pierwszy spektakl w jego reżyserii to był "Człowiek z karabinem" Nikołaja Pogodina. W 1956 roku wystawił "Wesele" Wyspiańskiego.
    - Oczywiście części środowiska nie podobało się, że Żyd wziął się za narodową polską świętość - wspomina Anna Hannowa. Ale spektakl podobał się i publiczności, i krytykom.

    Zanurzony w życie artystyczne Wrocławia, zetknął się z Jerzym Grotowskim. Obejrzał "Akropolis" w styczniu 1965 roku. W swoim notatniku zapisał: "A więc można i tak. W tak niedużej sali, prawie pustej, ciałem i głosem, nie słowem, ale głosem, całym sobą, bólem, krzykiem i ciszą. Poruszyć tak widzów, wstrząsnąć, zafascynować. Bez scenografii, scen zbiorowych, okazałych kostiumów, gry świateł. Bez słów. I taki teatr?!! To wielki teatr. Trzeba rozmawiać z Grotowskim".

    Dziękuję Pani Annie Hannowej za umożliwienie skorzystania z jej książki "Jakub Rotbaum. Świat zaginiony".
    Więcej na temat: 

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • rower (2%)
    • inne (2%)