Wybierz region

Wybierz miasto

    Kira Pepłowska czyli sopocka Greta Garbo. Jak ją zapamiętała publiczność?

    Autor: Grażyna Antoniewicz

    2009-01-25, Aktualizacja: 2009-01-23 13:26

    Kira Pepłowska była wielbiona i adorowana. Królowała na scenie i w życiu. Ciepła, wiosenna noc. Przed Teatrem Kameralnym w Sopocie stoją starsze panie: jedna z bukiecikiem kwiatów, druga z różą.

    Kira Pepłowska była wielbiona i adorowana. Królowała na scenie i w życiu.

    Ciepła, wiosenna noc. Przed Teatrem Kameralnym w Sopocie stoją starsze panie: jedna z bukiecikiem kwiatów, druga z różą. Skończył się spektakl, czekają na swoją ulubioną aktorkę - Kirę Pepłowskę. Mężczyźni malowali jej portrety, pisali dla niej wiersze, wdrapywali po rynnie do mieszkania na pierwszym piętrze domu przy ulicy Bema. Ba! Pojedynkowali o nią.

    Starsi sopocianie pamiętają wędrującą po Bohaterów Monte Cassino parę - wytworną damę, której towarzyszy mężczyzna w płaszczu zarzuconym na ramiona jak peleryna. To Antoni Suchanek, artysta malarz zafascynowany teatrem. Nieraz portretował aktorkę.
    - Jak pisała Malwina Szczepkowska: Była to uroda trochę w typie Grety Garbo, klasyczna, lecz Kira miała w twarzy coś niepokojącego.

    Aktorka urodziła się w Estonii w 1918 roku. Ojciec, lekarz Arkadiusz Higier, był Polakiem, matka Alida Maria z domu Kits - rodowitą Estonką. Kira, po maturze zafascynowana teatrem, chciała studiować aktorstwo. Nie zdała jednak egzaminu. Zapisała się więc na Wydział Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Była już na trzecim roku, kiedy wybuchła wojna. W październiku wyszła za mąż za dyrektora banku Jerzego Pepłowskiego. Cztery lata później urodziła córkę Krystynę. Nie przestała jednak śnić o teatrze.

    W lipcu 1945 roku przyjechała na Wybrzeże, a już jesienią Aleksander Gąssowski zaangażował ją do powstającego właśnie Teatru Dramatycznego Województwa Gdańskiego. Ze Związku Artystów Scen Polskich otrzymała prawo grania, pod warunkiem złożenia egzaminu aktorskiego, co uczyniła dwa lata później.

    Już pierwszą rolą Marii Verani w "Szkarłatnych różach" zdobyła serca publiczności, a krytycy pisali: "Sensacją artystyczną okazał się debiut aktorski Kiry Pepłowskiej".
    - Nie wszyscy wiedzą, że była szalenie dowcipna i diablo inteligentna - wspomina aktorka Lucyna Legut. - Grałyśmy razem z Kirą w "Betlejem polskim". Choć nie była już młoda, grała tam matkę, która idzie do Heroda błagać, aby nie zabił jej niemowlęcia. Oburzona narzekała: "Jak można w takiej roli obsadzać mnie? W moim wieku? Ludzie popękają ze śmiechu na widowni!".

    Kira Pepłowska była nie tylko wspaniałą aktorką, ale też fascynującą, pełną ciepła kobietą. Wydawała się jednak nadzwyczaj wyniosła i niedostępna.
    - Zresztą nie tylko mnie taka się wydawała. Jej córka Krysia kiedyś mi wyznała, że pokój mamy nazywała Wawelem. Wawel był niedostępny, pewnie dlatego, że bywały w nim całkiem niezwyczajne osobistości.
    - Nie jest tajemnicą, że wielu mężczyzn kochało się w Kirze, wielu próbowało ją zdobyć - opowiada Lucyna Legut. - Między innymi wzięty w owym czasie doktor, który - nie mogąc doprosić się pozwolenia na złożenie wizyty w domu aktorki - postanowił w szaleńczy sposób wedrzeć się na komnaty Wawelu. Była noc. Letnia i parna. Kira siedziała przy swoim antycznym biurku i pisała listy do brata. Zagłębiona w pisaniu, nie zwróciła uwagi na szuranie za oknem, gdy nagle pojawił się w nim wielbiciel - doktor z pękiem kwiatów w zębach. Musiał opuścić Wawel razem z nadgryzionymi kwiatami. Innego razu zazdrosna żona aktora wpadła na scenę z parasolką, aby pogonić małżonka, którego podejrzewała, że durzy się w Kirze. Spektakl przerwano, a niefortunny amant uciekał ulicami Sopotu w kostiumie.

    O Kirze mogłabym pisać bez końca. Poszalałyśmy sobie! Nie sposób spisać tego na wołowej skórze. Pewnego razu wszedł do bufetu teatralnego nieznany mężczyzna, który mógł być scenicznym montażystą, palaczem w kotłowni, szewcem, jednym słowem wszystkim, tylko nie reżyserem. A jednak był to reżyser i w dodatku filmowy, i nazywał się Kazimierz Kutz. Kutz był nieduży, w biodrach nie był wąski, nogi miał krótkie i chyba niezbyt proste, twarz nie paskudna, ale i nie piękna: nos troszkę haczykowaty, wąskie usta, a na głowie krótkie, sterczące włosy. Przyjechał do Gdańska reżyserować sztukę "Hamlet ze Wsi Głucha Dolna" Ivo Bresana. Grała w niej Kira. Zanim zaczął próby szczegółowo opowiadał, jak on tę sztukę widzi. Można było słuchać i słuchać. Był fascynujący. On powinien wyłącznie opowiadać swoje sztuki. Tłum waliłby drzwiami i oknami. Zakochałam się w nim do wariactwa. Ponieważ Kira była moją przyjaciółką, napomknęłam jej o tym, jaki przecudny wydaje mi się ten Kutz, a wówczas Kira, swoim barytonem, powiedziała: - Moja droga! To jest najcudowniejszy i najbardziej seksowny mężczyzna, jakiego w życiu spotkałam. Gdybym była o 30 lat młodsza, szalałabym za nim. Jego można kochać do utraty przytomności!
    Poleciałam z tą wiadomością do Kutza, który właśnie pił kawę w bufecie. Z daleka krzyczałam:
    - Pan wie, że Kira Pepłowska i ja jesteśmy w panu zakochane na śmierć i życie?! Kira nawet powiedziała, że gdyby miała o 30 lat mniej, to by panu nie przepuściła. Zgadzam się z nią, bo ja bym to samo zrobiła, oczywiście 30 lat temu.
    Reżyser Kutz zakrztusił się kawą. Kira Pepłowska spąsowiała i wywiało ją z bufetu.
    Potem Kira wyjechała do Warszawy opiekować się bratem i słuch o niej zaginął. Taka cudowna artystka! To niesprawiedliwe, że się o niej nie mówi.

    Aktorka po latach pisała do kolegi ze sceny, Jerzego Ernza: "Robi się ciepło na sercu, gdy odezwie się ktoś z zamierzchłych czasów złotego wieku. Kiedy się błyszczało w tzw. świetle kinkietów. Miało się rozpęd, napęd i kilometry fantazji. Nigdy nie było się zmęczonym, na wszystko starczało czasu (zupełnie jakby dni były dłuższe)". Kira Pepłowska zagrała w teatrze Wybrzeże wiele świetnych ról.

    Zbigniew Bogdański, reżyser i aktor, wspomina: Oglądałem Kirę na scenie, w wielu wspaniałych rolach, i byłem nią zachwycony. Miała nieskazitelną dykcję, wyrazistą twarz, piękny uśmiech i sceniczną urodę. Jej szept ze sceny słychać było w ostatnim rzędzie widowni. Gdziekolwiek się pojawiała, zwracała na siebie uwagę. Była niesłychanie ciepłą osobą o kapitalnym poczuciu humoru. Zapamiętałem jej jasne, błękitne spojrzenie, a także jak śmieje się ciepłym altem.
    - Kiedy zjawiłam się w teatrze Wybrzeże, natychmiast poszłam zobaczyć słynną aktorkę, o którą strzelało się dwóch panów na Bohaterów Monte Cassino. Nie rozczarowałam się. Rzeczywiście, była zjawiskowo piękna. Miała cudowne oczy i włosy. Była delikatna, z ogromną klasą. Mieszkała w klasycznym kołchozie - wspomina aktorka Joanna Bogacka.
    - Kiedy zjawiłam się z wizytą, moją uwagę zwróciła surrealistyczna wanna w kuchni, zakrywana blatem przymocowanym do ściany. Kiedy opadał, wanna spełniała rolę stołu, biureczka. Na ścianach pokoju Kiry wisiało wiele pięknych portretów aktorki. Kira tęskniła za teatrem. Kiedy wpadała, aby porozmawiać, miałam wrażenie, że oddycha atmosferą garderoby. Była stuprocentową aktorką, także w swojej miłości do teatru.

    Więcej na temat: 

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • inne (2%)
    • rower (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.