Mało ryby w rybie - zalodzone pangi i mintaje z Dalekiego Wschodu

  • autor: (tas)
  • źródło: Express Ilustrowany
  • 2009-01-29, Aktualizacja: 2009-01-29 02:18

Więcej lodu niż ryby było w mrożonym mintaju z Chin, którego kupiliśmy wczoraj w hipermarkecie Real. Tymczasem producenci zapewniają, że zawartość tzw. glazury (czyli właśnie lodu) jest dwukrotnie mniejsza i nie ...

Więcej lodu niż ryby było w mrożonym mintaju z Chin, którego kupiliśmy wczoraj w hipermarkecie Real. Tymczasem producenci zapewniają, że zawartość tzw. glazury (czyli właśnie lodu) jest dwukrotnie mniejsza i nie przekracza 25 procent.

Kupiliśmy 1,016 kg mintaja. Rozmroziliśmy go w redakcyjnej kuchence mikrofalowej, a następnie, po odlaniu wody, zważyliśmy w pobliskim sklepie spożywczym. Gdy wyświetlacz pokazał 0,485 kg, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.

Tymczasem ryby z Dalekiego Wschodu opanowały stoiska w łódzkich hipermarketach. Wygrywają z ofertą z innych krajów z powodu niemal dwa razy niższej ceny.

W hipermarkecie Real przy ul. Jana Pawła II z Chin pochodzą łosoś w kostce, tilapia, mintaj i panga oraz większość paluszków rybnych.

- Ryba to ryba. Kompletnie nie przeszkadza mi fakt, że pochodzi z Chin. Nie ma żadnej różnicy w smaku - mówi spotkany w Realu Krzysztof Kowalski.

Większość klientów ma jednak inne zdanie, o czym świadczy choćby powodzenie polskich paluszków z dorsza.

- Choć kosztują dwa razy więcej niż chińskie, ludzie kupują je najchętniej - mówi pracownik stoiska rybnego.

W Tesco w Galerii Łódzkiej większość ryb pochodzi z Kraju Środka, ale przy cenach nie ma wyszczególnionych krajów pochodzenia. Lodówkę z rybami omija z daleka Anna Kalisiak.

- Trudno mieć zaufanie do chińskich produktów po tylu aferach z pochodzącą stamtąd żywnością - mówi.

W przeciwieństwie do marketów sklepy rybne nie przestawiły się na chińszczyznę.

- Kiedyś mieliśmy mintaja z Chin za ok. 10 zł, ale klienci nie chcieli go kupować, więc przestaliśmy go sprowadzać. Teraz mamy amerykańskiego za 20 zł i sprzedaje się bardzo dobrze - mówi Irena Kowalczyk, właścicielka sklepu rybnego przy ul. Piotrkowskiej.

Zdaniem fachowców od chemii spożywczej, nie tylko zawartość lodu w chińskich rybach może przekraczać dopuszczalne normy.

- Generalnie wody w państwach azjatyckich są bardziej zanieczyszczone od europejskich i nie możemy skontrolować stosowanej przez chińskich producentów karmy dla ryb. Naukowcy polscy nie robili jednak do tej pory ich analizy chemicznej, a sanepid skupiał się na terminach przydatności do spożycia. Nie twierdzę, że należy unikać ryb z Chin, ale warto dokładnie czytać informacje na opakowaniu - mówi dr Krzysztof Zając z Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności Politechniki Łódzkiej.

Sonda

Co sądzisz o ścieżkach rowerowych w stolicy?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij