Wybierz region

Wybierz miasto

    Może teraz wreszcie się uda

    Autor:

    2008-05-15, Aktualizacja: 2008-05-15 11:49

    Marzena Wysocka nigdy nie uczestniczyła w olimpiadzie, jednak wierzy, że w tym roku spełni swoje marzenie. Jeśli do 6 lipca rzuci dyskiem ponad 61 metrów.




    Marzena Wysocka nigdy nie uczestniczyła w olimpiadzie, jednak wierzy, że w tym roku spełni swoje marzenie. Jeśli do 6 lipca rzuci dyskiem ponad 61 metrów.

    Siedlczanka od dwóch dekad należy do najlepszych w kraju dyskobolek, chociaż kiedyś wydawało się jej, że zostanie koszykarką lub biegaczką. W kosza grała gdy była uczennicą szkół podstawowych w Bojmiu i w Stoku Lackim pod Siedlcami. W Stoku utalentowaną dziewczyną zainteresował się pasjonujący się lekkoatletyką wuefista Włodzimierz Patorski, który w 1983 roku zaprowadził nastolatkę do trenerki Danuty Soćko, która właśnie w WLKS-ie tworzyła grupę kulomiotek i dyskobolek.
    - Wtedy chyba wzięłam po raz pierwszy dysk do ręki – wspomina zawodniczka. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, po roku treningów została mistrzynią Polski juniorek młodszych.
    – A potem się potoczyło – dodaje. Po zdobyciu kilkunastu medali w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem w kategoriach młodzieżowych, w 1993 roku po raz pierwszy w wywalczyła tytuł mistrzyni Polski seniorek. Po raz pierwszy przekroczyła także o 43 cm barierę 60 metrów.
    - O starcie na olimpiadzie w Atlancie w 1996 roku raczej serio nie myślałam – mówi.

    Wtedy zdecydowaną liderką wśród dyskobolek była Renata Katewicz, która dwa lata wcześniej przyszła na kilka sezonów do WLKS. Marzena Wysocka „minęła się” w Siedlcach w mistrzynią Uniwersjady. Skończyła właśnie szkołę średnią i wyjechała na studia do Krakowa, a zaraz potem, po pierwszym roku przeniosła się na uczelnię w Białej Podlaskiej.

    Od tamtej pory, już dwanaście lat, trenuje pod okiem trenera Krzysztofa Stipury. Mimo że dawno skończyła studia i znowu na stałe mieszka w Siedlcach, nadal jest zawodniczką bialskiego AZS AWF.
    – To był transfer definitywny i tak już zostało – odpowiada, na pytanie dlaczego nie wróciła do WLKS, choć od czterech lat pracuje jako wuefistka w siedleckim IV Liceum Ogólnokształcącym im. hetmana Stanisława Żółkiewskiego.

    W 1999 roku była w świetnej formie, rzuciła 63,20 m, a to wynik gwarantujący dobre miejsce podczas międzynarodowych imprez. Na zawodach Pucharu Europy w Paryżu zajęła czwarta, jednak start na mistrzostwach w Sewilli jej nie wyszedł, odpadła w eliminacjach.

    Następny sezon, olimpijski przed Sydney, miała słabszy. – Przekroczyłam chyba tylko raz 60 metrów, przegrałam na mistrzostwach Polski z Joanną Wiśniewską, z którą od lat rywalizuję - opowiada.
    Przed igrzyskami w Atenach była chyba najbliżej zakwalifikowania się do ekipy olimpijskiej – opowiada. Niestety, 62,52 m okazało się za mało by PZLA dał nominację. Minimalnie od niej lepsze Wiśniewska i Potępa startowały w Grecji, ale nie przebrnęły eliminacji.

    W 2005 roku ponownie odzyskała prymat w Polsce. Zdobyła po raz piąty w karierze tytuł mistrzyni kraju seniorek i pobiła wynikiem 64,57 m rekord życiowy.

    – Dwa następne sezony, między innymi z powodu kontuzji, znowu miałam słabsze – mówi.
    Tegoroczne igrzyska w Pekinie, to dla Marzeny Wysockiej chyba ostatnia szansa by spełnić marzenia, zostać olimpijką. Przepracowała całą zimę, więc liczy na udane starty, podczas których zdobędzie minimum olimpijskie. W porównaniu do poprzednich igrzysk nie jest ono dla dyskobolek zbyt wygórowane. Wyjazd do Pekinu może zagwarantować przekroczenie granicy 61 metrów w okresie od 1 maja do 6 lipca.

    Ma tak ułożony plan lekcji, że z rana prowadzili lekcje z młodzieżą w Żółkiewskim, a popołudnia i wieczory poświęca na treningi. – Trenuję codziennie oprócz niedziel – mówi o przygotowaniach.
    W Siedlcach trenuje sama, w Białej z trenerem Stipurą. Wciąż szuka złotego środka między siłą, skocznością a techniką rzutu, który sprawi, że posłany przez nią dysk poleci bardzo daleko. Tak, daleko, że na zakończenie kariery, do której się zbliża, zostanie wreszcie olimpijką.
    SŁAWOMIR KINDZIUK – Naszemiasto

    Czytaj więcej w tygodniku "Nasze Miasto" – dodatku do mazowieckiego wydania dziennika Poldka Nasze Miasto

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • rower (2%)
    • inne (2%)