Wybierz region

Wybierz miasto

    Prezydent od serca

    Autor: Anna Kulik

    2005-01-28, Aktualizacja: 2005-02-03 09:26

    Prof. Zbigniew Religa: Zrezygnowałem z kierowania partią Centrum, by nie mieć rąk związanych przez kolegów. Nie wejdę w żaden układ polityczny, w którym ktoś mnie trzyma na smyczy.

    Prof. Zbigniew Religa: Zrezygnowałem z kierowania partią Centrum, by nie mieć rąk związanych przez kolegów. Nie wejdę w żaden układ polityczny, w którym ktoś mnie trzyma na smyczy. Prezydent powinien być osobą całkowicie niezależną.

    Co pana skłoniło do kandydowania w najbliższych wyborach prezydenckich?

    - Powiedziałem, że jestem zainteresowany kandydowaniem, jeśli poparcie społeczne będzie wystarczająco duże, bym miał podstawy sądzić, że wygram. Odpowiedź na pani pytanie jest bardzo prosta. Chciałem mieć wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Całe moje życie podporządkowywałem się sytuacjom i zasadom, które zastawałem, ale nigdy nie miałem na nie wpływu. Walczyłem z głupotą i niekoniecznie z tym, co chciałem widzieć wkoło siebie. Przyszedł więc moment, w którym zdecydowałem powalczyć o swoją wizję Polski.

    Jaka to wizja?

    - To wizja, która ma szansę zrealizować się za około 20 -30 lat. To Polska ludzi dumnych i nie wstydzących się tego, że są Polakami. Polska ludzi dobrze wykształconych i dobrze sytuowanych. Ludzi, którzy nie będą się czuli jak gorsza część Europy, lecz jako równorzędni partnerzy zarówno pod względem zawodowym, jak i ekonomicznym

    Nie żal panu kariery kardiochirurga? Przecież kocha pan swój zawód...

    - Kocham, ale jestem szczególnym facetem. Jeszcze pięć lat temu nie rzuciłbym dotychczasowej pracy. Ale mam wielkie szczęście -całkowicie zrealizowałem się w życiu zawodowym. Wszystkie moje marzenia i cele zostały osiągnięte. Zrobiłem wszystko. Pół polskich kardiochirurgów, to moi uczniowie. Mogę już spokojnie przejść do polityki.

    Wyobraża pan sobie, że siedzi w gabinecie, w pałacu prezydenckim, dzwoni telefon, a w słuchawce głos: "profesorze nie damy rady. Musi pan przyjechać i pomóc operować". Co pan robi?

    - Wsiadam w samochód i jadę.

    Do kampanii zostało niewiele czasu. Na jakie zaplecze polityczne pan liczy?

    - Powiem coś, czego większość polityków nie akceptuje. Wielu mówi: Religa to fajny facet, ale bez zaplecza politycznego. Moim zdaniem, zaplecze polityczne to rzecz drugoplanowa. Tak naprawdę liczy się możliwość dotarcia do zwykłych ludzi.

    Ale życie pokazuje, że bez zaplecza politycznego niewiele można zdziałać. Prezydent, który go nie posiada jest słaby i skazany na sejmową większość...

    - Dlatego, mimo wszystko próbujemy to zaplecze budować. Około 30 procent wyborców zamieszkuje ośrodki wiejski. Dlatego nie ukrywam, że porozumienie wyborcze podpisane w Łodzi z prezydentem Kropiwnickim i prezesem Wojciechowskim otwiera mi właśnie do tych wyborców drogę.

    Ale liderzy PSL, choćby Jarosław Kalinowski niezbyt przychylnie patrzą na panów porozumienie...

    - Moja ogromna sympatia do PSL jest związana z tym co robi prezes Janusz Wojciechowski. On stara się skierować partię na zupełnie inne tory niż te z czasów prezesów Kalinowskiego i Pawlaka. Notowania PSL spadają. Świat się zmienia, Polska się zmienia i dotychczasowy, tradycyjny PSL przestaje być potrzebny. Musi powstać nowy. Próbuje go kreować prezes Wojciechowski. Właśnie z tym jego PSL-em chciałbym współpracować.

    Ale już raz PSL chciał wchłonąć pańska partię Centrum. Zresztą i ta ostatnia z dystansem podchodzi do podpisanego przez pana porozumienia wyborczego

    - Ja występują jako osoba niezależna, jako Zbigniew Religa. Nie chciałbym sytuacji, w której zapytam w partii Centrum: Dobrze, więc kto idzie ze mną? To byłaby ostra zagrywka. Mam nadzieję, że mnie i dwóm pozostałym sygnatariuszom porozumienia wyborczego podpisanego w Łodzi uda się przekonać do niego większość w swoich partiach. Chcę jednak podkreślić, że ogólna akceptacja porozumienia absolutnie nie wpłynie na moją decyzję o kandydowaniu na prezydenta. Swego czasu zrezygnowałem z kierowania partią Centrum, by nie mieć rąk związanych przez kolegów. Nie wejdę w żaden układ polityczny, w którym ktoś mnie trzyma na smyczy. Prezydent powinien być osobą całkowicie niezależną.

    Jak pan skomentuje słowa Waldemara Pawlaka: "Religa to przyzwoity człowiek, ale nie ma farta w polityce".

    - Odpowiem tak. Mówi się: Religa fajny facet, przyzwoity, mądry, wykształcony i wszystkie tam te..., ale polityk to on nie jest. Otóż od 1993 roku, kiedy pierwszy raz znalazłem się w parlamencie i byłem przewodniczącym BBWR, sto procent czasu poświęcałem życiu zawodowemu. Jak się już znalazła wolna chwila, to dopiero wtedy był flirt z polityka. Dotąd dla mnie życie zawodowe było najważniejsze. Teraz zamierzam to zmienić. Od 1 lutego jest sto procent polityki. Mam nadzieję, że jeśli poświęcę maksimum mojego czasu polityce, uda mi się.

    Jeśli pan wygra, jak pan wyobraża sobie współpracę z premierem Romanem Giertychem?

    - Oj, to byłoby źle (śmiech)

    Z premierem Andrzejem Lepperem?

    - Ufff, to byłoby bardzo trudne

    A z premierem Janem Rokitą

    - Tu bez problemów.

    Jako prezydent nie chciałby mieć pan większych uprawnień niż te, które daje obecnie Konstytucja? Choćby po to, by mieć argumenty w dyskusji z rządem?

    - Do niedawna uważałem, że prezydent powinien mieć szersze możliwości działania, większe kompetencje. Ale, niedawno zajrzałem kolejny raz do Konstytucji i pomyślałem: lepiej zostańmy przy tym co jest. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że ktoś nieodpowiedzialny został prezydentem. Jeśli jest silna prezydentura, to robi się dramat. Wracając do scenariuszy, o które pani pytała, prezydent z obecnymi uprawnieniami musi wykorzystywać wszystkie możliwości, jakie dała mu Konstytucja: prawo weta i możliwości ustawodawcze. Wtedy premierowi, przed którym trzeba ratować kraj, wcale nie będzie łatwo.

    Skoro mówimy o przyszłym premierze, zastanawiał się pan, nad tym, kto byłby w przyszłości dobrym ministrem finansów, a kto szefem dyplomacji?

    - Ja na pewno otoczyłbym się ludźmi mądrymi, wykształconymi, do których miałbym absolutne zaufanie. Rozmawiamy czysto teoretycznie, ale sądzę, że tekę szefa dyplomacji można byłoby powierzyć Andrzejowi Olechowskiemu lub Janowi Kułakowskiemu. Do opracowywania wszelkich ekspertyz politycznych świetnie nadawałby się Aleksander Hall. Do zagospodarowania byłby też z pewnością Jerzy Kropiwnicki.

    Jeśli wygra pan wyścig do fotela prezydenta, czeka pana wiele trudnych zadań. Ludzie będą chcieli usłyszeć co pan ma do powiedzenia choćby w sprawie upublicznienia "teczek" tajnych współpracowników PRL owskiej bezpieki. Sądzi pan, że powinno się je otworzyć i udostępnić każdemu?

    - Moim zdaniem rację mają Frasyniuk, Bujak i Lis. Nie ukrywam, że dla mnie są to bohaterowie. Oni zwrócili uwagę, że ogólne otwarcie teczek może narazić wielu niewinnych ludzi. Wiele uczciwych osób może znaleźć się w dramatycznej sytuacji, która zmarnuje im życie. "Teczki" to delikatna materia, trzeba je otwierać mądrze. Jestem przeciwnikiem ujawnienia ich zawartości w takiej formie, jaką proponuje Roman Giertych. Gdybym został prezydentem, na pewno bym tę jego ustawę zawetował.

    Przed decyzją o kandydowaniu na prezydenta skonsultował się pan o zdanie zaprzyjaźnionych polityków, autorytety - choćby Lecha Wałęsę?

    - Zawsze będę traktował prezydenta Wałęsę z należytym szacunkiem, ale nigdy nie go będę pytał, czy mam startować w wyborach. Nigdy też nie poproszę go o wsparcie. Jeżeli weprze mnie sam - będzie super. Lech Wałęsa rozmawiał ze mną i żartem dwukrotnie pytał, czy w wyborach prezydenckich będziemy rywalami. Odpowiedziałem, że nigdy nie będę jego przeciwnikiem, ale kontrkandydatem - tak. Tak naprawdę, chciałbym, żeby Wałęsa nie startował. Tak wielki i szanowany na całym świecie człowiek nie powinien przegrywać wyborów prezydenckich w Polsce.

    Co pan sądzi o naszej roli w Unii Europejskiej?

    - Globalizacja jest nieunikniona. Nic się na to nie poradzi. Kto to lekceważy, zostaje w tyle. Silna Polska w Unii Europejskiej musi być naszym priorytetem. Należy umacniać naszą pozycję w UE i przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. To pomoże pobudzić rozwój ekonomiczny kraju, a tylko on pozwoli zwalczyć bezrobocie. Należy korzystać z unijnych pieniędzy. Jest bardzo ważne, by był powszechny dostęp do edukacji. Żadnych egzaminów i ograniczeń! Wszyscy, którzy chcą studiować, powinni mieć taką możliwość. Jeśli są w trudnej sytuacji ekonomicznej, państwo powinno im pomóc, bądź wypłacając stypendia, bądź udzielając kredytów na dogodnych warunkach. Jeśli nie postawimy na naukę, Polska będzie plebsem Europy.

    Prezydentura zmieni życie pańskiej rodziny?

    - Na pewno tak. Trochę się tego obawiam. Ale jeśli pomyślę, że mój 11-letni wnuk będzie mógł w przyszłości lecieć na kolację do przyjaciela w Paryżu i nie będzie to dla niego wyprawa, że ludzie w Polsce będą żyć tak jak inni Europejczycy, że w kraju będzie normalnie i nie będziemy się wstydzić, kim jesteśmy, myślę że warto zaryzykować.

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • inne (2%)
    • rower (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.