Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Witoldem Ziają, siemianowiczaninem, który strzelał kiedyś bramki dla reprezentacji Polski

    Autor: Grzegorz Lisiecki

    2009-07-24, Aktualizacja: 2009-07-22 13:02 źródło: Dziennik Zachodni

    POLSKA Dziennik Zachodni: Niemcy przyjechali do Siemianowic Śląskich na cztery dni - potrenować i rozegrać dwa towarzyskie mecze z reprezentacją Polski.

    POLSKA Dziennik Zachodni: Niemcy przyjechali do Siemianowic Śląskich na cztery dni - potrenować i rozegrać dwa towarzyskie mecze z reprezentacją Polski. Byli zadowoleni z warunków, jakie zapewnili im organizatorzy?

    WITOLD ZIAJA: Oczywiście. Podobało im się to, że wszędzie mieli blisko. Zaraz obok hotelu jest przecież boisko, mieli też gdzie pobiegać. Chłopcy przez te parę dni ciężko pracowali, w końcu to jeden z ostatnich etapów przygotowań do mistrzostw Europy. Byli dwukrotnie na siłowni, gdzie zajęcia trwały półtorej godziny, a rano przed śniadaniem biegali. Było to typowo "robocze" zgrupowanie. Choć może nie do końca, bo przecież niemieckiej reprezentacji zorganizowano wycieczkę do Krakowa.


    PDZ: A jak niemiecka kadra ocenia siemianowicki obiekt, czyli Kompleks Sportowy "Siemion"?

    WZ: Nie mamy się czego wstydzić. Wprawdzie w Azji są stadiony do hokeja na trawie z trybunami na 50-60 tysięcy miejsc, na przykład w Lahore w Pakistanie na mecze przychodzi nawet po 70 tys. kibiców, ale jak na nasze warunki "Siemion" jest odpowiednim obiektem. To zresztą jeden z najładniejszych stadionów do hokeja w Europie. Fajnie, że organizatorzy dostawili po drugiej stronie boiska dodatkowe trybuny. Dzięki temu więcej osób mogło zobaczyć mecze z Niemcami.


    PDZ: W sierpniu odbędą się mistrzostwa Europy. Jak pan ocenia szanse polskiej reprezentacji?

    WZ: Polacy muszą częściej grać z silniejszymi przeciwnikami, szczególnie z zespołami światowej czołówki. Bo przecież konfrontacja z najlepszymi to okazja do nauki i robienia postępów w grze. Do mistrzostw Europy pozostał niespełna miesiąc i polski zespół czeka dużo pracy. Trzeba dobrze przećwiczyć krótkie rogi, wolne na półkolu strzałowym i przede wszystkim grę w defensywie. Szczególnie w pierwszym meczu z reprezentacją Niemiec widać było, że w polskiej obronie są duże dziury. Kadra trenera Jacka Adriana musi się dobrze przygotować, tym bardziej, że ma trudniejszą grupę od Niemców. Polacy grają przecież z Holandią i Hiszpanią.


    PDZ: Z kraju wyjechał pan wiele lat temu...

    WZ: Tak, to było w 1981 roku. Przez dwa lata trenowałem reprezentację Szwajcarii, a potem otrzymałem ofertę pracy w Bundeslidze, w Hamburgu. Do Polski nie wróciłem, bo w tym czasie w kraju źle się działo. I tak już od 26 lat mieszkam w Hamburgu. Do Polski przyjeżdżam jednak bardzo często. Utrzymuję stały kontakt z kolegami z dawnej Siemianowiczanki, a także z Olkiem Wroną z AZS Katowice. Dwa lata temu w Siemianowicach obchodziłem 67. urodziny. Był to bardzo fajny wieczór z kolegami, przy piwie.


    PDZ: Nie żałuje pan tego wyjazdu z kraju?

    WZ: Jeśli chodzi o dzieci to wyjazd do Niemiec był najlepszą decyzją w moim życiu. Syn jest fizjoterapeutą, ma w Niemczech świetną pracę, córka skończyła studia. Mam już wnuki.


    PDZ: Od lat jest pan menedżerem niemieckiej kadry...

    WZ: O tym, kto będzie menedżerem decyduje trener. Potem dobiera się resztę ludzi ze sztabu - lekarza, masażystę, specjalistę od przygotowania kondycyjnego. Już 17 lat jestem menedżerem młodzieżówki, ale w przyszłym roku rezygnuję. Będę miał 70 lat, a menedżer musi dbać o wiele spraw - jest z tym mnóstwo roboty. Dlatego od przyszłego roku będę się zajmował już tylko wymianą młodzieży polskiej i niemieckiej.

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • rower (2%)
    • inne (2%)