Szkody górnicze, czyli... gdzie węgiel rąbią tam dziury lecą

Negatywne skutki eksploatacji węgla są nieuchronne, kto twierdzi inaczej - nie mówi prawdy. Ale górnictwo daje pracę i jest ważnym ogniwem gospodarki, dlatego musimy się godzić z uciążliwościami - piszą Sławomir ...

Negatywne skutki eksploatacji węgla są nieuchronne, kto twierdzi inaczej - nie mówi prawdy. Ale górnictwo daje pracę i jest ważnym ogniwem gospodarki, dlatego musimy się godzić z uciążliwościami - piszą Sławomir Cichy i Teresa Semik

Największym utrapieniem Śląska i Zagłębia są tzw. płytkie zroby, czyli puste miejsca po eksploatacji kopalin prowadzonej blisko powierzchni ziemi nie głębiej niż do 80 m. Siemianowice gdzie przed tygodniem powstało przed blokiem zapadlisko o głębokości czterech i średnicy dziesięciu metrów jest tego modelowym przykładem. Podobne zapadliska, choć może nie tak duże można znaleźć w Chorzowie, czy Rudzie Śląskiej. W Jaworznie przy ul. Matejki, żeby dotrzeć do węgla, wystarczy ruszyć łopatą ziemię.

Im płycej tym gorzej

Płytkie zroby, to pozostałość po bieda szybach i miejscach z których wydobywano węgiel przed stu i więcej laty.
∨ Czytaj dalej

Płytko położone chodniki i pustki nie zostały właściwie zabezpieczone po zakończeniu eksploatacji, a co najgorsze, wiele z takich opuszczonych wyrobisk nigdy nie zinwentaryzowano. W jednym z zagłębiowskich miast zapadł się nowo wybudowany basen, bo nic nie było wiadomo o dziurze, która jest tuż pod powierzchnią ziemi. W Rudzie Śląskiej Bielszowicach zapadła się oczyszczalnia ścieków. Dziś z ziemi wystają tylko dachy jej zabudowań.

- Na dobrą sprawę niemal cały Śląsk i Zagłębie to wielkie kretowisko, w którym zapadliska, leje i szczeliny będą się ujawniać jeszcze przez wiele lat, bo przecież eksploatacja górnicza trwa nieprzerwanie dwa wieki - mówi dr inż. Lucjan Muszyński z GIG.

Zdaniem prezydenta Siemianowic Jacka Guzego, niemal całe miasto jest zagrożone występowaniem osuwisk i zapadlisk. - Najgorsze, że do takich kryzysowych sytuacji jak przy ul. PCK może dojść na dowolnym osiedlu - mówi.

A wcześniej zdarzały się prawdziwe tragedie. Mieszkańcy pamiętają, jak sześć lat temu u zbiegu ulic Mysłowickiej i Kolejowej powstała wyrwa, porównywalna z tą sprzed tygodnia. Najtragiczniejsza w skutkach była katastrofa, do jakiej doszło 8 lutego 1981 roku. Cztery osoby zginęły, kiedy runęła kamienica przy ul. Sobieskiego.

Puste przestrzenie w górotworze zaczynają być aktywne i mogą się zawalić w każdej chwili z powodu robót górniczych prowadzonych na niższych poziomach. Ich konstrukcje naruszają również wody migrujące i silne deszcze z którymi mamy teraz do czynienia. Może dochodzić także do samozapalania się resztek węgla w wyrobiskach.

Przeciw, a nawet za wydobyciem

W Rudzie Śląskiej Miejski Konserwator Zabytków i grupa mieszkańców Nowego Bytomia stoczyła przed rokiem prawdziwą batalię o zablokowanie planowanego przez KWK Pokój wydobycia pod zabytkowym centrum dzielnicy. Wszystko na nic, bo zgodnie z prawem górniczym i geologicznym nie można sprzeciwić się zagrożeniom spowodowanym przez kopalnię, jeżeli pracuje ona zgodnie z zasadami określonymi w ustawie.

Z kolei mieszkańcy Pielgrzy-mowic wpadli na inny pomysł, by zablokować kopalniom Pniówek i Zofiówka eksploatacę pod swoimi domami. Chcą utworzyć zespół przyrodniczo-krajobrazowy, co z kolei odwlekłoby w czasie i utrudniło zmiany w planie miejscowym, konieczne do rozpoczęcia wydobycia.

Ale o tym, że mimo szkód górniczych, ludzie nie wszędzie chcą zamykania kopalń, ani nawet ograniczania przez nie fedrunku, najlepiej świadczy przykład Rydułtów i sąsiadującego z nimi Pszowa. Trzy i dwa lata temu mieszkańcy tych miast przeżyli kilka dużych wstrząsów, spowodowanych tąpnięciami w miejscowych kopalniach, połączonych w jeden zakład Rydułtowy-Anna. Kiedy jednak pojawiła się groźba zamknięcia kopalni z powodu jej nierentowności, rydułtowianie zmienili front. Na początku 2007 roku radni podjęli uchwałę, w której zgadzają się, by kopalnia fedrowała pod centrum miasta. - To był jedyny sposób na uratowanie zakładu, dzięki któremu funkcjonują nie tylko rodziny górników, ale i całe miasto - mówi Kornelia Newy, burmistrz Rydułtów.

Około 5 tysięcy górników, których zatrudnia kopalnia to głównie mieszkańcy tego miasta i sąsiedniego Pszowa. Urzędnicy uznali, że szkody, jakie wydobycie powoduje na powierzchni, są i tak znacznie mniejsze od tych, jakie spowodowałoby zamknięcie zakładu. Po decyzji radnych władze kopalni przeznaczyły 14 mln zł na wypłatę odszkodowań w razie szkód spowodowanych nowymi wstrząsami.

Teren się zapada a domy krzywią

Osiadanie a co za tym idzie obniżanie się terenu jest nie do zatrzymania przez człowieka. Nie dysponujemy także narzędziami, które potrafiłyby obliczyć o ile ostatecznie obniży się teren po eksploatacji kopalni. Można jedynie minimalizować skutki tej deformacji stosując podsadzki. Rekordowe opadnięcia terenu zanotowano w okolicach dworca PKP w Zabrzu Biskupicach, bo aż 30 m. Część gminy Radzionków jest niżej o 20 m niż wynosiły pierwsze obliczenia. Bytom tylko od 1945 roku opadł w dół średnio o 6 m, choć rekordowy spadek na placu Sobieskiego wynosi 22 m. Śródmieście Katowic aż do Spodka jest o 1,5 m poniżej niż przy budowie. Najwięcej opadło w latach siedemdziesiątych, kiedy trzykrotnie wybierano węgiel z filarów ochronnych. Podobne zjawisko obserwowane jest koło Urzędu Wojewódzkiego i katedry Chrystusa Króla.

Piotr Duda, prezes wodociągów w Rudzie Śląskiej - najbardziej górniczym mieście regionu szacuje, że około 70 procent wszystkich awarii sieci wodociągowej spowodowanych jest przez szkody górnicze.

- Nieraz gotowy już projekt przepompowni czy zbiornika trzeba poprawiać, bądź robić od nowa, bo nagle doszło do powstania jakiejś niecki. W takich przypadkach egzekwujemy odszkodowanie od górnictwa, ale całości poniesionych nakładów nigdy nie da się odzyskać - mówi.

Ale szkody w sieci hydrologicznej, kolejowej i drogowej to łącznie zaledwie kilkanaście proc. Trzy czwarte stwierdzonych szkód dotyczy budynków. Trudno oszacować na ilu domach w województwie pojawiły się pęknięcia, naruszenie ścian nośnych czy kłopoty ze szczelnością dachu. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że blisko tysiąc budynków w całym regionie trzeba prostować a to oznacza, że różnica poziomu na każdym metrze długości budynku wynosi co najmniej 2,5 centymetra. Najwięcej spełniających takie kryteria domów jest w Rudzie Śląskiej i okolicach Rybnika: Marklowicach, Jankowicach i Chwałowicach. W Mysłowicach jest całe osiedle "krzywych wieżowców".

A koszty przywracania budowli do pionu są ogromne. Dla jednorodzinnego domu spółki węglowe muszą przygotować ok. 150 tysięcy złotych, w przypadku kilkupiętrowego bloku operacja zamyka się kwotą ok. pół miliona złotych.

W tym roku na usuwanie skutków szkód górniczych Kompania Węglowa zaplanowała w swoim budżecie ponad 200 milionów złotych Jastrzębska Spółka Węglowa ma w planie wydatki rzędu 61,1 miliona. Katowicki Holding Węglowy przed rokiem przeznaczył na ten cel około 38 milionów złotych i szacuje się, że tegoroczne wydatki nie będą na pewno mniejsze.

Współpraca: Mirosława Książek


Jak uzyskać odszkodowanie

Zanim wytoczy się powództwo przed sądem, należy wyczerpać postępowanie ugodowe a więc złożyć w kopalni stosowny wniosek układowy. Powinien on być potwierdzony pieczątką, datą i podpisem przyjmującego. Propozycję układową można również przesłać listem poleconym. Skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego jest możliwe dopiero wówczas, gdy kopalnia odmówi zawarcia ugody, bądź w przypadku gdy od zgłoszenia upłynęło 30 dni bez odpowiedzi. Jeśli kopalnia wyrazi zgodę na zawarcie ugody, wówczas dobrze jest zawrzeć ją w formie aktu notarialnego, ponieważ tylko wówczas stanowi ona tytuł egzekucyjny.


center>



Taka jest uroda Śląska


Z prof. Jerzym Kwiatkiem z Głównego Instytutu Górnictwa rozmawia Teresa Semik



Dla projektantów z Poznania czy Warszawy informacja o II kategorii terenów górniczych jest niemal porażająca. Wiedza o terenach górniczych na Śląsku jest aż tak mało powszechna?

Poza Śląskiem - tak. Dla naszych projektantów, absolwentów Politechniki Śląskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, nie jest to problem.

Przedstawiciele branży górniczej chętnie powtarzają, że na Śląsku wybudować można każdy obiekt i w każdym miejscu, bez względu na przewidywaną kategorię terenów górniczych. Czy pan profesor podziela ten optymizm?%07Z pewnością potrafimy zabezpieczać każdy obiekt w taki sposób, aby zminimalizować skutki każdej eksploatacji górniczej. Całkowite uniknięcie szkód górniczych jest jednak praktycznie niemożliwe, byłyby to przedsięwzięcia za drogie. Nie można przekraczać rozsądnych kosztów inwestycji. Wiedza nasza jest wystarczająca, żeby każdemu doradzić, jak ma budować. A więc wszystko można budować tam, gdzie mamy do czynienia z I i II kategorią terenów górniczych. Gdy jest III kategoria, trzeba się zastanawiać, a przy IV w ogóle nie doradzałbym budować ważniejszych obiektów, które nie powinny ulegać uszkodzeniom. Takie tereny lepiej przeznaczyć na zieleńce.


Czy możemy zagwarantować inwestorom, że szkody górnicze nie wystąpią tam, gdzie przewidywane kategorie terenów górniczych są najniższe?

Nie i trzeba to inwestorowi uczciwie powiedzieć. Nie łudźmy się, że potrafimy aż tak zabezpieczyć obiekty. Możemy jednak zapewnić, że potrafimy je w taki sposób zbudować, aby nie powstały szkody, które zagrożą bezpiecznemu użytkowaniu, zgodnemu z przeznaczeniem tych obiektów. A więc, że np. winda w bloku wysokim zawsze wyjedzie na ostatnie piętro, a nie zatrzyma się w połowie szybu ze względu na szkody górnicze. Inną sprawą jest to, że ten obiekt trzeba będzie naprawić od czasu do czasu. Nie można wykluczyć spękania ścian, zauważalne będą wstrząsy. Pod śródmieściem Katowic trzykrotnie przeszła eksploatacja II kategorii. Miasto istnieje. Kto mieszka na Śląsku, albo tu inwestuje, musi się liczyć ze szkodami górniczymi. Nad morzem wieją wiatry, a u nas są kopalnie. Taką mamy urodę.


Czy da się określić wzrost kosztów inwestycji na terenach górniczych?

Panuje przekonanie, że w przypadku budynków mieszkalnych, dwu- lub trzykondygnacyjnych koszt stanu surowego wzrasta o ok. 15 procent (ale może wzrosnąć o 10 lub 20 proc., w zależności od konstrukcji).


Czy to prawda, że górotwór uspokaja się po 3 latach od zakończenia eksploatacji?

W jednym miejscu wystarczą 3 lata, w innych jest to zdecydowanie za mało, trzeba odczekać np. 5 lat.


Niepokój budzi przypadek powstałego ostatnio zapadliska w pobliżu budynku mieszkalnego w Siemianowicach Śląskich. Czy takie przypadki mogą się powtarzać?

To konsekwencja eksploatacji górniczych, prowadzonych sto i więcej lat temu, na małych głębokościach, nie przekraczających 100 m. Pozostały po nich w górotworze pustki. Lokalizacja niektórych z nich jest znana i w tych przypadkach możemy je likwidować, eliminując zagrożenie dla powierzchni. Występują jednak na Śląsku pustki o nieznanej lokalizacji, które dają o sobie znać

w taki sposób, jak to miało miejsce w Siemianowicach

Śląskich. Geofizyczny monitoring terenów potencjalnie zagrożonych i podsadzanie wykrytych pustek w górotworze powodują, że przypadki powstawania zapadlisk należą do rzadkości. Nie można ich jednak zupełnie

wykluczyć. Perspektywicznie ważne jest, aby na terenach zagrożonych możliwością powstania zapadlisk nie budować nowych obiektów, lub budować je po likwidacji tego typu pułapek.


Sonda

Co sądzisz o ścieżkach rowerowych w stolicy?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij