Wybierz region

Wybierz miasto

    Z Iraku przywieźli opaleniznę i strach

    Autor: Anna Kulik

    2005-01-21, Aktualizacja: 2005-02-03 09:26

    W warszawskim Wojskowym Instytucie Medycznym ma powstać pierwsza w Polsce Klinika Stresu Bojowego. Z deklaracji Janusza Zemke, wiceministra obrony narodowej wynika, że musi ona zostać uruchomiona "w trybie alarmowym".

    W warszawskim Wojskowym Instytucie Medycznym ma powstać pierwsza w Polsce Klinika Stresu Bojowego. Z deklaracji Janusza Zemke, wiceministra obrony narodowej wynika, że musi ona zostać uruchomiona "w trybie alarmowym". Klinika będzie się mieścić w warszawskim szpitalu przy ul. Szaserów 128. Żołnierze powracający z Iraku, którzy nie mogą uporać się z wojennymi wspomnieniami i wywołanym przez nie stresem, będą mogli uzyskać w niej pomoc psychologów, psychiatrów i neurologów.

    W budynku trzeba przeprowadzić adaptację pomieszczeń. Prace będą prowadzone etapowo, dlatego klinika zacznie działać za kilka miesięcy. Będzie się składać z całodobowego oddziału psychiatrycznego, dziennych poradni
    zdrowia psychicznego dla pacjentów nie wymagających hospitalizacji oraz zakładu ekspertyz psychiatrycznych. Ten ostatni będzie się zajmował m.in. monitorowaniem stanu psychicznego żołnierzy po zakończeniu leczenia i
    opracowywaniem dokumentów potrzebnych w procesach odszkodowawczych i staraniach o renty dla wojskowych uczestniczących w misjach zagranicznych. - Klinika Stresu Bojowego będzie placówką finansowaną przez NFZ, otwartą dla
    każdego pacjenta posiadającego ubezpieczenie zdrowotne. Pacjenci będą mieć zapewnioną wszechstronną opiekę psychiatryczną. Leczenie będzie przebiegać w oparciu o farmakologię, psychoterapię grupową i indywidualną oraz rehabilitację - zapewnia płk Piotr Pertek z Centrum Informacyjnego MON.

    Część polskich żołnierzy wracających do normalnego życia z wojny w Iraku nie może sobie poradzić z nerwami. Mimo tropikalnej opalenizny, mają poszarzałe ściągnięte twarze i nieruchome szklane oczy. Skarżą się na kłopoty ze snem,
    wieczne poirytowanie i nękające ich w nieoczekiwanych sytuacjach lęki. Niektórym wystarcza czas, inni potrzebują pomocy psychologów i psychiatrów.

    Jesienią ubiegłego roku 14 żołnierzy trafiło pod opiekę psychologów w Bydgoszczy. Kolejni zgłaszali się w Krakowie i Wrocławiu. Przestraszył go helikopter - Nie jest mi łatwo o tym mówić. Zaczęło się zaraz po powrocie męża z Iraku. Był jakby nieobecny i nic go nie cieszyło - opowiada Katarzyna, żona żołnierza, który uczestniczył w irackiej misji. Zastrzega sobie anonimowość, mieszka z rodziną w niewielkim miasteczku. Boi się, że sąsiedzi zaczną patrzeć na jej męża jak na wariata. Przestali spotykać się ze znajomymi, bo każde pytanie o Irak wytrącało go z równowagi. Kiedyś w żartach podeszła na palcach i dotknęła jego szyi. Podskoczył jak oparzony i zrobił jej awanturę. - Potem było jeszcze gorzej.
    Złościł się o byle co. Kiedyś na spacerze z dzieckiem, przeleciał nam nad głowami helikopter. Wtedy mąż wykonał jakiś dziwny ruch, jakby chciał paść na ziemię. Przechodnie patrzyli się na nas jakbyśmy byli chorzy. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Trzy tygodnie później, nasz kilkuletni syn zatrąbił mu nad uchem. Mąż się wściekł, tak na niego wrzeszczał, że mały wszedł ze strachu pod ławę. Mąż zaczął popijać więcej piwa niż zwykle. Wtedy miarka się przebrała. Oboje zrozumieliśmy, że czas poszukać pomocy u psychologa. Po pierwszej wizycie wiemy, że czeka nas długa terapia. Stresu po przejściach wojennych nie da się wyleczyć jak grypy - opowiada Katarzyna. - Jeździmy daleko do psychiatry. Nie chcę, żeby zobaczył nas tam ktoś znajomy. Wiadomo, jaka jest
    mentalność ludzi: chodzi do psychiatry, znaczy się wariat - tłumaczy zakłopotana kobieta.

    Komandor dr Andrzej Zabielski, przedstawiciel Zarządu Wojskowej Służby Zdrowia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, nie chce wnikać, dlaczego minister J. Zemke mówił o konieczności powołania Kliniki Stresu Bojowego "w
    trybie alarmowym". Jak twierdzi, problem stresu dotyczył dotychczas niewielu, bo około 30 żołnierzy, którzy wrócili z Iraku. Z jego wyliczeń wynika, że najpierw zgłosiło się pięciu żołnierzy z "zespołem dezaptacyjnym", potem kolejnych 23, a ostatnio pięciu następnych. - To dane na 18 stycznia. Nie wiem, co wydarzy się w najbliższych dniach - zastrzega komandor Zabielski.

    Petardy jak bomby

    Resort obrony zapewnia, że każdy żołnierz po zakończeniu służby poza granicami państwa przechodzi szczegółowe badania lekarskie, laboratoryjne i psychologiczne. W przypadku stwierdzenia jakichkolwiek dolegliwości, kierowany jest na leczenie specjalistyczne. - Niektórzy żołnierze po powrocie do kraju narzekają na przejściowe problemy adaptacyjne, wynikające z odmiennego rytmu służby w Iraku i w Polsce. W trakcie sześciomiesięcznej służby w PKW Irak żołnierze stale pozostają w gotowości bojowej. Ponowne przyzwyczajenie się do warunków służby w kraju trwa z reguły około miesiąca - informuje płk P. Pertek.
    Żołnierze wiedzą swoje. Mijają kolejne tygodnie, a problem nie znika. Mimo tego wstydzą się szukać pomocy u lekarza. Obawiają się, że do ich akt może zostać dołączone zaświadczenie o terapii u psychologa lub psychiatry, które
    uniemożliwi im dalszą karierę wojskową. Boją się, że gdy otwarcie opowiedzą o tym, jakie wrażenie wywołały na nich okropności irackiej wojny, już nigdy nie będą traktowani przez przełożonych jak pełnowartościowi żołnierze.

    Tomek z trudem dał się namówić na rozmowę. Ponad tydzień negocjowaliśmy w tej sprawie. Zgodził się pod warunkiem, że zmienimy mu imię, nie podamy, z jakiej części kraju pochodzi i jaki ma stopień wojskowy. Mówi rwanymi zdaniami.
    Ma spocone z nerwów ręce. - Pochodzę z wiochy zabitej dechami - zaczyna opowieść. Nie mógł znaleźć pracy. Zdecydował, że zostanie zawodowym wojskowym. To była dla niego jedyna szansa na godne życie. Pojechał do Iraku,
    chciał odłożyć trochę pieniędzy. - Wydawało mi się, że jestem twardy. Kiedy zginął jeden z naszych, było mi źle. Trochę go znałem. Potem, z każdym dniem było mi trudniej. Strzelaniny, widok krwi, krzyki zrozpaczonych ludzi i
    poszarpane ciała... i te wiadomości, że zginął kolejny żołnierz - opowiada. - Chcę to wymazać z pamięci. Już nie oglądam wiadomości, żeby nie patrzeć na to, co dzieje się w Iraku. Budzę się w nocy spocony jak mysz. Mam straszne sny. Nawet sylwester był koszmarem, bo wybuchy petard i fajerwerków przypominały mi eksplozje bomb. Jedna z nich rozerwała na strzępy żołnierzy. Czuję się jak zwierzę w potrzasku. Boję się prosić o pomoc, boję się, że zakwalifikują mnie jako niezdolnego do służby. Co wtedy zrobię? Z czego będę żyć? - pyta bezradnie.

    Klinika nie browar

    Na takie wątpliwości gotową odpowiedź ma generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca elitarnej jednostki GROM. - Takich problemów byłoby mniej, gdyby do Iraku wysyłani byli zawodowi żołnierze. Po dwuletnim szkoleniu żołnierz nie nadaje się jeszcze na taką misję. Zresztą, część z nich jest w pewnym sensie zmuszana do udziału w misjach. Prawdą jest jednak, że problemu stresu bojowego nie da się całkowicie wyeliminować. Żołnierzowi, którego problem
    dotyka, potrzebna jest pomoc. Zetknąłem się z tym zjawiskiem na Haiti. Tam ośmiu amerykańskich żołnierzy, którzy nie umieli uporać się ze stresem, popełniło samobójstwa. Sądzę, że Klinika Stresu Bojowego, to dobry pomysł - mówi.

    Dotychczas żołnierze mogli liczyć na pomoc psychologów w bazie - w Iraku lub po powrocie do kraju. Według Centrum Informacyjnego MON, żołnierze służby zasadniczej mają zapewnioną opiekę psychologiczną w każdej jednostce. Ci, u
    których stwierdzone zostają dolegliwości natury psychologicznej (u których stwierdza się m.in. podwyższony poziom stresu), kierowani są na leczenia specjalistyczne.

    Co do powołania Kliniki Stresu Bojowego, nie jest do końca przekonany poseł Bronisław Komorowski, były szef MON. - Nie zamierzam dyskutować z tym, że jest potrzebna grupa specjalistów, którzy będą potrafili pomóc żołnierzom z
    zespołem stresu bojowego. Ale, czy żeby napić się piwa, trzeba kupować od razu cały browar? Skoro problem dotyczy kilkudziesięciu osób, trzeba tworzyć kosztowną klinikę? A może obecny rząd planuje jeszcze jakąś misję zbrojną i już
    zawczasu szykuje klinikę? - pyta retorycznie.

    Sonda

    Z jakiego środka transportu w mieście najczęściej korzystasz?

    • autobus (35%)
    • samochód (27%)
    • tramwaj (19%)
    • metro (9%)
    • na piechotę (7%)
    • inne (2%)
    • rower (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.