20 lat później

Rozmawiamy z Michałem Rusinkiem, pisarzem i tłumaczem, o dalszych losach słynnego Piotrusia Pana GK. Niedawno przetłumaczył Pan na nowo słynną książkę o przygodach Piotrusia Pana.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij
Rozmawiamy z Michałem Rusinkiem, pisarzem i tłumaczem, o dalszych losach słynnego Piotrusia Pana

GK. Niedawno przetłumaczył Pan na nowo słynną książkę o przygodach Piotrusia Pana. Teraz ukazuje się w Pańskim przekładzie ciąg dalszy tej historii, powieść "Piotruś Pan w czerwieni", napisana już nie przez J. M. Barriego, ale przez Geraldine McCaughrean. Jak Pan ocenia, czy to dobry pomysł - kontynuować klasyczne dzieło literackie?
- Moim zdaniem tak, chociaż sam początkowo podchodziłem do tego pomysłu - jak to się mawiało w starej reklamie - z pewną taką nieśmiałością. Trzeba jednak pamiętać o okolicznościach, w jakich powstała idea ciągu dalszego. Właścicielem praw do "Piotrusia Pana" jest dziecięcy szpital Great Ormond Street Hospital, który się po prostu z tego utrzymuje. Ponieważ mija
∨ Czytaj dalej

już 70 lat od śmierci autora, prawa wygasną, szpital wymyślił konkurs na oficjalną kontynuację.


GK. Jakie było zainteresowanie?
- Wystartowało około stu autorów, powołano poważne jury, więc i konkursowe sito było gęste, co pozwalało mieć nadzieję na wysoki poziom tekstów. Sam byłem bardzo ciekaw zwycięskiej książki. Decyzję o tłumaczeniu podjąłem po zapoznaniu się z pierwszym rozdziałem i zarysem całości. Zresztą taki właśnie materiał przedstawiali autorzy w konkursie.


GK. I jak Pan ocenia tę książkę?
- Geraldine McCaughrean, skądinąd znana i ceniona szkocka autorka książek dla dzieci, nie wpadła w pułapkę tzw. sequeli czyli dalszych ciągów. Z reguły autorzy próbują pociągnąć dalej wszystko, od fabuły, przez postacie, po nastrój, kopiując pierwowzór. Ona wzięła z oryginału to, co najlepsze - wyrazistość postaci, psychologiczną głębię, podstawowe wątki. Powstała pełna przygód opowieść o dorastaniu i starzeniu się, o czasie i o trudnej sztuce bycia z innymi ludźmi. Książka dość równomiernie podlana jest sosem ironii i humoru, który w sporych partiach pierwowzoru jest właściwie nieobecny.


GK. Czy zdradzi Pan jakieś szczegóły tej kontynuacji?
- Rzecz rozgrywa się klasycznie, dumasowsko, w 20 lat później. Chłopcom, którzy już dorośli, niespodziewanie zaczyna śnić się Nibylandia. Pod poduszkami znajdują różne rekwizyty z krainy swego dzieciństwa, czują, że coś jest nie w porządku, że muszą tam wrócić. Dlaczego? - sygnalizuje sam tytuł. W Nibylandii, krainie wiecznego lata, zaczęła się jesień...


GK. Czy kontynuacja dochowuje wierności oryginałowi?
- Tak, jest wiernie osadzona w niby?realiach Nibylandii, choć autorka wprowadza także nowe elementy. Są nowe postaci, są odniesienia do wydarzeń pozaliterackich. W ciągu wspomnianych 20 lat przez realny świat przetoczyła się I wojna światowa, na której zginął jeden z bohaterów. Są też zabawne nieścisłości, pojawiają się drobiazgi w pierwowzorze nieobecne, a pochodzące z filmowej adaptacji powieści, dokonanej przez Walta Disneya. Dowodzi to, jak wielką siłę oddziaływania miał w anglosaskiej kulturze także ten film. Co jednak najważniejsze i może najciekawsze - ta książka nie ma typowego hollywoodzkiego happy endu.
Rozmawiał Włodzimierz Jurasz Rozmawiał Włodzimierz Jurasz
źródło: Polska Gazeta Krakowska

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię