Przenikliwe zimno, samotność, zmęczenie. To wszystko czekało na podróżnika Aleksandra Dobę pośrodku oceanu. Kajakarz zrobił sobie wspaniały prezent na 71. urodziny - po raz trzeci pokonał Atlantyk.

110 dób bez dwóch minut. Tyle zajęła kajakarzowi podróż z Ameryki Północnej do Europy. Po raz trzeci samotnie pokonał Atlantyk. Przez ten czas zmagał się ze swoimi słabościami i nie zawsze sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Schudł 11 kg.

Jeden z najbardziej doświadczonych i najsłynniejszych kajakarzy świata, Aleksander Doba mimo wielu problemów technicznych wreszcie dopiął swego. Od początku planował przepłynąć Atlantyk między kontynentami w trzech etapach. Pierwszy odbywał się z Afryki do Ameryki Południowej. Drugi - z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej

Trzecia i najtrudniejsza wyprawa rozpoczęła się  16 maja w Zatoce Barnegat w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych i zakończyła prawie cztery miesiące później w porcie w Le Conquet we Francji. Udało mu się to tuż przed swoimi 71 urodzinami.

Nie obyło się bez przygód


"Polecam turystykę kajakową wszystkim tylko nie tym, którzy planują przepłynąć nim ocean" - mówił podczas spotkania prasowego poprzedzającego 2 Międzynarodowe Targi Turystyczne World Travel Show, których jest ambasadorem. Łatwo nie było.

Zdarzyło mu się wpaść do wody, bo zlekceważył zasady bezpieczeństwa. W Peru przeżył spotkanie z - delikatnie mówiąc -mało przyjaznymi tubylcami. Głaskał żywego rekina. Zmagał się z wieloma niewygodami. Podkreśla jednak, że najważniejsze to odpowiednie przygotowanie. Jak sam mówi "ważne, aby niczego nie zapomnieć".

Realizuje wszystko, co sobie założył. Nie jest typem chodzącym na siłownię, ale kiedy zaczął biegać, nikt nie był w stanie go dogonić. Kiedy wymyślił sobie, że przepłynie kajakiem Atlantyk przekonał właściciela stoczni jachtowej w Szczecinie Andrzeja Armińskiego do zaprojektowania i zbudowania specjalnego kajaka oceanicznego.

Czego najbardziej brakowało mu pośrodku wielkiego oceanu? -Jestem osobą towarzyską, radosną. Brakowało mi więc kontaktu z ludźmi. Miałem co prawda telefon satelitarny - mogłem odbierać i wysyłać smsy, albo e-maile, ale to jest przekaz zdalny. Rozmowy były drogie, więc też je ograniczałem - powiedział nam Doba.

Jego zdaniem każdy może zostać podróżnikiem. Przekonuje, że wystarczy postawić pierwszy krok, aby ruszyć ze swego domu. I żeby odważyć się marzyć, a potem część tych marzeń zamienić w plany.

"Najważniejsze to dobre przygotowanie"


-We mnie to rodzice rozbudzili chęć zwiedzania świata. Mieszkałem w Swarzędzu, koło Poznania. Uwielbiałem chodzić do pobliskiego lasu, kąpać się w jeziorze. W bliskim sąsiedztwie znajdowało się również lotnisko Klubu Poznańskiego. Podziwiałem latające samoloty, szybowce. Patrzyłem, jak radzą sobie skoczkowie i trochę im zazdrościłem. Potem sam zacząłem latać i skakać - mówi podróżnik.

A jak przekonałby do samotnych podróży tych, którzy się ich obawiają? - Można się obawiać pewnych rzeczy, ale strach paraliżuje. To czasami zmusza do irracjonalnego zachowania. Ja jestem zawsze przygotowany na to, co się może wydarzyć najgorszego. Na oceanie byłem gotowy do interwencji w każdej chwili - podkreśla Doba.

Co według niego jest najlepszego w podróżowaniu? "Są dwa rodzaje celów w podróżach. Pierwsze - dotarcie do celu i eksploracja. Dwa - sama podróż. U mnie liczyło się głównie to drugie. Do Florydy płynąłem 167 dób czyli pół roku. A potem spędziłem na lądzie trzy doby i musiałem wyjechać. Zdaję sobie sprawę, że dla większości ludzi takie życie, jakie ja prowadziłem na oceanie byłoby nie do wytrzymania. Mała przestrzeń i samotność to dla nich rodzaj cierpienia i kary. Mnie się to podobało i chciałem to powtarzać - mówi nam podróżnik.

Czas na odpoczynek


Doba podkreśla, że zamknął cykl trzech wypraw oceanicznych. Na razie planuje odpoczywać: "Zrealizowałem to, co sobie założyłem. Od niedawna jestem na nowej drodze życia. Mam młodszą od siebie żonę, a ona poszła na emeryturę. Teraz będziemy razem wybierać się na mniej ekstremalne wyprawy".

Jesteśmy ciekawi jaka była pierwsza reakcja żony podróżnika na jego pomysł, aby przepłynąć ocean kajakiem. -Przed pierwszą wyprawą oceaniczną już wiedziała, że coś kombinuję. Cały tym żyłem. Kiedy jej powiedziałem o swoich planach, wiedziałem, że będzie paskudnie. No i tak było. To były dla nas ciężkie czasy. Nie przekonałem jej do końca. Była przeciwna każdej wyprawie. Ale jak już się na nie wybierałem, bardzo mnie wspierała - mówi nam Doba.

29 września na ekrany kin wejdzie film Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka "Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie". Dokumentalny film drogi powstawał przez dwa lata.

Czytaj więcej: Poznajcie Ulicę Wilczą. Miasto Jest Nasze zaprasza na wielkie świętowanie

Czytaj także

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!