Aneta Kopacz, reżyserka filmu „Joanna”: Całe życie czekałam na tę kobietę [rozmowa NaM]

- „Chustka” postawiła mnie na nogi – mówi Aneta Kopacz, reżyserka nominowanego do Oscara filmu „Joanna”, opowiadającego o walczącej z rakiem Joannie Sałydze, autorce słynnego bloga „Chustka”.
Zobacz też: Nominacje do Oscara 2015 [lista]

    Film Anety Kopacz opowiada o Joannie Sałydze, znanej też jako „Chustka”. To ona wspólnie z nieżyjącą już także Magdą Prokopowicz [a]http://www.mmsilesia.pl/artykul/zbieraja-na-cycki-nowe-fryzury-i-dragi,3160297,artgal,t,id,tm.html;„zbierała na cycki, nowe fryzury i dragi”, wspierając Fundację Rak&Roll[/a]. Film pokazuje Joannę, jej syna i męża w ostatnich miesiącach życia „Chustki”. Nie epatuje chorobą i cierpieniem, ale podkreśla piękno codzienności, zwyczajnych czynności i otaczającego świata.
    - Co z Wami będzie, jak wy sobie poradzicie? – pyta w filmie Joanna swojego męża. - Zrobię na blogu casting na żonę dla ciebie. Tylko Jezu, żeby jakaś z rakiem nie była. Nie wiem, żeby miała chociaż atopowe zapalenie skóry – śmieje się. I dodaje: - Jedna rzecz jest już do przodu, mały umie jeździć na rowerze, byłam przy tym. Nie boję się, że umrę, boję się, że was zostawię.

    „Chustka” zmarła 29 października 2012 r. po trzech latach walki z rakiem żołądka. Miała 36 lat. „Joanna” jest nominowana do Oscara w kategorii filmów krótkometrażowych. Werdykt poznamy 22 lutego.

    [b]Jak dołączyła Pani do grona „Czytaczy”, czyli fanów bloga Joanny?[/b]

    Przeczytałam z nią wywiad w gazecie i dowiedziałam się, że Joanna prowadzi [a]http://chustka.blogspot.com/;blog pt. „Chustka”[/a]. Zachwyciła mnie w tej rozmowie swoim humorem, sposobem widzenia świata, poglądami. Zachwyciła spojrzeniem na sprawy dla mnie istotne. Weszłam na jej blog i w stu procentach spełniły się moje oczekiwania. Znalazłam tam mądrą kobietę, z wielkim poczuciem humoru, która w sposób nietuzinkowy opisuje swoje niebanalne życie. Kobiety, która ma swoją opinię na to, co się dzieje na świecie. Podobało mi się nie tylko to, jaka była, ale też to, że była świetną pisarką. Opisywała wszystko w krótkich, skondensowanych, ale jednocześnie mocnych słowach. Z delikatną puentą. Uwielbiam takie pisanie. To był strzał w dziesiątkę.

    [b]Joanna pisała o swojej chorobie z dużym poczuciem humoru: "Jestem szczęśliwa jak mucha w gównie" - wyznała w blogu. Pani była wtedy w trudnym momencie życia. Blog „Chustki” Pani pomógł?[/b]

    To był specyficzny dla mnie czas, byłam po ciężkim porodzie, moja córka miała kilka miesięcy, a ja jeszcze nie doszłam do siebie. Brak snu, stres, karmienie, dodatkowe obowiązki... Wszyscy wokół głosili, że to taki piękny czas dla kobiety, że można śpiewać o tym piosenki, a ja tego nie czułam. Miałam wyrzuty sumienia. Gdzieś się zapadłam, straciłam radość życia, radość ze zwykłego gapienia się w niebo. I wtedy trafiłam na blog „Chustki”. Ona postawiła mnie na nogi.

    [b]Jak się poznałyście? W którym momencie pomyślała Pani, że chce zrobić o Joannie film?[/b]

    Całe moje życie czekałam na taką kobietę. Piękna, inteligentna, zakochałam się w niej. Ona miała to coś. Czytając jej bloga, już kręciłam swój film. W mailu zaproponowałam jej spotkanie. Czekałam dwa miesiące, nie odpowiedziała, mimo że wysłałam kolejne maile. Z bloga dowiedziałam się, że się źle czuła. Pewnego dnia Joanna napisała, że w Klubie Księgarza będzie prezentowany reportaż o niej, a ona będzie gościem spotkania. Zostawiłam z mężem dziecko i pobiegłam. W Klubie było sporo fanów jej bloga, tzw. Czytaczy. Czekaliśmy na nią jak na gwiazdę. Wszyscy chcieli jej dotknąć. Kiedy w trakcie reportażu usłyszeliśmy głos jej synka, Joanna zaczęła płakać. W końcu wyszła. Pomyślałam: teraz albo nigdy i pobiegłam za nią.

    [b]Jak zareagowała?[/b]

    "Fajną masz fryzurę" - powiedziała do mnie. "Ty też" - odpowiedziałam. Przedstawiłam się, domyśliła się, że to ja pisałam do niej maile. Zapanowała trudna cisza. I wtedy wytworzył się między nami pewien rodzaj energii, obie zaczęłyśmy płakać. Powiedziałam jej, że chcę zrobić o niej film. Odpowiedziała: „Nie, wystarczy blog”. Okazało się, że kilku znanych reżyserów proponowało jej już zrobienie filmu. Kiedy usłyszałam te nazwiska, ugięły się pode mną nogi.

    [yt]XTKHRPrTdMM[/yt]

    [b]Ale nie dała Pani za wygraną.[/b]

    Powiedziałam do Joanny: „Daj mi minutę, opowiem Ci, jak to widzę. Ja już przecież nakręciłam ten film w głowie! Nie interesuje mnie twój rak, ale to, jak smakujesz codzienność. To jest piękne”.

    [b]Zabrzmiało niemal jak wyznanie miłości.[/b]

    I trochę tak było, bo przecież Joanna z bloga była dla mnie kimś bliskim. Odpowiedziała: "Zaczekaj na mnie". Po spotkaniu spytała, czy mam samochód. Nie miałam, więc zaproponowała, że mnie podwiezie. Pojechaliśmy po jej syna, który był na ściance wspinaczkowej gdzieś w pobliżu mojego domu. Zaprosiłam ich do siebie na zupę ogórkową. Potem Joanna przysłała mi SMS-a, że bardzo dziękuje mi za to spotkanie. Dwa dni później kręciliśmy już film.
    [b]
    Joanna się zgodziła, a co powiedział Piotr, w blogu nazywany Niemężem, który obok jej syna Jasia jest również bohaterem Pani filmu?[/b]

    Piotr powiedział krótko: "Cokolwiek ją uszczęśliwi, to i mnie uszczęśliwi". Z kolei Jaś, jak to dziecko, nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że kręcimy film. Trochę się tym bawił, trochę miał to w nosie.

    [b]Był bardzo czuły dla swojej chorującej mamy. Podczas ich wizyty na Mazurach mówił do niej: „Niebiańsko dobrze mi tu z tobą”.[/b]

    Jaś jest mądrym, rezolutnym chłopcem.

    [b]Przyjaciółka Joanny powiedziała mi, że „Chustka” na co dzień i ta z bloga nie są tożsame. Życie to życie, a blog to blog. Miała Pani podobne wrażenie?[/b]

    Ja bym tego tak nie ujęła. Blog to była część prawdy o Joannie, mniejszy zbiór, który zawiera się w tej Joannie prawdziwej. Ona miała większe spectrum cech i zachowań. Z bloga wynikało, że to była bardzo silna, przebojowa kobieta, nie do zniszczenia, otwarta na wszystkich, lubiąca wchodzić w relacje z tysiącem ludzi. I taka była. Ale bywała też bardzo słaba, wrażliwa, chroniąca swoją intymność, owijająca się w jakiś kokon. Nie wszystkim chciała się dzielić.

    [b]Postawiła jakieś warunki przed kręceniem filmu?[/b]

    Na samym początku postawiła warunek, że nie kręcimy w jej mieszkaniu, bo to jest jej azyl. Warunki szybko się jednak zmieniły. Najpierw wpuściła nas do pokoju Jasia, potem do kuchni, aż w końcu powiedziała do mnie: "Tobie to już w ogóle można wszystko". Zaufała mi.

    [b]Żeby zdobyć to zaufanie zdecydowała się Pani wcześniej pokazać jej to, co nakręciliście.[/b]

    Ona zazwyczaj nie wyglądała na chorą, brylowała w towarzystwie, była pełna energii. Zdawałam sobie jednak sprawę, jak poważnie jest chora, że w każdej chwili może odejść. Dlatego na bieżąco pokazywałam jej fragmenty filmu. Musiałam zbudować zaufanie. Chciałam, żeby wiedziała, jaki film robimy. Piękne zdjęcia, zwykłe życie, bez przekraczania pewnych granic... Chciałam się z nią tym podzielić. Pamiętam, jak pojechałam do niej do szpitala, miała akurat chemię. Zostawiłam jej pierwszy zmontowany fragment filmu i wyszłam z pokoju. Kiedy wróciłam, Joanna była zapłakana. Przytuliła się do mnie i powiedziała: "Jest pięknie".

    Później było podobnie. Nigdy nie miała uwag, nie ingerowała w film. To ciekawe, bo zazwyczaj miała swoje zdanie na każdy temat, zawsze i wszędzie we wszystko ingerowała, ale w ten film nie.

    [b]W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że przeprowadziła z Joanną trudną, poważną rozmowę, która jednak ostatecznie nie trafiła do filmu. Dlaczego?[/b]

    W tej rozmowie Joanna powiedziała dużo mądrych rzeczy, ale uznałam, że to nie będzie pasowało do filmu. Tu postawiliśmy na nastrój, skupiliśmy się na relacji między Joanną a synem. Wiedziałam, że to co chcę osiągnąć, osiągnę delikatnością. Ale ta rozmowa została, może trafi do wydania DVD.

    [b]Jaki był najtrudniejszy moment podczas kręcenia filmu?[/b]

    Film był już skończony. Joanna przyjechała do mnie do domu z Piotrem i Jasiem. Poszła zobaczyć moją córeczkę. Trzymała się za biodro, bolało ją... W pewnym momencie powiedziała: "Czuję, że to koniec. Jaś też już wie, przybiegł do nas z krzykiem w nocy". Miesiąc później umarła.

    [b]Po jej śmierci Piotr wrócił do więzienia, sam napisał o tym w internecie (ślub z Joanną odbył się w areszcie – przyp. red.). Joanna na blogu nigdy nie wspominała o więzieniu. Kiedy odeszła, wiele osób zaczęło oskarżać Piotra, "że ją oszukiwał, że jest gwałcicielem", że wcale nie jest taki dobry, jak go opisywała i jak to wygląda w Pani filmie.[/b]

    Mój film jest o rodzinie, którą spotkałam, obserwowałam, która była dla mnie spójna i prawdziwa. Piotr był miłością życia Joanny, widziałam to. Jestem też psychologiem, myślę, że wyczułabym fałsz, jeśli coś byłoby nie tak. Trudno mnie oszukać. Przyglądałam się im w różnych sytuacjach. I nic nigdy nie pękło. Zresztą cała nasza ekipa miała takie odczucia. Piotr się Joanną fantastycznie opiekował. Wyprzedzał jej myśli, przypominał o lekach, jeśli się zapomniała. Mówił, że trzeba ugotować banana, bo taką ma dietę. Był jej stróżem albo może raczej rycerzem, a ona była jego księżniczką. Każda kobieta mogła jej zazdrościć.

    [b]Ma Pani z nim jakiś kontakt?[/b]

    Tak, telefoniczny, bo przebywa w areszcie w Szczecinie. Joanna powiedziała mi o jego wyroku i więzieniu już na samym początku. Walczyła o niego, analizowała papiery sądowe, chciała się odwoływać do organizacji walczącej o prawa człowieka... Poznałam wspaniałych ludzi. I w moim filmie widać tę miłość. Nie mam wrażenia, że coś za bardzo polukrowałam.

    [b]Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za Oscara dla „Joanny”. [/b]

    Sama nominacja jest już dla nas sukcesem, my już jesteśmy wygrani. Zobaczymy, co będzie dalej, czy zdobędziemy jeszcze tę wisienkę na torcie. Byłoby miło.

    Więcej na temat:

    Komentarze

    Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

    25.02.2015, 18:45

    Więcej botoksu

    24.02.2015, 12:12

    Na pewno obejrzę film, sam zwiastun przyprawia mnie o ciarki...może dlatego,że jestem tak blisko tego wszystkiego!jestem młodą matką i wiem co znaczy walka z chorobą nowotworową.Nie sądzę żeby ktokolwiek kto tego nie przeżył mógł to zrozumieć,dlatego warto się zatrzymać, obejrzeć, uronić łzę i żyć dalej...

    Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

    Wybrane dla Ciebie

    Powiązane

    Więcej na temat:
    Więcej na temat:
    Więcej na temat:
    Więcej na temat:
    Więcej na temat:

    Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

    To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

    Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.