Bitwa na bazarze przy Powsińskiej

Szarpaniną między kupcami a strażą miejską zakończyła się wczoraj próba likwidacji nielegalnego targowiska u zbiegu ulic Świętego Bonifacego i Powsińskiej na Sadybie.

Szarpaniną między kupcami a strażą miejską zakończyła się wczoraj próba likwidacji nielegalnego targowiska u zbiegu ulic Świętego Bonifacego i Powsińskiej na Sadybie. Handlarze zarzucają strażnikom działania niezgodne z prawem, a ci ostatni odpierają zarzuty.

Około godz. 10 czterech pracowników ratusza w asyście jednego radiowozu policji i 12 strażników miejskich przystąpiło do likwidacji bazaru. Kupcy, którzy tarasują przejście pieszym, nie mają zezwolenia na handel w tym miejscu, które zajmują od 10 lat . Straż miejska wielokrotnie karała ich mandatami i prosiła o usunięcie nielegalnych straganów i namiotów z ubraniami, owocami i warzywami. Bezskutecznie. Tym razem doszło do szarpaniny.

- Gdy urzędnicy polecili handlarzom spakowanie towaru, ci przewrócili na ziemię 2 stragany pełne śliwek i moreli - mówi Jolanta Borysewicz z biura prasowego straży miejskiej. Według relacji strażników jedna z handlujących ubraniami zaczęła lżyć funkcjonariuszy, w sukurs ruszyli jej dwaj mężczyźni ze straganu obok i zaczęli okładać strażników skrzynkami po owocach. Policja obezwładniła napastników, przewracając ich na ziemię, młody mężczyzna został zraniony w rękę i poprosił o wezwanie karetki pogotowia.

- Urzędnicy nie dali nam czasu na zapakowanie towaru i od razu zaczęli ładować wiśnie do dużego czerwonego samochodu - żali się handlująca przy Powsińskiej pani Beata. - Skonfiskowany towar można odebrać od miasta dopiero po 30 dniach, więc w przypadku owoców i warzyw oznacza to dla nas ogromne straty - wyjaśnia.

Kupcy nie chcą się przenieść na pobliski legalny bazar ze względu na duże koszty. Za dzierżawę budki trzeba zapłacić miastu ponad 1 tys. zł miesięcznie. Tymczasem straż miejska zapowiada, że na nielegalnym targowisku będzie się pojawiać codziennie.

Natomiast ratusz namawia kupców, by przenieśli się na legalne bazary. Na swojej stronie internetowej urząd miasta zamieścił wykaz wolnych miejsc. Jest ich ponad tysiąc w różnych dzielnicach. Na przykład w Ursusie jest ich 240, na Bemowie 60, na Bielach 40, a na Pradze--Południe 45.

- Po zdobyciu Kupieckich Domów Towarowych władzom miasta chyba zaczęła się podobać nowa forma dialogu społecznego. Kupcy w mieście znaleźli się pod obstrzałem - komentuje sprawę Bartłomiej Kozek, przewodniczący koła warszawskiego Zielonych 2004. Przyznaje, że zupełnie nieuregulowany handel nie jest niczym dobrym. - Może nie tylko szpecić miejską przestrzeń, ale też np. utrudniać ruch. Jeśli chcemy ucywilizować to zjawisko, powinniśmy wpierw zastanowić się nad jego przyczynami, a policyjne interwencje używać jako ostateczność - dodaje.

  • Polska

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.