Ariel Borysiuk (z prawej) wciąż nie może odnaleźć formy z ubiegłego sezonu Ariel Borysiuk (z prawej) wciąż nie może odnaleźć formy z ubiegłego sezonu

Ariel Borysiuk (z prawej) wciąż nie może odnaleźć formy z ubiegłego sezonu (© Tomasz Hołod)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Przed przerwą na mecze reprezentacji trener Legii Warszawa Jan Urban mówił, że tydzień wolnego przyda się jego drużynie jak mało kiedy.

- Niech zawodnicy ze dwa dni odpoczną, z rodzinami się spotkają, pojadą do lasu. Będzie też okazja, aby popracować spokojnie nad skutecznością - nakreślał plan szkoleniowiec wicemistrzów Polski.

Po tygodniu przerwy jedno jest pewne: Legia wcale nie gra lepiej. Ba, chyba nawet gorzej niż na początku sezonu. W sobotę we Wrocławiu w spotkaniu ze Śląskiem piłkarze Urbana zremisowali 0:0. Tym razem sytuacji marnować nie musieli, bo żeby pudłować, najpierw okazję trzeba wypracować. Poza groźnym strzałem Macieja Rybusa bramkarz gospodarzy Wojciech Kaczmarek nie miał wiele pracy.

Od pierwszej minuty na ławce rezerwowych usiedli Jakub Rzeźniczak i Marcin Komorowski, którzy wrócili z traumatycznego zgrupowania reprezentacji. Nie mogli czuć się zmęczeni, bo w spotkaniach z Irlandią Północną i Słowenią nie zagrali nawet minuty. Być może Urban dał im odpocząć, bo bał się, że zarazili się wirusem beznadziei?

Na lewej stronie obrony wystąpił więc Tomasz Kiełbowicz, na prawej Wojciech Szala. Urban tak skomentował ich występ: - Nie jestem zadowolony z ich postawy, ale tylko w pierwszej połowie.

To akurat żadne odkrycie, bo po 45 min do zmiany nadawała się cała jedenastka Legii. Może z wyjątkiem Jana Muchy, który rozegrał setny mecz w barwach warszawskiego klubu. Trudno sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz 27-letni bramkarz popełnił błąd. A jeśli już mu się zdarzył, to nie zaważył on na wyniku. I to jest właśnie odpowiedź, dlaczego Słowacja zagra w mundialu w RPA, a my zagramy co najwyżej w piłkarzyki.

Nieprzypadkowo wspomnieliśmy o bocznych obrońcach. System, który stara się wdrażać Urban od początku swojej pracy w Legii, wymaga dużej aktywności prawego i lewego defensora. To niby elementarz, podstawa nowoczesnego futbolu, ale warszawski zespół ma z tym spory problem. Już w poprzednich meczach, gdy grał Rzeźniczak, poważnym kłopotem była współpraca skrzydłowych pomocników i obrońców. Brakowało równowagi.

Czego więc można było spodziewać się po Szali i Kiełbowiczu, którzy mają łącznie 66 lat? Że będą biegać od pola karnego do pola karnego? Naiwność.

Przed rozpoczęciem tego sezonu trener Legii powtarzał, że w okresie transferowym ma jeden cel: sprowadzić napastnika po to, by zespół znów nie był uzależniony od Takesure'a Chinyamy. Nawet to się nie udało.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

    Więcej na temat: