Z Marcinem Sasalem, trenerem Dolcanu Ząbki, rozmawia Tomasz Biliński.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Wygrana w derbach Mazowsza ze Zniczem Pruszków (2:1) musiała podbudować was przed meczami w lidze z Górnikiem Zabrze i w 1/8 Remes Pucharu Polski z Koroną Kielce.
Jak najbardziej. To było pierwsze zwycięstwo od trzech spotkań. Bardziej mnie cieszy to, że mam do dyspozycji wszystkich zawodników. Dzięki temu w Zabrzu nie będziemy na straconej pozycji, a z kielczanami u siebie nie odpuścimy, bo chcemy awansować do następnej rundy.

Będąc od stycznia 2008 roku w Dolcanie, jest Pan jednym z najdłużej pracujących trenerów w jednym klubie. Początek nie był jednak kolorowy (pięć punktów po jedenastu meczach).
Czesław Michniewicz powiedział mi, że jestem cudotwórcą, po tym jak utrzymaliśmy się w I lidze. Właściciel klubu Sławomir Doliński oświadczył w trakcie sezonu, że mam się niczym nie przejmować, że najwyżej spadniemy do II ligi. To dało mi pozytywnego kopa i nadzieję, że można tu zrobić wiele dobrego.

Jak wyglądała Pana kariera przed podjęciem pracy w Dolcanie Ząbki?
Prowadziłem kluby w niższych ligach. W Mazowszu Grójec, Mazurze Karczew i GLKS Nadarzyn. W Grójcu rozwiązałem kontrakt z winy klubu, który nie wywiązywał się z umów zarówno ze mną, jak i z zawodnikami. Tak trafiłem do Ząbek. W tym samym czasie pracowałem też z młodzieżą m.in. w AON-ie Rembertów i utworzonym przez MZPN Mazowieckim Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży w Warszawie, w którym pracuję do dziś.

Miał Pan na to wszystko czas?
Czasu to ja nie mam od wielu lat. Kiedyś z domu wychodziłem o świcie, robiłem 200 km samochodem, i przed północą wracałem. Na szczęście żona rozumie, że nie wyszła za szewca, który będzie pukał młotkiem w podeszwy. Praca z młodzieżą była raczej hobbystyczna niż zarobkowa, ale nie mogłem zostawić początkujących piłkarzy na lodzie. To nie w moim stylu.

Nie chciał Pan z czegoś zrezygnować?
Tak jak każdą pracę, tą też trzeba szanować. Dzisiaj jest, jutro może jej nie być. W niższych ligach nie zawsze była płynność finansowa. Stąd pomysł na pracę w ośrodku szkolenia. Kokosów z tego nie ma, ale trzeba pracować na swoją emeryturkę. No i jako głowa rodziny muszę zapewnić jej godne warunki.

Drużyna od początku rozgrywek zajmuje miejsce w czołówce Unibet I ligi, obecnie jest czwarta. Marzy Pan o Ekstraklasie?
Odkąd zostałem trenerem. Ale spokojnie, jesteśmy na jej zapleczu i chcemy udowodnić, że poprzedni sezon i 8. miejsce nie były przypadkiem. Chociaż jak faworyci będą trwonić punkty tak jak teraz, a my gralibyśmy swoje, to czemu byśmy mieli nie awansować?

Dolcan Ząbki ma szanse stać się klubem jak niegdyś Amica Wronki czy Groclin Grodzisk Wielkopolski?
Chciałbym. Fajnie byłoby mieć takie zaplecze treningowe jak oni. Co prawda dzięki sponsorowi w Ząbkach z tygodnia na tydzień jest lepiej. Problem pozostaje jednak w tym, że stadion jest własnością miasta, które nie garnie się do polepszenia warunków.

Jest aż tak źle? Wasz właściciel ma przecież firmę budowlaną. O infrastrukturę nie powinniście się martwić.
Boisko mamy jedno. Budynek główny klubu nadaje się jedynie do rozbiórki. Dzięki właścicielowi Dolcanu mamy kontenery, które służą nam jako pomieszczenia klubowe. Gdyby nie to, nie dostalibyśmy licencji na grę w I lidze. Projekt modernizacji jest, brakuje jednak inwestora. Właściciel klubu mógłby to wszystko zasponsorować, ale miasto nie chce mu dać dzierżawy na te tereny. W takiej sytuacji nikt nie będzie tego robił charytatywnie. Ale mamy zespół i to się liczy.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!