Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Gołota: Nie ucieknę z ringu

Robert Małolepszy
Gołota zapowiada, że ma prostą taktykę: urwać Adamkowi głowę
Gołota zapowiada, że ma prostą taktykę: urwać Adamkowi głowę arch.
Z Andrzejem Gołotą, wciąż najlepszym polskim pięściarzem wagi ciężkiej, rozmawia Robert Małolepszy

Przygotowany do polskiej walki stulecia?

Chyba tak. Na razie czuję się dobrze. Zobaczymy, jak będzie w sobotę.

Na trybunach zasiądzie piętnaście tysięcy widzów. Spodziewał się Pan, że jeszcze kiedyś zawalczy w Polsce przed taką publiką?

Ale się porobiło, co? Że jeszcze kiedyś będę walczył przed taką publiką, to wierzyłem, ale że w Polsce, to nie.

A że zmierzy się Pan z Tomkiem Adamkiem, kolegą, swego czasu chyba nawet przyjacielem? Na dodatek pięściarzem wagi niższej.

No popatrz, co te pieniądze robią z ludzi.

Pan ryzykuje zdecydowanie więcej. Naprawdę dostaniecie aż tyle? Opłaca się?

Szczerze? Nie mogłem mu odmówić. Pomyślcie, co by było, gdybym nie zgodził się na ten pojedynek. Nie mogłem mu dać tej satysfakcji.

Czy to prawda, że Don King znów zaczyna myśleć o Panu jako kandydacie do kolejnej walki o pas mistrza świata?

Wszystko zależy od pojedynku w Łodzi. Jak dobrze wypadnę, coś tam może się jeszcze wydarzyć.

Jeśli wygra Pan walkę, wszystko wskazuje na to, że wskoczy Pan do pierwszej piętnastki rankingu IBF. Sęk w tym, że na szczycie tej federacji jest Władimir Kliczko. Naprawdę wierzy Pan, że mógłby bić się z Ukraińcem?

Lepszy jest Witalij. No nie?

Adamka jak Pan zamierza pokonać?

Zlać go i tyle. Urwać mu głowę.

Ile Pan teraz waży?

115 kg po jedzeniu. Po treningu gdzieś w okolicach 112 kg.

Jednym słowem schudł Pan kilkanaście kilogramów. A jeszcze miesiąc temu zapowiadał Pan, że zamierza zmiażdżyć Adamka masą.

Chciałem, słowo. Ale nie dało się nie schudnąć. Samo leciało. A poza tym bardzo zmieniłem jedzenie. Szkoda, że dopiero teraz zrozumiałem, jak ważna jest dieta. Dobre żarcie to w sporcie połowa sukcesu.

Czyli?

Jem dziesięć razy dziennie. Tylko to, czego potrzebuje mój organizm do treningu.

Sam Collona, Pański trener, mówi, że znów trenował Pan jak szalony. Czy to prawda, że ma Pan nową pasję, że dziennie potrafi przejechać nawet kilkadziesiąt kilometrów na rowerze?

Tak. Raz nawet przejechałem sto mil. I to po górach. Zacząłem w lipcu, w Colorado.

Jeździ Pan na góralu?

Człowieku, na jakim Góralu? Myślisz, że on dałby się dosiąść?

O, przepraszam, nie tego Górala miałem na myśli...

(Śmiech) Jeżdżę na rowerze kolarskim. W Ameryce nawet w górach są asfaltowe ścieżki, po których można spokojnie przemieszczać się zwykłym rowerem.

Ponoć nastawia się Pan na prawą kontrę. Na błąd Adamka, który w każdej walce opuszcza lewą rękę.

Za dużo wiesz, za dużo gadasz.

Tomek twierdzi, że będzie Pana bił tak długo, aż Pan padnie...

Bić to on może siebie.

Adamek twierdzi, że ma kilka wariantów taktyki...

Niech ma dziesięć. Ja mam jeden: wygrać tę walkę.

Łódź dobrze się Panu kojarzy...

Tak. Wygrałem tam swój pierwszy międzynarodowy turniej. O Boże, jak dawno to było. Chyba w 1984 roku.

Gdy rozmawialiśmy miesiąc temu, powiedział Pan, że chce się przekonać, czy jest jeszcze w stanie podjąć bokserski trening. Między innymi po to ta walka. I jak się Pan czuje?

Żyję. Jestem w jednym kawałku. Ręka się nie urwała.

Czy to naprawdę będzie polska walka stulecia?

Czemu nie? Może tak być.

Ponoć ring ma być mały, o boku długości sześciu metrów.

Żebym z niego nie uciekł, tak? (śmiech). Spokojnie. Nie ucieknę.

Ma Pan 41 lat. Ostatnią walkę przegrał Pan w idiotyczny sposób. Wcześniej leżał Pan na deskach po ledwie kilku sekudach. Dlaczego Pan wraca? Tak bardzo nie może Pan żyć bez boksu? Pieniędzy ma Pan chyba dużo. A może nie chce Pan odejść jako ten, który wciąż przegrywa. Czeka Pan na ten swój upragniony pas?

Tak to już w życiu jest, że trzeba coś robić. Po walce z Austinem wiedziałem, że wrócę, jeśli tylko ręka będzie sprawna.

A tak naprawdę to co się stało i w którym momencie Pan urał ten miesień?

Sęk w tym, że ja go nie urwałem, tylko naderwałem. Kość też odprysnęła. A jak to się stało, to do dziś nie wiem. Pięć razy oglądałem tę walkę i nie mogę zobaczyć, w którym momencie doszło do urazu.

Jeśli wygra Pan z Adamkiem, niektórzy widzą już jako Pańskiego rywala Alberta Sosnowskiego...

Ja tu myślę, jak walnąć Kliczkę, a ty mi Alberta podsuwasz. Dobry chłopak, grzeczny, ale ciosu nie ma.

Ale się porobiło, co? Że jeszcze kiedyś będę walczył przed taką publiką, to wiedziałem, ale że w Polsce, to nie

Gołota zapowiada, że ma prostą taktykę: urwać Adamkowi głowę

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Trener Wojciech Łobodziński mówi o sytuacji kadrowej Arki Gdynia

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na warszawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto