Hugo Race: "W Mali grałem otoczony kordonem ludzi z kałasznikowami" [ROZMOWA]

Rozmowę z Hugo Racem, liderem grupy The True Spirit, odbyłem przez telefon podczas jego podróży z Wrocławia do Warszawy w drodze na koncert, z którego zdjęcia możecie obejrzeć w galerii powyżej.

Podczas kilkunastominutowego wywiadu zespół dwukrotnie zgubił się na niesławnej południowej obwodnicy Łodzi („ta cholerna autostrada pojawia się i znika, jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego”). Część rozmowy prowadziliśmy na stacjach benzynowych, gdzie zatrzymywali się w poszukiwaniu wskazówek, część w trasie – co bardzo dobrze koresponduje z postacią Hugo; człowieka, który ciągle jest w ruchu. Nigdzie nie zagrzał miejsca. Zjechał pół świata, nagrywał płyty w Australii, Mali, Brazylii i… polskim więzieniu. W latach 80. grał z Nickiem Cavem; na progu wielkiej kariery odszedł, by założyć The True Spirit – zespół, z którym gra do dziś. Nasza rozmowa rozpoczęła się słowami, które już kilka minut później okazały się całkowicie nieprawdziwe:

Hugo Race: Cześć! Wszystko idzie świetnie, właśnie jesteśmy na autostradzie i pędzimy do Warszawy.

Marcin Śpiewakowski: To Wasz trzeci koncert w naszym kraju, jutro występujecie jeszcze w Poznaniu. Sprawiasz wrażenie, jakbyś lubił grać w Polsce.
Tak, jestem tu właściwie przynajmniej raz w roku. Ostatni raz przyjechałem do was rok temu, niemal co do dnia, grałem wtedy solowy materiał. A z True Spirit wracamy po sześciu latach.

Nagrałeś też koncertówkę w polskim więzieniu – jak w ogóle do tego doszło?
To dziwna historia. To wyszło od znajomego, który pracował jako wolontariusz w zakładzie karnym w Wołowie. Organizował tam co roku cztery czy pięć koncertów – zazwyczaj były to polskie zespoły rockowe. Pomyśleliśmy, że taki koncert będzie świetnym doświadczeniem i doskonałym pretekstem do tego, żeby nagrać ciekawy album koncertowy. To też nawiązanie do Johnny'ego Casha i długiej tradycji takich występów.

Czytaj też: Fink: "Jestem biały, a moja kobieta traktuje mnie dobrze, jak tu śpiewać bluesa?" [ROZMOWA]

A skoro już mowa o tradycji: album "Ambuscado" otwiera utwór, w którym użyłeś głosu bluesowej legendy, Howlin' Wolfa. Są to słowa "zaraz wam pokażę, jak się gra bluesa - siądźcie wygodnie i patrzcie uważnie, jak to się robi". To dość mocne słowa jak na białego muzyka.
Tak, na tej płycie szybko przechodzimy do konkretów. (śmiech) To nagranie z amerykańskiego radia, zarejestrowane gdzieś w połowie lat 50. "Ambuscado" była eksperymentem, połączeniem bluesa z elektroniką. Oczywiście nie gram tak jak Howlin' Wolf, bo on nawet nie grał na gitarze, a na harmonijce. Natomiast Hubert Sumlin, jego gitarzysta, to świetny muzyk, który wywarł na mnie ogromny wpływ, więc jest to pewnego rodzaju ukłon w jego stronę.

Te wczesnobluesowe wpływy słychać też na Twojej ostatniej płycie, gdzie nagrałeś swoją wersję "Early in the Mornin'", starej pieśni śpiewanej przez niewolników i więźniów.
Tak, "Early in the Mornin'", "Dollar Quarter" – ta pieśń ma mnóstwo tytułów, śpiewano to w wielu różnych wariacjach. To bardzo ważny utwór, można go porównać z "Will the Circle Be Unbroken", który pojawia się na "Ambuscado". Jako True Spirit jesteśmy zafascynowani tymi starymi pieśniami, które są już właściwie dziedzictwem kulturowym. Nieustannie kombinujemy, jak nadać autorskiego charakteru utworom, które przez ostatnich osiemdziesiąt lat na tyle różnych sposobów nagrywało tak wielu muzyków. To chyba kwestia ambicji.

Co Was skusiło w "Early in the Mornin'", że zabraliście się akurat za ten utwór?
Kiedy zabieraliśmy się za nagrywanie "The Spirit", pierwszej płyty od dobrych kilku lat, zaczęliśmy myśleć o niej jak o nowym rozdziale. Zacząłem zastanawiać się nad utworem, od którego powinniśmy zacząć, żeby się rozgrzać i scementować na nowo jako zespół. Chciałem, żebyśmy tworzyli wspólnie, a nie tylko interpretowali to, co wymyślę z pozycji lidera. Bryan Colechin, nasz basista, przyniósł wtedy kilka wersji "Early in the Mornin'" i właściwie od tego zaczęła się nasza praca nad płytą, więc "Dollar Quarter" wyznaczyło nam nowy kierunek.

Porozmawiajmy o Mali.
No tak... jak pewnie wiesz, wczoraj był zamach w Bamako...

Między innymi dlatego pytam. Co możesz powiedzieć o sytuacji w tym kraju jako ktoś, kto spędził tam tak dużo czasu?
Bamako to miasto wręcz pulsujące muzyką. Nie wiem, czy można to porównać z jakimkolwiek innym miejscem na świecie. W każdym oknie gra radio, na ulicach muzycy grają na bębnach, śpiewają albo ćwiczą w małych grupkach. To jak ścieżka dźwiękowa do tego miasta. Głównie dlatego tam trafiłem, bardzo chciałem doświadczyć tej odmiennej kultury muzycznej. To doświadczenie wpłynęło bardzo mocno na muzykę True Spirit. Zaczęliśmy tworzyć dłuższe, bardziej transowe kompozycje, sięgnęliśmy głębiej do korzeni bluesa.

Myślę, że zacząłem rozumieć Mali podczas pewnego festiwalu, na którym grałem z grupą Dirtmusic. Jeden z chłopaków, którzy pracowali przy ochronie terenu, powiedział mi wtedy coś, o czym nie miałem pojęcia, a co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Otóż cały teren – a było to na pustyni, pośrodku niczego – otoczony był kordonem bezpieczeństwa o obwodzie może pięćdziesięciu kilometrów, który składał się z uzbrojonych w kałasznikowy ochotników. Część z nich była dziećmi. Taki był mój pierwszy kontakt z sytuacją polityczną w Mali. A już parę lat później musieliśmy odwoływać koncerty, bo wybuchła wojna domowa.

To było w 2013 r.?
Nawet wcześniej, wszystko zaczęło się w 2012 r. Kiedy grupy islamistów powiązanych z Al-Kaidą zaczęły zyskiwać coraz większe wpływy w kraju, Chris Brokaw, jedna trzecia Dirtmusic, zdecydował, że nie uważa wyjazdu do Mali za rozsądny pomysł. Z kolei Chris Eckman i ja czuliśmy, że jeśli nie pojedziemy wtedy do Bamako i nie weźmiemy się za nagrywanie, będzie to koniec zespołu. Pojechaliśmy więc i nagraliśmy wtedy w trzy tygodnie dwa albumy z lokalnymi muzykami. Dzisiaj już bym się na to nie zdecydował.

Czytaj też: Steve Lukather (Toto): "W latach 60. i 70. świat był pełen nadziei. Teraz czytam wiadomości i martwię się, co za straszny świat zostawię moim dzieciom" [ROZMOWA]

Mali w ostatnim czasie nie jest najbezpieczniejszym miejscem dla muzyków. Zdarzają się porwania...
Tak, to dzieje się od lat.

To wojna ideologiczna?
Tak myślę. Szariat zabrania muzyki, granie na instrumentach jest niezgodne z prawem. W 2012 r., kiedy zaczęto wprowadzać prawo szariatu, w pierwszej kolejności niszczono instrumenty, odbiorniki radiowe i telewizory, żeby nikt nie mógł słuchać muzyki. Terroryzm kulturowy to niezwykle potężna broń w takim kraju jak Mali, bo dla Malijczyków muzyka jest nieodłącznym elementem ich tożsamości. Jeśli odbierzesz im muzykę, nie zostanie im nic.

Oznacza to, że nie wracasz w najbliższym czasie do Mali?
Niestety nie. Dirtmusic działa na wygnaniu, współpracujemy z dwoma muzykami, którzy przenieśli się do Europy. Bardzo chcą wrócić do kraju, musieliśmy włożyć mnóstwo trudu w przekonanie ich, że to zły pomysł. Ale głęboko wierzę, że w ciągu najbliższych 5-10 lat sytuacja uspokoi się na tyle, że będę mógł znowu pojechać do Mali, bo to przepiękne miejsce.

Ostatnio napisałeś książkę, "Road Series", która pojawi się w przyszłym roku. Opowiedz mi trochę o niej.
Wszystko zaczęło się właśnie podczas mojego pierwszego pobytu w Mali. Pewna australijska gazeta poprosiła mnie, żebym napisał artykuł o tej podróży. Tekst spotkał się z dużym zainteresowaniem, więc zacząłem pisać kolejne. Coś w rodzaju reportaży z podróży, trochę charakterystyki tego miejsca, nieco o polityce, trochę moich przemyśleń… Powstały ze trzy czy cztery takie teksty. Wtedy zaproponowano mi książkę. Potrzebowałem więcej materiału, co oznaczało, że musiałem wrócić do moich wspomnień, do lat 90., między innymi do mojego pobytu w Polsce... słuchaj, znowu się zgubiliśmy, muszę kończyć, przepraszam. Porozmawiamy po koncercie!

I rzeczywiście, porozmawialiśmy. Głównie o tej cholernej obwodnicy Łodzi.

Więcej o postaci Hugo Race'a przeczytacie tutaj: Hugo Race w Warszawie. "Transowy industrialny blues" na kameralnym koncercie


Jeśli jesteś zainteresowany patronatem naszemiasto.pl – napisz pod adres patronaty@naszemiasto.pl
Jeśli chciałbyś zrobić projekt niestandardowy z naszemiasto.pl – napisz pod adres projektyspecjalne@naszemiasto.pl


Wideo

Marcin Śpiewakowski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3