Jarosław Makowski: Warszawa jest seksi!

O nowomieszczaństwie i potencjale polskich metropolii rozmawiamy z jednym z inicjatorów cyklu debat Miasto 2.0. Pierwsza już dziś.
 Instytut Obywatelski

Czym dziś jest miasto? Warszawa różni się od tej sprzed zaledwie kilku czy kilkunastu lat?
Jednym z kluczowych czynników modernizacyjnych i rozwojowych nowoczesnego czy - jak powiedział Zygmunt Bauman – ponowoczesnego społeczeństwa. Tym bardziej, że obserwujemy procesy, które są odwrotne od tych, jakie miały miejsce choćby dekadę temu. Wtedy w Polsce myśleliśmy podług amerykańskiej logiki myślenia o mieście. Otóż w mieście się pracuje, zarabia pieniądze, ale żyje na przedmieściach. Marzenie sprowadzało się do tego, by mieć działkę, dom za miastem. Do miasta, w tym przypadku do Warszawy, przyjeżdża się „zarabiać kasę”, by zaraz potem z niej uciekać. Ten trend chyba się odwraca: „wracamy do miasta”. I to nawet kosztem tego, iż wiemy, że będziemy mieli gorsze warunki mieszkaniowe.

Dlaczego?
Bo zaczynamy doceniać bogaty wachlarz możliwości, jakie daje miasto: teatry, kina, wystawy, publiczne dyskusje... Ale także styl życia, który proponuje nowoczesne miasto. Ludzie jedzą śniadania „na mieście”, czytając poranną prasę, dlatego knajpy otwierane są już od 7 czy 8 rano. Tworzy się nowa klasa, którą za Richardem Floridą można nazwać „klasą kreatywną”. Lub, jak chce krakowski socjolog miasta i antropolog Paweł Kubicki, „nowym mieszczaństwem”. Zobaczmy: mieszczańskość jeszcze wczoraj kojarzyła się z zadufaniem i pruderią, dziś kojarzy się z otwartym stylem życia.

Warszawiacy są świadomi swojego nowomieszczaństwa?
Warszawa, jak każde nowoczesne miasto, jest multi culti. Jeżeli miasto chce się rozwijać, musi być, otwarte, tolerancyjne, pluralistyczne. Jeśli Warszawa dziś przyciąga ludzi jak magnes opiłki żelaza, to także dlatego, że jest to miejsce tolerancyjne i otwarte. Nie piętnuje się tu odmiennych i różnorodnych stylów życia, co sprawia, że takie miasto jest atrakcyjne dla wszystkich. W takich miastach po prostu chce się żyć, uznając je niemal od razu za swoje.
Ponadto rośnie świadomość mieszkańców miast, że mają do niego prawo. Miasto nie należy do ludzi obecnie nim rządzących. Ci się przecież zmieniają: dziś są, jutro ich nie ma. Ono należy do nas – wszystkich je zamieszkujących obywateli. I dlatego mamy prawo do kształtowania jego oblicza.

Czyli cykl debat Miasto 2.0 – Warszawskie Latające Spotkania Strategiczne, którym patronuje portal mmwarszawa.pl, organizowane przez Instytut Obywatelski i DuoPolis to narzędzie, które dajecie mieszkańcom w celu kształtowania miasta?
Taki jest cel, który wykrystalizował się w czasie moich dyskusji z socjolożką Joanną Kusiak – pomysłodawczynią i koordynatorką całego projektu. Latające Spotkania Strategiczne mają więc pokazać, po pierwsze, że miasto to także projekt polityczny, którego istotą, podobnie jak demokracji, jest rozmowa. Ale nie idzie nam o to, byśmy sobie „miło pogadali”. Chcemy otwartych konsultacji społecznych. Gromadzenie różnych środowisk, wspólne nazywanie problemów.
Drugim celem jest stworzenie „katalogu spraw do załatwienia”. Po tych dziewięciu spotkaniach Joanna Kusiak napisze raport, który będzie miał też charakter rekomendacji.
Trzecia sprawa to próba stworzenia ram, które pozwolą przenieść ideę Warszawskich Latających Spotkań Strategicznych do innych miast - Katowic, Lublina, Krakowa...W tych miastach Instytut Obywatelski także chciałby przeprowadzić podobny cykl debat.

Przed jakimi tematami Miasto 2.0 postawi swoich rozmówców? Wśród gości zaproszonych na kolejne debaty są m.in. prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, urbaniści, aktywiści, oddolni działacze, niezależni politycy, burmistrzowie dzielnic, ale też publiczność – warszawiacy.
Zaplanowaliśmy dziewięć debat o stolicy. Poruszymy m.in. zagadnienia współpracy warszawsko-łódzkiej, niezależności działaczy miejskich w polityce, drożyzny związanej z życiem w metropolii, wielokulturowości i migracji. Chcemy dotknąć spraw, na które – jak się niektórym bę̨dzie wydawać – jest jeszcze za wcześnie i definiować nowe problemy, zanim się pojawią. Warszawa 2.0. to warszawa obywatelska, Warszawa jej mieszkańców, w której każdy będzie mógł bronić swojego prawa do miasta.
Zaczynamy od „Łodzi w Warszawie”. Z racji szybkiego rozwoju Warszawy, ekspansywności, Łódź traci, co sprawia, że Łódź zaczyna być postrzegana jako „znikające miasto”. A więc stawiamy kluczowe pytanie: czy w interesie Warszawy leży to, by Łódź się rozwijała czy zwijała? Joanna Kusiak z DuoPolis ma ciekawą tezę: czy nie stworzyć między Warszawą i Łodzią relacji, jaka zachodzi między Berlinem a Poczdamem. Rzecz jasna nie chodzi tu o prostą kalkę. Gdyż, jak pisze Joanna Kusiak we wstępie do piątkowej debaty o „Łodzi w Warszawie”: „wytyczając dla miast nowe drogi, musimy się zdecydować, czy chcemy zabrnąć w te same zaułki, czy mamy odwagę pójść kawałek dalej i – bez skrępowania korzystając z nauki na cudzych błędach – stworzyć własną strategię rozwoju”.

Ale Łódź z Warszawą, a raczej łodzianie z warszawiakami nieszczególnie się lubią.
Tyle że są na siebie skazani. Geografii przecież nie dla się oszukać. W interesie prezydentów – a w tych miastach funkcje te pełnią kobiety, duopolis Łodzi i Warszawy jest więc kobietą – leży włączenie się w proces wypracowania i napisania wspólnej strategii dla obu miast. Wybór jest następujący: albo coś robimy wspólnie, albo każdy sobie rzepkę skrobie. Poprzez współdziałanie można zrobić więcej niż kiedy się rywalizuje. Solidarność staje się warunkiem dobrobytu, rywalizacja jest zbyt kosztowna. Jeżeli nawet Łódź i Warszawa nie chcą się kochać, to może zaczną liczyć.

Jak o mieście decydować może obywatel, mieszkaniec? Wiele osób żyje w przekonaniu, że ich możliwości kończą się przy urnie wyborczej.
W ogóle polityka i wszelkie formy polityczności mają w Polsce – niestety – złą opinię, co jest zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę doświadczenia historyczne. Niemniej nawet to się teraz zmienia: w minionych wyborach po raz pierwszy w historii pojawiło się tak wiele niezależnych list wyborczych i tak wielu kandydatów, którzy wywodzą się z lokalnych środowisk aktywistów. Wielu z nich po wyborach trafiło do rad miasta. Podczas drugiej debaty chcemy się zastanowić, co teraz – jak nie zmarnować tego potencjału, jak wciągać ludzi do polityki i jak ci nowi, pełni energii działacze mogą integrować się ze starą strukturą – wielu bowiem idealistów w polityce szybko uległo frustracji, nie będąc przygotowanymi do walki ze skostniałym systemem. Chcemy „przegadać” ten problem jeszcze zanim się pojawi.

Dbamy o jakość życia za dnia, ale czy damy radę zadbać o nocny wymiar Warszawy, o poczucie bezpieczeństwa? Np. na Pradze, gdzie życie nocne kwitnie, ale z tych klubów wraca się taksówkami. Ludzie często boją się podejść kawałek do autobusu nocnego, w którym też wcale nie czują się bezpieczni.
Często poczucie zagrożenia wcale nie przekłada się na realne zagrożenie – pewne dzielnice uchodzą za złe nawet po tym, jak realnie zmniejsza się w nich liczba przestępstw. Ponadto zwiększenie liczby patroli nie jest metodą na rozwiązanie kwestii bezpieczeństwa – problemy społeczne nie znikają! Krakowski Kazimierz, stara dzielnica żydowska, na którym mieszkałem przez kilka lat jeszcze wtedy, gdy nie stał się „modnym miejscem” bohemy, też uchodził za niebezpieczny, choć na moje bardziej na gruncie opowieści. Gdy jednak krakowski Kazimierz przerodził się w tętniące życiem miejsce 24 na dobę, problem też zniknął nawet z pola brutalnych przypadków opowiadanych przy piwie.

Ale żeby „bywać” i czerpać z miasta trzeba mieć jeszcze pieniądze, bo tych w Warszawie wydaje się sporo.
Drożyzna jest sporym problemem Warszawy. Żeby zjeść obiad, plus wypić kieliszek wina musimy zostawić w centrum 40 zł. Nie chcę, by w centrum Warszawy były tylko banki i drogie mieszkania. Chcę, żeby były tanie knajpki, które mają klimat taki, jak włoskie trattorie, gdzie studenci spotykają się z profesorami, gdzie przesiadują rozmawiając intrygujący ludzie. To problemy, które stawiamy w trakcie trzeciego naszego spotkania, czyli „Wielkomiejsko nie musi oznaczać drogo”, które organizujemy w Nowym Wspaniałym Świecie, gdzie - nota bene – też nie jest tanio, choć oczywiści są zestawy studenckie. I dobrze.
W sercu Warszawy jest Uniwersytet. Studenci to nie menadżerowie korporacji z wypchanymi kartami kredytowymi portfelami, za to ludzie, którzy tworzą niepowtarzalny klimat miejsc, w których przebywają. Władze miasta stają zatem przed dylematem: czy jakiś lokal wynająć bankowi czy przyjąć długofalową strategię, inwestując w stworzenie tanich knajp, barów czy miejsc kultury.

Ale to Trójmiasto ma Open’era i najlepsze koncerty roku, to w Katowicach rezydują nowatorscy designerzy, w Poznaniu artyści, a w Krakowie inteligencja. Warszawie trafia się niewiele. Może my wcale nie mamy tego klimatu, który staramy się wytworzyć, nie wszystkie metropolie muszą mieć w sobie to coś.
Stolica rządzi się swoimi prawami. Tu z jednej strony jest polityka i władza, z drugiej media, z trzeciej: wcale bym nie chciał, by wszystko było skumulowane w stolicy. To dobrze, że tak wielki festiwal jak Open’er odbywa się gdzie indziej. To pokazuje, że nie tylko Warszawa może być „seksi”.
Oczywiście nawiązuję tu do znanego hasła Berlina, które promowało się słowami: „jesteśmy biedni, ale seksi”. Polskie miasta też powinny myśleć podług zaproponowanej tu logiki. Może tylko lekko je modyfikując: „Jesteśmy nowi, dlatego seksi” - nowi oczywiście w kontekście europejskim. Polska jest nowym krajem, wciąż mamy energię, potencjał, którego nie powinniśmy bać się wykorzystać.
Podam przykład: z badań Pawła Kubickiego wynika, że Szczecin, który na początku transformacji miał zdecydowanie lepszą perspektywę startu niż Wrocław, kompletnie ją zaprzepaścił. Głównie przez prezydenta Jurczyka, który zajmował się wszystkim, tylko nie myśleniem o tym, jak sprawić, by miasto się rozwijało. Inaczej Wrocław, który stał się miejscem przyciągania wielkich wydarzeń kulturalnych, a co za tym idzie, ciekawych ludzi. Wspomnę choćby festiwal Era Nowe Horyzonty, a w tym roku odbędzie się Europejski Kongres Kultury.
Kultura to magnes, który przyciąga opisaną przez Floridę „klasę kreatywną”. Miasto, jego zdaniem, by się dynamicznie rozwijać, potrzebuje trzech T: tolerancji, talentu, technologii. Jeśli te trzy czynniki zaczynają współgrać, miasto wykorzystuje swoje możliwości. Z drugiej jednak strony haseł o kreatywności nie można pojmować jako sloganów, odwracając łatwo wzrok od problemów społecznych nękających każde miasta.

Jak jako polscy nowomieszczanie i warszawskie mieszczuchy wypadamy na tle Europy?
Dwa wydarzenia, które zmienią i ten kraj, i nasze miasta, to polska prezydencja w Unii Europejskiej i EURO 2012. To będzie wspaniały czas głównie dla Warszawy, która przerodzi się w centrum Europy. Przyjedzie mnóstwo ważnych ludzi, a za nimi dziennikarze i turyści. Warto pokazać, że jeszcze nie jesteśmy Holandią, ale posiadamy potrzebną dla rozwoju energię. Musimy pokazać, że prezydencja to nie sprawa tylko rządu, ale wszystkich obywateli. To, jak zaprezentujemy się przez te sześć miesięcy, jak będą o nas pisać, to zbuduje kapitał na przyszłość.
Dziś społeczeństwa zachodnie są ewidentnie zmęczone, ociężałe, leniwe. My, Polacy, inaczej, tryskamy energią. Nasza proeuropejskość jest niezachwiana. Dlatego rosną oczekiwania „starej Europy” wobec naszej prezydencji. A jak już ustaliliśmy, miasta, kraje, które są otwarte, tolerancyjne, przyjazne i energetyczne, lepiej i szybciej się modernizują. Jest w nich bowiem coś, co jest nieuchwytne, a co nazywa się klimatem miejsca, nastrojem, który pozytywnie na człowieka wpływa.

I tak może być w Warszawie?
Tak! I w Warszawie, i w innych polskich miastach. Tyle, że nie możemy sobie pozwolić na luksus, by naszymi miastami rządzili prezydenci, którzy biegają z kropidłem po ulicach, miast razem z współobywatelami tworzyć miasta.

Rozmawiała Karolina Eljaszak

zaplanowane debaty z cyklu Miasto 2.0 - Warszawskie Latające Spotkania Strategiczne:
- "Łódź w Warszawie", 18 lutego 2011 o godz. 18.00 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ul. Pańska 3
- "Niezależni w polityce - co dalej?", 28 lutego 2011 o godz. 18.30, Kawiarnia Ogrody, Mariensztat 21a
- "Wielkomiejsko nie musi oznaczać drogo", 10 marca 2011 o godz. 19.00, Nowy Wspaniały Świat, ul. Nowy Świat 63
Projekt pod patronatem MM Moje Miasto Warszawa
Jarosław Makowski - Dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publicysta i filozof, absolwent Wydziału Filozoficznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz Papieskiego Wydziału Teologicznego Bobolanum w Warszawie. W latach 1999-2005 redaktor Tygodnika Powszechnego. Stale publikuje m.in. w Gazecie Wyborczej, Newsweeku, Rzeczpospolitej, W drodze, Res Publice Nowej oraz w internetowym piśmie Dwutygodnik. W swojej pracy podejmuje głównie tematykę religijną oraz kwestie z pogranicza życia politycznego i społecznego. Prowadzi wykład „Polityka jako retoryka” w Wyższej Szkole Biznesu National Louis University w Nowym Sączu. Autor książek: Mistrzowie w krainie życia, Rozmowy nie tylko o filozofii, Dziesięć ważnych słów, Rozmowy o Dekalogu (2002), Leksykon wielkich teologów XX/XXI wieku, Trochę zostawić Bogu. Wywiad-rzeka z o. Wacławem Oszajcą oraz Kobiety uczą Kościół. Zajmuje się polityką wewnętrzną, Unią Europejską, relacjami między Kościołem a państwem.

Rozmowy MM Warszawa:
Maria Kaczyńska: jutro jest za późno [wywiad]
Robert Gawliński: na Pradze trzeba mieć dobrą nawijkę
W poszukiwaniu niebanalności, czyli uliczne portrety Dariusza Majgiera

Katarzyna Marszał: nie potrafię żyć bez sportu
Michał Piróg: nie żałuję żadnej krytyki

Karolina Eljaszak

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

17.01.2015, 10:48

dr Kubicki. Jestem studentką wspomnianego w wywiadzie dra Kubickiego na europeistyce UJ. Cieszę się, że jego konik jest poruszany w mediach. I zachwalam jego zajęcia i jako człowieka otwartego, mądrego, umiejącego przekzać wiedzę i zaciekawić. Pozdrawiam.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3