Joe Satriani: "Zamykałem się w szafie i ćwiczyłem w samotności" [rozmowa NaM]

Joe Satriani to jeden z najważniejszych współczesnych gitarzystów rockowych. Lekcje gry na instrumencie pobierali od niego między innymi Kirk Hammett z Metalliki, Steve Vai czy Larry LaLonde, gitarzysta zespołu Primus. Z piętnastoma nominacjami jest jednym z trzech najczęściej nominowanych do nagrody Grammy artystów w historii, którzy nigdy jej nie zdobyli. Gdyby w 2012 r. nie zlikwidowano jego kategorii (najlepszy rockowy utwór instrumentalny), byłby samodzielnym liderem tej klasyfikacji.
Joe Satriani
 materiały prasowe

Najnowsza, piętnasta już płyta w dorobku muzyka, zatytułowana "Shockwave Supernova" miała premierę 24 lipca. Joe Satriani wystąpi też w Polsce - koncert odbędzie się 18 października na Torwarze. Ostatnie bilety możecie kupić W TYM MIEJSCU.

Marcin Śpiewakowski: Jak zaczęła się twoja kariera gitarzysty?
Joe Satriani: Przygodę z muzyką zaczynałem jako perkusista, chyba w wieku dziewięciu lat. Za gitarę zabrałem się pięć lat później. Pamiętam dobrze ten moment: byłem na treningu futbolu amerykańskiego, lada moment mieliśmy zacząć grać i nagle dowiedziałem się, że Jimi Hendrix nie żyje. Byłem dobrze zapowiadającym się graczem, ale wtedy po prostu podszedłem do trenera i powiedziałem, że kończę ze sportem i zostaję gitarzystą. Był rok 1970, mieszkałem na Long Island w Nowym Jorku i z dnia na dzień zacząłem realizować ten szalony spontaniczny plan. Nie zastanawiałem się nad tym za dużo, poczułem po prostu, że chcę zająć się muzyką, a granie na gitarze było wtedy najbardziej cool rzeczą, za jaką mogłem się zabrać.

Jak Ci szło granie na perkusji?
Nie oszukujmy się, nie byłem jakoś specjalnie uzdolnionym perkusistą. Nawet w wieku 12 lat miałem świadomość, że nie robię tak dużych postępów, jak powinienem. Próbowałem też trochę pianina, ale też brzmiało to fatalnie. Gitara przychodziła mi łatwiej, bo gra na niej była bardziej intymnym procesem. Kiedy uczysz się gry na pianinie musisz znaleźć instrument, pojechać na lekcje. Z gitarą było dużo prościej – zamykałem się w szafie i ćwiczyłem w samotności. Zawsze myślałem o gitarze jako o instrumencie, na którym chciałbym umieć grać, ale dopiero śmierć Hendrixa dała mi motywację, której szukałem.

Nauka musiała przychodzić Ci bardzo łatwo, skoro już rok później zostałeś nauczycielem.
Tak, gra na gitarze przychodziła mi niemalże instynktownie. Uczyłem się czegoś jednego dnia, budziłem się następnego i już to umiałem. Mówi się, że talent muzyczny pochodzi przede wszystkim z głowy, ale głowa musi sobie radzić z fizycznymi ograniczeniami. Na pianinie czy perkusji wiedziałem, co chcę grać, ale nie byłem w stanie wydobyć tego z instrumentu. Trochę jak w sporcie, trzeba znaleźć dyscyplinę, w której najłatwiej można się realizować. Nikt nie jest dobry we wszystkim.

Czytaj też: Steve Lukather (Toto): "W latach 60. i 70. świat był inny, pełen nadziei. Teraz czytam wiadomości i martwię się, co za straszny świat zostawię moim dzieciom"

Twoim ostatnim uczniem był Kirk Hammett. Jak wspominasz te lekcje?
Zacząłem uczyć Kirka chwilę przed tym zanim został gitarzystą Metalliki. Był moim uczniem aż do 1988 r., więc spędziliśmy wspólnie sporo czasu. Świetny muzyk, bardzo zmotywowany, wkładał zawsze mnóstwo pracy w naukę. Na lekcjach często pracowaliśmy nad materiałem, który później trafiał na płyty Metalliki. Wspólnie zastanawialiśmy się, co mógłby do tego dograć, od której strony do tego podejść.

Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
Staram się nie myśleć w tych kategoriach, bo to bardzo ryzykowne podejście. Jeśli uznasz coś za swoje największe osiągnięcie, tracisz motywację do tego, żeby ciężko pracować na kolejne sukcesy. Ale oczywiście jestem dumny z tego, że tak długo udaje mi się tworzyć muzykę, która jest dobrze odbierana.

Jeśli chodzi o nagrody Grammy, jesteś trochę takim Leonardo DiCaprio świata muzyki - wszyscy wiedzą, że jesteś dobry, masz na koncie piętnaście nominacji, ale nigdy nie wygrywasz. Nagrody mają dla ciebie znaczenie?
Wiem, że muzycy nie lubią za bardzo o tym mówić, bo brzmi to bardzo brutalnie i cynicznie, ale myślę, że najważniejszą miarą sukcesu jest sukces finansowy. Pieniądze pozwalają ci kontynuować podróż, realizować się artystycznie. Jeśli wydasz album, który sprzeda się w dziesięciu milionach egzemplarzy, te pieniądze dają ci swobodę artystyczną i możliwość skupienia się z czystym umysłem na kolejnym kroku. Jeśli nagrasz płytę, ale sprzedasz dziesięć sztuk, najprawdopodobniej będziesz musiał znaleźć sobie prawdziwą pracę. Tracisz wtedy możliwość poświęcenia się bez reszty muzyce i to odbije się na twojej twórczości. W takim świecie żyjemy. Liczą się liczby, to ile sprzedasz płyt, ile osób przyjdzie na twój koncert.

Czytaj też: Joe Elliott z Def Leppard: "W branży mają nas za bandę hałaśliwych pijaków"

Nie jestem pewien, czy ten problem dotyczy Ciebie. W kategorii instrumentalnego rocka nikt nie sprzedaje więcej płyt niż Ty - możesz chyba sobie pozwolić na to, żeby nagrać album, który się nie sprzeda?
Nie byłbym tego taki pewien. Myślę, że każdy artysta, który nagra płytę, która okaże się katastrofą, spakuje manatki i zajmie się czymś zupełnie innym. Są oczywiście artyści, który działają inaczej. Billy Joel wyprzedaje największe obiekty na całym świecie, ale nie nagrywa już płyt, bo nie widzi w tym sensu. Jeśli chodzi o nagrody i ich wagę, sytuacja jest niejednoznaczna, nie ma jednej odpowiedzi. Dla wschodzących gwiazd popu czy rapu są bardzo ważne, bo często Grammy jest ich jedyną szansą, żeby zaistnieć na rynku, pokazać się szerszej publiczności. Dla innych już niekoniecznie, dla nich liczy się sprzedaż płyt czy to, że ludzie przychodzą na nasze koncerty. Oczywiście, fajnie jest być nominowanym, a jeszcze lepiej jest wygrać, ale koniec końców nie to jest najważniejsze.

Wideo

Marcin Śpiewakowski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3