Igor Lewczuk (z lewej) świetnie radził sobie z lewoskrzydłowym Legii Maciejem Rybusem Igor Lewczuk (z lewej) świetnie radził sobie z lewoskrzydłowym Legii Maciejem Rybusem

Igor Lewczuk (z lewej) świetnie radził sobie z lewoskrzydłowym Legii Maciejem Rybusem (© Bartek Syta/POLSKA)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Legia Warszawa z Jagiellonią w Białymstoku wygrać nie mogła. Widać było to od pierwszych minut spotkania. O zwycięstwie myśleć nie sposób, gdy silny jak tur Dickson Choto (191 cm wzrostu, 94 kg wagi) przegrywa pojedynki bark w bark z napastnikiem Jagi Tomaszem Frankowskim (171/64). Ta akcja była symbolem klęski legionistów.

Warszawski zespół pogrążył Kamil Grosicki, napastnik, z którego pół roku temu przy Łazienkowskiej zrezygnowano. Nikt nie wierzył, że zawodnik, który w kasynie przegrał fortunę, a na alkohol wydał drugie tyle, będzie w stanie się odrodzić. Do historii przeszły opowieści, jak Jacek Magiera, asystent Jana Urbana, obudzony telefonem w środku nocy musiał jechać do kasyna. Zabierał młodziaka do domu, długo mu tłumaczył, że niszczy sobie karierę. Grosicki przyrzekał, że zrozumiał, by następnego dnia znów ruszyć na podbój nocnych klubów stolicy.

Grosickiemu zaufali w Białymstoku. Trener Michał Probierz zapowiedział, że jeśli wytropi jego wybryk, choćby najmniejszy, wyśle go w sportowy niebyt. Grosik w Jagielloni odżył, bo potrzebował, by ktoś dał mu kolejną szansy. Czy zrozumiał błędy? To się okaże.

W sobotę odpłacił Legii pięknym za nadobne. Strzelił dwa gole po akcjach, do których przyzwyczaił. Pierwszego po tym, jak wkręcił w ziemię Choto. Drugiego po wzorowej kontrze. Pokazał też, że tymczasowy selekcjoner Stefan Majewski nie pomylił się, dając mu powołanie na mecze z Czechami i Słowacją.

Taktyka Jagiellonii na Legię była prosta do bólu. A jak wiadomo, taka jest najskuteczniejsza. Wszyscy wiedzieli, że w tej drużynie dobrze grać w piłkę potrafi dwóch zawodników: Frankowski i Grosicki. Właśnie akcje tego duetu zapewniły Jadze zwycięstwo. Podawał Franek, który z łowcy bramek zamienił się w króla asyst, do Grosickiego, a ten mógł zaśpiewać obrońcom z Warszawy: "Nas nie dogoniat".

Legia prowadzącej w tabeli Wisły Kraków też już raczej nie dogoniat. Dziewięć kolejek za nami, a warszawska drużyna ma już do Białej Gwiazdy osiem punktów straty. I nie widać nadziei na poprawę. Po zwycięstwie tydzień temu nad Lechem Poznań wydawało się, że nastąpi przełamanie. Ale trener Urban przestrzegał: - Naszym głównym grzechem jest nieregularność. Odkąd jestem trenerem Legii, mamy duże problemy z wygrywaniem na wyjazdach - mówił przed podróżą do Białegostoku Urban. Czuł, co w trawie piszczy.

W Legii coś po tym meczu pękło. Urban, który po przegranych spotkaniach rzadko krytykował drużynę w mediach, na konferencji prasowej nie wytrzymał. Starał się zachować spokój, ale była to tylko poza. Im dłużej przemawiał, tym mocniej się irytował. Mówił, że ci, którzy "nie potrafią włożyć nogi, nie powinni grać w piłkę". Jeśli przyjąć tę definicję piłkarza, po sobotnim meczu zmienić zawód powinni wszyscy piłkarze Legii.

- Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, która nie potrafi grać ostro, wręcz na pograniczu brutalności. Dostaliśmy tylko jedną żółtą kartkę, i to za zbyt szybkie wybicie rzutu wolnego. Często trzeba pokazać charakter, a charakteru nam zabrakło - podsumował szkoleniowiec.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!