Tylko dwa dni dzielą Tomasza Majewskiego od konkursu finałowego mistrzostw świata w pchnięciu kulą. Gdy wejdzie do rzutni na stadionie olimpijskim, którego pomysłodawcą był Adolf Hitler, minie dokładnie rok od sukcesu ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Tylko dwa dni dzielą Tomasza Majewskiego od konkursu finałowego mistrzostw świata w pchnięciu kulą. Gdy wejdzie do rzutni na stadionie olimpijskim, którego pomysłodawcą był Adolf Hitler, minie dokładnie rok od sukcesu Polaka w Pekinie. Tomasz, który według większości znaków na niebie i ziemi jest faworytem tej konkurencji, zachowuje spokój.

- Ja zwykle jakoś strasznie nie przeżywam startu. Tym razem nie jest inaczej - spokojnie tłumaczy wielki kulomiot.

Zamiast maltretować głowę myślami o starcie Majewski niespiesznie wyjmuje grubawą książkę. Fantasy osadzone w XV-wiecznych realiach: zakon krzyżacki, bitwy na topory, pełnokrwiste opisy pojedynków. "Zapomnij o wszystkim, co serwował stary, dobry Sienkiewicz..." - czytamy na okładce.

- "Delikatne uderzenie pioruna" wciąga - krótko recenzuje lekturę kulomiot.

Książki i gry komputerowe to ulubiony sposób relaksu Tomasza przed zawodami. Dopiero po ich zakończeniu oddaje się swojej innej pasji, smakowaniu lokalnych wyrobów browarniczych. Majewski nie ma problemów z zasypianiem, bo wie, że w tym roku wykonał kawał doskonałej roboty młociarza. Poprawiał najlepsze wyniki życiowe, ustanowił rekord Polski (21,95 m).

Ciąży nad nim jednak spora presja i nie kryje tego jego trener Henryk Olszewski, który przyznaje, że o medal będzie trudno. - Bo start z pozycji lidera światowych tabel i mistrza olimpijskiego pociąga za sobą oczekiwania innych. Bardzo ważna będzie psychika - analizuje szkoleniowiec.

Teoretycznie wszystkie znaki na niebie i ziemi przemawiają jednak za Polakiem. Nie poddaje się gorącej atmosferze wielkich obiektów. Wytrzymał ją dokładnie rok temu w Pekinie, gdy w Ptasim Gnieździe mieszczącym 90 tys. kibiców sensacyjnie pokonał koalicję amerykańskich kulomiotów. Teraz może go oglądać na żywo maksymalnie 70 tys. ludzi, a rywale będą praktycznie ci sami.

Olszewski ma jednak rację, mówiąc, że równie realne jest pierwsze co piąte miejsce. Do Berlina przyleci bowiem aż czterech konkurentów, którzy mogą się pochwalić rekordami życiowymi powyżej 22 m - to odległość dotychczas poza zasięgiem Tomasza w zawodach.

Najmocniejszy jest Christian Cantwell. Mistrz USA w tym sezonie pchnął na 21,82 m, pięć lat temu posłał jednak kulę na 22,54 m. A jednak od trzech lat nie może przekroczyć bariery 22 m. Broniący tytułu mistrza świata Reese Hoffa jest tuż za Polakiem w tym sezonie (21,89 m). Od trzech lat kończy sezon z rezultatem powyżej 22 m. Mistrz z 2005 r. Adam Nelson potencjał ma ogromny (22,51 m) ale w tym roku jest cieniem samego siebie, o czym świadczy najlepszy wynik na poziomie 21,07 m.

Równie niewyraźnie wygląda na razie Białorusin Andriej Michniewicz, który potrafił już pchać dalej od Tomka (22 m), ale na razie jego możliwości nie przekraczają 21,02 m.

Sprawdziliśmy także pięć najlepszych wyników w sezonie najpoważniejszych konkurentów Polaka. Tylko Hoffa ma lepszą średnią (21,63 m).

- Tomasz w tej chwili ma już lekkie treningi. Spokojnie czekamy na Berlin - tłumaczy trener.

To oznacza, że po raz ostatni ponaddwumetrowy mistrz z Pekinu pchał w środę.

- Luźny techniczny trening. W czwartek wsiadam w samolot i tego dnia nie pojawię się w rzutni. Lekko poćwiczę w Berlinie w piątek - wylicza nasz największy kandydat do złotego medalu.

W sobotę rano założy swoją szczęśliwą chustkę na głowę i stanie do walki w kwalifikacjach. Finał punktualnie o 20.15.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!