Radović znów częściej pajacował, niż dryblował, i został zmieniony

Radović znów częściej pajacował, niż dryblował, i został zmieniony (© fot. Marcin Obara)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Transmisje z ostatnich meczów Legii Warszawa idealnie mogą posłużyć jako narzędzia tortur. Piłkarze z Łazienkowskiej znęcają się nad publicznością swoją grą. Grą pokraczną i bezmyślną. Taką, która nie przystoi zespołowi walczącemu o mistrzostwo Polski.

Wczoraj w spotkaniu 1/8 finału Remes Pucharu Polski z Cracovią podopieczni Jana Urbana znowu dali powody kibicom do uszczypliwości. Jeszcze niedawno trener Legii marudził, że jego drużyna nie radzi sobie w meczach wyjazdowych. Ostatnio straciła pewność siebie również na własnym stadionie. W piątek tylko zremisowała z pogrążoną w tarapatach Polonią Warszawa. Wczoraj potrzebowała dogrywki, by awansować do ćwierćfinału Pucharu Polski. Męki zakończył efektownym strzałem Sebastian Szałachowski. Zrezygnowanych krakowian dobił Maciej Rybus.

Przez cały mecz legioniści prezentowali się jednak jak drużyna z ligi halowej. Na nic zdadzą się tłumaczenia, że Cracovia to zespół, który sprawia psikusy faworytom. Że trener Orest Lenczyk potrafi świetnie ustawić i zmotywować swoich piłkarzy. Legia gra źle, w każdym meczu gorzej.

Szkoleniowiec wicemistrzów Polski często powtarza, że w spotkaniach pucharowych po to daje szansę zmiennikom, by ci przekonali go, że w spotkaniach ligowych niesłusznie siedzą na ławce. Ciekawe, co myślał sobie, spacerując wczoraj w wyznaczonym dla trenerów sektorze. Człowiek, który strzelił trzy bramki Realowi Madryt na Santiago Bernabeu, musiał patrzeć, jak jego gracze nie radzą sobie z najprostszymi przyjęciami piłki. Jak udowadniają swoją techniczną impotencję. Że murawa była fatalna? Że zabrakło kilku podstawowych piłkarzy leczących kontuzje? Takie tłumaczenia padające z ust zawodników aspirujących do gry w kadrze mogą wywoływać uśmiech.

W Legii zawodził każdy. Bez wyjątku. Nawet Jan Mucha mylił się wczoraj częściej niż przez cały sezon, choć w końcówce uratował wygraną. Trudno nawet wskazać, kto fałszował najbardziej. Marcin Smoliński, po którym spodziewaliśmy się, że pod nieobecność Macieja Iwańskiego zaprezentuje kilka efektownych zagrań w środku, udowadniał tylko swoją bezsilność. Pokazał, że liderem Legii nie będzie nigdy. Cezary Kucharski w wywiadzie dla "Polski" mówił o Iwańskim: "Dziwię się takiemu zawodnikowi, że tak mało myśli na boisku". Jednak "Iwanek" to przy Smolińskim zawodnik z innej galaktyki.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!