Milena Trojanowska walczy z chorobą i biega w maratonach [rozmowa NM]

Aleksandra PodgórskaZaktualizowano 
Blog With a SMile. "Udział w maratonie to dobre podsumowanie moich zmagań z chorobą" (rozmowa NM) Rafał Tkaczyk
Rozmawiamy z Mileną Trojanowską, która prowadzi bloga Blog With a Smile. Autorka opisuje tu swoje przygotowania do imprez biegowych. Dziewczyna od ośmiu lat choruje na stwardnienie rozsiane.

Kiedy zdiagnozowano u Ciebie chorobę?
Diagnoza została postawiona, kiedy chodziłam do liceum, miałam 17 lat. Pierwsze objawy pojawiły się pół roku wcześniej. Tyle czasu czekałam na diagnozę, ponieważ starano się dokładnie określić, co mi jest i nie wyciągać pochopnych wniosków.

Jak ona się u Ciebie objawia?
Na początku miałam problemy z utrzymaniem czegokolwiek w ręku. W szkole często wypadał mi długopis z ręki. Później, po pół roku pojawił się rzut, podczas którego miałam problem z chodzeniem, z siłą mięśni. Później doszła do tego jeszcze spastyczność, czyli nadmierne napięcie mięśni. Na początku miałam 2-3 rzuty w roku, dość poważne. Traciłam możliwość samodzielnego poruszania się. Potem dostałam lek, który jeszcze wtedy nie był refundowany i po nim mój stan się znacząco poprawił. Nadal miałam rzuty, ale ich intensywność się zdecydowanie zmniejszyła.

A jak jest teraz?
Objawy cały czas się pojawiają. Ostatnio byłam w szpitalu jesienią zeszłego roku. Ale i ja, i moja rodzina już się do tego przyzwyczailiśmy. Najczęściej po miesiącu wracam do sprawności. Chociaż od jakiegoś czasu nie wszystkie objawy się cofają, w tym problemy z czuciem powierzchniowym.

Jak zareagowałaś, kiedy usłyszałaś diagnozę?
Byłam strasznie zła. Nie jestem typem osoby, która się szybko załamuje. Ale wtedy byłam naprawdę wściekła. Wiedziałam, że wielu rzeczy nie będę mogła już robić. Nauczyłam się jednak żyć z chorobą – pracuję, kończę studia magisterskie. Oczywiście zdarzały się miesiące, kiedy nie mogłam tego wszystkiego robić, ale teraz choroba aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Moja rodzina również fakt jej istnienia zaakceptowała i przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Czasami jest trochę ciężej, jest trochę gorzej, ale nie można się załamywać.

Czytaj też: I Bieg dla Par - wygraj pakiety startowe i spędź Walentynki na sportowo!

A w kwestii biegania? Bo biegać zaczęłaś już w szkole podstawowej?
Tak, zgadza się. Pojawiła się u mnie irytacja, bo bardzo chciałam dalej uprawiać ten sport, a wiedziałam, że już nie będę mogła. Przynajmniej nie tak intensywnie jak kiedyś. Zresztą ja nie tylko biegałam, ale też tańczyłam, próbowałam nawet gry w rugby. I nagle okazało się, że szczytem moich możliwości jest wyjście na spacer albo pójście na basen, za którym nie przepadam, a który jest bardzo polecany osobom ze stwardnieniem rozsianym. Nigdy jednak do końca nie rozstałam się z bieganiem, chociaż lekarze mówili, że nie mogę się przemęczać i przegrzewać. Wydaje mi się jednak, że dzięki temu, że nigdy nie zrezygnowałam z tej mojej namiastki normalności, mój czas godzenia się z chorobą był krótszy.

Czy ktoś Cię zachęcał, abyś nie rezygnowała z treningów?
Wręcz przeciwnie! Rodziców jestem w stanie zrozumieć, bo oni się martwią. Słyszeli to, co ja od lekarzy. Natomiast kiedy czułam się dobrze, nie widziałam żadnych przeciwwskazań do tego, żeby nie trenować. Oczywiście starałam się do tego rozsądnie podchodzić i nie biegać od razu 10 kilometrów. Zaczynałam od wyjście na dłuższy spacer lub marszobieg. To utrzymywało mnie w dobrej kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Faktycznie jest tak, że kiedy osoby chore na SM uprawiają sport, mogą poczuć się lepiej, poprawić sobie samopoczucie?
Od kiedy założyłam bloga, czyli od początku stycznia, rozmawiałam z wieloma osobami, które mają takie samo podejście jak ja. One też uważają, że nie należy rezygnować z aktywności i z tego, co jest naszą pasją i przyjemnością. Jest to równoznaczne z walką z chorobą. Nie można pokazać, że choroba z nami wygrała. Jednocześnie chciałam zwrócić uwagę, że ja też miewam takie dni, kiedy mój organizm mówi „nie”. Wtedy zostaję w domu. Staram się jednak podkreślać, że nie jestem niepełnosprawna, tylko chora. Wiele osób uważa, że choroba oznacza niepełnosprawność. Nie musi. Sądzę że sport jest dobrą metodą na to, aby pokazać, że można normalnie żyć ze stwardnieniem rozsianym.

A czy to nie zależy też od stopnia i intensywności choroby?
To jest też trochę kwestia podejścia, bo przecież są osoby, które jeżdżą na wózkach i uprawiają sport.. Znam wiele takich historii i one mnie inspirują... To jest w rzeczywistości kwestia tego, co jest w naszej głowie i jakie mamy wyobrażenie o sobie i o osobach niepełnosprawnych. Zdaję sobie z tego sprawę, że może mi się nie udać przebiec maratonu, bo zdrowie mi na to nie pozwoli. Jednak niezależnie od tego, zamierzam w tych zawodach wystartować. Śmieję się z kolegą, z którym trenuję, że jak nie będę miała już siły, to weźmie mnie na plecy.

Zapytałam już o to, czy ruch może wpływać pozytywnie na samopoczucie. A czy może wpływać pozytywnie na samą chorobę?
Nie czuję się ekspertem w tej sprawie, ale z pewnością jest tak, że kiedy organizm jest w dobrej kondycji przed pojawieniem się choroby lub kolejnego rzutu, to dużo szybciej skutki takiego pogorszenia stanu ustępują. Łatwiej jest wrócić później do dobrej formy i mogę to powiedzieć na własnym przykładzie. Jeden z rzutów posadził mnie na wózek i jestem przekonana, że dzięki dobremu wytrenowaniu mięśni i sile udało mi się szybko z niego wstać. Nawet, kiedy ma się postać postępującą, która jest poważniejsza, ważne jest, aby ćwiczyć i opóźniać rozwój tej choroby.

Przejdźmy do maratonu. Kiedy zdecydowałaś się na start?
W grudniu. Nie było to jednak tak, że od razu z myślą o maratonie pojawiła się myśl o blogu. Na maraton się zdecydowałam, bo stwierdziłam, że to może być dobre podsumowanie kilku lat moich zmagań z chorobą, a także świetny prezent urodzinowy. 27 kwietnia, czyli dzień po zawodach, kończę 25 lat. Maraton, bo ja nawet nie jestem w stanie biegać na krótkich dystansach. Wysokie tempo powoduje, że szybko tracę czucie w stopach. Wybór dystansu był więc poniekąd niezależny ode mnie.

W takim razie kiedy pojawił się pomysł z blogiem?
Pod koniec grudnia. Decyzję

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

2015.02.02 17:09:30

:)

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3