Wtorkowa sekcja zwłok nie wyjaśniła zagadki śmierci dorożkarskiego konia, który w niedzielne popołudnie padł na Barbakanie. Mariusz Martyniuk, rzecznik warszawskiej prokuratury, która nadzoruje śledztwo w tej sprawie, zdradza jedynie, że zwierzę nie miało urazów mechanicznych. Wyklucza też niedożywienie. Biegli lekarze przychylają się do wersji, według której zwierzę padło na zawał serca wywołany przegrzaniem organizmu.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Postępowanie z ustawy o ochronie zwierząt od wtorku prowadzi prokuratura Śródmieście-Północ. Śledczy krok po kroku odtwarzają niedzielne popołudnie, kiedy ośmioletnia klacz wioząca turystów zasłabła na wysokości Barbakanu i padając, uderzyła łbem w betonowy słup. Na razie czekają na szczegółowe wyniki sekcji, które mają być znane w ciągu miesiąca. Później przesłuchają świadków i właściciela padłego zwierzęcia. Mężczyzna mówi, że klacz nie mogła być przemęczona, bo cały poprzedni miesiąc spędziła w stajni. Feralnego dnia wyjechała na Stare Miasto pierwszy raz po długiej przerwie. Jednak według inspektorów ze Straży dla Zwierząt koń mógł być przekarmiony. - Najprawdopodobniej klacz karmiona była wyłącznie śrutą - mieszanką zapychającą, pęczniejącą w żołądku, ale pozbawioną podstawowych składników odżywczych. Konia można karmić śrutą pod warunkiem, że nie jest to dla niego jedyne źródło energii - dodaje Zbigniew Gruda. Jego zdaniem przekarmianie to też forma znęcania się nad zwierzęciem.

Właściciela padłej klaczy bronią jednak stołeczni dorożkarze. - To nieszczęśliwy wypadek - uważa Krzysztof Szczepański, jeden z woźniców siedmiu dorożek jeżdżących dziś po Warszawie.

Pan Krzysztof jest na Starówce już 31 lat. Jego konie pracują co drugi dzień: - Mój 10-letni Walenty, urodzony 14 lutego, pracuje na zmianę z czteroletnim Kubą i wozi nie więcej niż pięć osób - zaznacza. - Kupiłem go od chłopa, który sprzedałby go do rzeźni lub do pracy w polu - dodaje.

Konie karmi owsem, sianem i warzywami, a rozpieszcza marchewką oraz cukrem. - Co tydzień kupuję dla nich 200 kilogramów owsa i 10 beli siana. Rano poję i karmię konie - tłumaczy. - Przejażdżka wśród zabytków Warszawy trwa około pół godziny, potem konie odpoczywają w cieniu pod drzewem na placu Zamkowym lub koło Barbakanu.

Do pracy w mieście nadają się tylko konie pociągowe zimnokrwiste. - Najczęściej są to klacze, bo spokojniejsze - mówi Zbigniew Wiśniewski, właściciel Feli i Balbiny, które na zmianę pracują, ciągnąc elegancką zielona dorożkę. - Konie właściwie nam nie chorują, są odporne na mróz, ale nie lubią wilgoci. Podczas deszczu przykrywamy je kocem.

Dorożki, oprócz turystów, wożą po Starym Mieście także znane osobistości. Ostatnio żona premiera Tuska Małgorzata zaprosiła na przejażdżkę dorożką żonę premiera Turcji Eminę Erdogan. W 1976 roku dorożki wiozły przez całą Warszawę z lotniska na Okęciu do hotelu Victoria polskich olimpijczyków wracających z Montrealu. W dorożce śpiewali dla warszawiaków Mieczysław Fogg i Jerzy Połomski .

- To, co stało się w niedzielę, było po prostu nieszczęśliwym wypadkiem - mówią dorożkarze. - Każdemu z nas mógł się taki zdarzyć.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!