Natalia Łukaszewicz: Każdy pomysł na pomaganie jest dobry [ROZMOWA NaM, PODAJ IM ŁAPĘ]

O tym, jak Polacy pomagają zwierzętom ze schronisk rozmawialiśmy z Natalią Łukaszewicz, jedną z koordynatorek Fundacji Niechciane i Zapomniane. SOS dla zwierząt.

W schronisku każde zwierzę ma swoją przeszłość. Często trudną i niepozwalającą o sobie zapomnieć. Codziennie sztab ludzi walczy o to, by uczynić ich los lepszym. W większości przypadków się udaje. Jednak prawdziwy spokój i radość w oczach psy i koty z bidula zyskują, kiedy trafiają do nowego domu.

Jaka była najbardziej wzruszająca historia pomocy dla podopiecznego schroniska, której była Pani świadkiem?
To historia Zibi, suczki amstaff. Trafiła do nas wiele lat temu i szybko została adoptowana do innego miasta. Po 1,5 roku zadzwonił telefon ze schroniska w Krakowie. Sunia została przywiązana do drzewa. Nie udało nam się dotrzeć do tych ludzi, którzy to zrobili. Zibi wróciła do nas. Pobyt w schronisku zdecydowanie jej nie służył. Miała problemy neurologiczne, była po udarze, wpadła w depresję. To już nie był ten sam pies. Aż zjawiła się Natalia. Chciała zaadoptować psa, który będzie jej towarzyszem w domu i pracy. Depresja Zibi mijała z każdą jej wizytą. Po kilku tygodniach suczka opuściła nasz ośrodek na zawsze. Niestety, jak to zwykle bywa po adopcji, Zibi przestała już walczyć o siebie. Psy w schroniskach mają silną wolę przeżycia, a w nowych domach odpuszczają. Zibi zachorowała ma nowotwór. Natalia i Zibi miały dla siebie pełny rok. Przez ten rok były nierozłączne. To była jedna z najbardziej trafionych adopcji w historii naszej fundacji.

Jak zmieniło się podejście Polaków do adopcji zwierząt?

Zmieniło się bardzo i to na korzyść zwierząt. Coraz więcej osób szuka psa czy kota, który nie będzie tylko ładną wizytówką, ale takiego, które ma małe szanse na znalezienie domu. Przychodzą do nas ludzie z utylitarnym podejściem do adopcji. Oni chcą zrobić coś, żeby zmienić los zwierząt. Mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. To bardzo optymistyczny trend.

Zmiana świadomości społeczeństwa dobrze rokuje.

Ludzie wiedzą, że w schroniskach nie przebywają tylko zwierzęta niechciane, ale też z problemami. Trafiły tam, bo ktoś sobie z nimi nie radził. Owszem są też zwierzaki zdrowe, które zostały wyrzucone, ale większość to te z problemami psychicznymi lub weterynaryjnymi. One mają swoją przeszłość. Jeśli ktoś bierze je do siebie często dopytuje, czego może się spodziewać i co ma robić.

Polacy wiedzą jak pomagać?

Musimy się jeszcze sporo nauczyć, szczególnie samodzielności. Wszyscy wiedzą, że są schroniska i fundacje, do których można zadzwonić, kiedy coś złego się dzieje, ale nie zdają sobie sprawy, że te organizacje nie są w stanie wszystkim natychmiast pomóc. Naszą misją jest uczenie ludzi, jak zachowywać się w takich przypadkach. Cenimy inicjatywę innych.

Inicjatywę wykazują szczególnie Ci, którzy chcą zostać wolontariuszami. Ich liczba wzrasta?

Wzrasta i będzie wrastać. To bardzo różni ludzie. Nie da się ich jednoznacznie sklasyfikować. Przychodzą do nas młode dziewczyny, osoby pracujące, a nawet osoby starsze, które mają dużo czasu i siły, a przy tym otwarte serca dla zwierząt. Łączy je jedno, chcą swój czas wolny spędzić, robiąc coś pożytecznego.

Zwierzakom często potrzebna jest pomoc medyczna. Weterynarze pracują też, jako wolontariusze, pro brono?

Oczywiście, weterynarze też pracują za darmo. Nasze zwierzęta trafiają do Przychodni Safari, gdzie opiekują się nimi Marzena Zajda i Łukasz Rawicki. Specjaliści przyjeżdżają do pracy wcześniej, zostają po godzinach, robią zabiegi, wyprowadzają na spacer. Opiekują się zwierzakami tak, jakby do nich należały. Mają swoją misję. To super ludzie!

Wy za to pomagacie zwierzętom z zagranicy.

Pomagamy fundacji z Ukrainy, która zajmuje się pomocą dla zwierząt w strefie wojny. Trafiają do nas psy i koty ze schroniska w Dniepropietrowsku. U nas mają lepsze warunki, czasem udaje nam się je wyleczyć, co na Ukrainie byłoby niemożliwe. Warunek jest jeden: taki pies czy kot musi mieć wyrobiony paszport, który wydaje się tylko zaszczepionym zwierzakom.

A adopcje polskich zwierzaków przez obcokrajowców też się zdarzają?

Nasza fundacja ma sporo przyjaciół za granicą. Ostatnio trzy psy ze schroniska pojechały do Skandynawii: dwa do Norwegii, jeden do Szwecji. Osoby, które biorą do siebie zwierzaka, wiedzą, że tam będą miały one lepsze warunki niż w polskim schronisku.

Kiedy ludzie najchętniej adoptują podopiecznych schroniska?

W wakacje dużo zwierząt do nas trafia. Za to wrzesień to intensywny sezon adopcyjny. Ludzie często już przed urlopem wybierają sobie pupila, a po powrocie zabierają go do domu. Sezon zimowy też jest bardzo optymistyczny. Polacy uświadamiają sobie wtedy, że schronisko to nie jest miejsce, gdzie zwierzaki mogą w pełni bezpiecznie przetrwać najzimniejszy okres w roku.

Polacy mają dobre serca. Widać to też przy okazji ślubów, kiedy państwo młodzi proszą gości o przyniesienie karmy dla zwierząt zamiast kwiatów. To dobry pomysł?

Każdy pomysł na pomaganie jest dobry. Worek karmy dla dużego psa to pokarm na tydzień, ale szerzenie świadomości, że zamiast kupować coś bezużytecznego, można zrobić coś, co przyniesie faktyczną korzyść jest warte wiele więcej. W tamtym roku przyjechały do nas pary, które przekazały całkiem spore kwoty pieniężne. Dzięki nim udało się nam zrobić oświetlenie ośrodka.

Pomagają też znani i lubiani. To moda czy potrzeba serca?

Znane osoby coraz częściej pomagają zwierzakom. Robią to nie tylko medialnie, nagłaśniając sprawę, ale także prywatnie. Z naszego schroniska psa o imieniu Kapselek adoptowała Olga Frycz, a Julia Pietrucha razem z mężem wzięli Pesto, któremu znaleźli dom. Wszystko z potrzeby serca. Oni pomagają jako zwykli ludzie, a nie gwiazdy. To godne podziwu.

Wiele jest takich osób?

Z naszą fundacją przez długi czas współpracowali Rafał Królikowski i Agata Buzek w ramach akcji Wielcy-Małym. Często jest tak, że jedna znana osoba opowiada innej o swojej przygodzie z konkretną organizacją i w ten sposób pomagających jest coraz więcej. Nic tylko się cieszyć.

Osoby rozpoznawane często biorą udział w kampaniach społecznych na rzecz zwierząt. Te polskie są tworzone na wysokim poziomie?

Kampanie społeczne naprawdę przynoszą efekty. Polskie spoty promujące i uczące właściwego zachowania wobec zwierząt są zrobione na światowym poziomie. Ich twórcy mają mnóstwo świetnych pomysłów i potężną wyobraźnię. Angażowanie w nie osób społecznego zaufania to też doskonały pomysł.

W TVP2 można było oglądać program „Przygarnij mnie”, w którym celebryci adoptowali psa, a widzowie mogli śledzić jego dalsze losy. Takie akcje mają duże szanse na sukces?

Mam nadzieję, że ta akcja będzie promowała adopcję zwierząt, a nie modę na zabieranie ich ze schroniska, robienie sobie z nimi zdjęć i zostawianie pod bramą ośrodka. Adopcja nie jest na chwilę, jest na całe życie.

Zobacz też:

źródło: x-news.pl

Rozmawiała: Agnieszka Gałczyńska

Wideo

AG

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3