Piłkarze Legii Warszawa wykorzystali przerwę w rozgrywkach i rozegrali w Łęcznej towarzyski mecz z Górnikiem w ramach obchodów 30-lecia istnienia klubu z Lubelszczyzny.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Zwycięstwo legionistów miało być łatwe i przyjemne, skończyło się na porażce 2:3. Trener Jan Urban zgodnie z przewidywaniami tłumaczył, że do wyniku nie należy przywiązywać wagi, bo dał szansę wielu niedoświadczonym zawodnikom. Faktycznie nazwiska: Lisowski, Kopczyński, Furman czy Żyro nie mówią wiele nawet tym, którzy losy Legii śledzą na bieżąco. Grali dotychczas w Młodej Ekstraklasie lub nawet w Młodych Wilkach.

Usprawiedliwienia wypowiadane przez Urbana to jednak tylko część prawdy. Na boisku w Łęcznej wystąpiło przecież wielu piłkarzy z podstawowego składu, którzy mają ambicję gonić Wisłę Kraków w wyścigu o mistrzostwo Polski.

W pierwszej jedenastce pojawili się i Wojciech Szala, i Marcin Komorowski, i Inaki Astiz, i Miroslav Radović, i Piotr Giza, i Sebastian Szałachowski. Zespół w sam raz, by nie mieć kłopotów z zajmującym 10. miejsce w I lidze Górnikiem. W dodatku po przerwie wszedł Bartłomiej Grzelak. Kontuzja, której nabawił się w meczu z Jagiellonią Białystok, nie okazała się groźna.

Zawodnikom Legii nie wypadało przegrać z jeszcze jednego powodu. Przed meczem mówili między sobą, że muszą się zmobilizować, bo w przypadku porażki zaczną się komentarze nawiązujące do afery ananasowej. Przypomnijmy, że poniedziałkowy "Fakt" opublikował zdjęcia piłkarzy Legii, którzy po meczu w Białymstoku imprezowali do białego rana. Skończyło się rzucaniem ananasem na balkony jednego z mieszkań.

W Łęcznej czołowi zawodnicy Legii zostali zawstydzeni właśnie przez młodych, którzy mieli się od nich uczyć. Mimo że wicemistrzowie Polski przegrali 2:3, w sukurs przyszedł im spiker, który zarządził rzuty karne. Do piłki podchodzili kolejno: Komorowski, Szałachowski, Zbozień, Furman i Grzelak. Nie trafiali ci najbardziej doświadczeni - Szałachowski i Grzelak.

Jak widać, Legię może już ograć każdy. Na tle warszawian nie odstawał Piotr Bronowicki, który rok temu grał w stolicy. Trenerzy przyznawali, że tak słabo wyszkolonego technicznie piłkarza nie widzieli przy Łazienkowskiej od lat i odesłali go do Łęcznej. Dziś na Legię wystarczy nawet Bronowicki...

Górnik Łęczna - Legia Warszawa 3:2 (1:2), karne: 4:3

Bramki: Surdykowski 16; Lisowski 46 samobójcza; Szymanek 77 - Szałachowski 8; Żyro 44
Górnik: Giertl (46 Wierzchowski) - Tomczyk (46 Głowacki), Bartoszewicz (46 Stefaniuk), Klajda (46 Nikitović), Kazimierczak (46 Radwański) - Kojasević, Sołdecki (46 P. Bronowicki), Niżnik (46 Bazler I), Nakoulma (46 Wójcik) - Surdykowski (46 Szymanek), Niedziela.
Legia: Machnowskij (46 Gostomski) - Szala (18 Lisowski), Zbozień, Astiz (46 Choto), Komorowski - Radović (46 Rosłoń), Jarzębowski (77 Kopczyński), Giza I (88 Furman), Żyro (46 Smoliński) - Kosecki (77 Grzelak), Szałachowski.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!