Panie Walter, apeluję do Pana, by nowo powstały stadion przy Łazienkowskiej nazwać imieniem Kazimierza Deyny. To nie tylko gest wobec Kazia, ale wobec Pana Kazimierza Górskiego i całej naszej drużyny Orłów.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Deyna to był najwybitniejszy i najlepszy piłkarz, z którym miałem przyjemność i nieprzyjemność grania. Kazio był prawą ręką Pana Górskiego. Na boisku był naszym przywódcą. Dowodził nami nie krzykiem, ale wspaniałą grą. To dzięki niemu graliśmy tak, jak wymagał od nas Pan Górski. Jako jedyny potrafił stosować arytmię gry. Wiedział, kiedy drużyna ma przyśpieszyć, a kiedy odpocząć. Był naszym dyrygentem. Jako bramkarz wszystko widziałem i to, co "Kaka" wyczyniał, było niemożliwe dla innych piłkarzy. Do dziś pamiętam, jak wkręcał rywali w boisko i od razu po tym precyzyjnie wrzucał piłkę w pole karne. W życiu nie widziałem piłkarza tak dokładnego.

"Kaka" miał także niesamowitą odporność psychiczną. Wystarczy wspomnieć mecz reprezentacji w Chorzowie z Portugalią o awans na mistrzostwo świata w Argentynie. Kaziu został wygwizdany przez śląskich kibiców, za to że ich zdaniem powinien grać Bronek Bula z Ruchu Chorzów. "Kaka" nie tylko wytrzymał presję fanów, ale także strzelił przepiękną bramkę z rzutu rożnego, która dała nam awans do finałów mistrzostw świata w Argentynie.

Jednak strasznie nie znosiłem Kazia na treningach. Najgorzej było, gdy znajdował się wśród grupy piłkarzy, którzy mają strzelać na moją bramkę. Jeśli mnie przydzielono do jego grupy, to zawsze żartowałem, że ma pójść na drugi koniec boiska, do mojego rywala w bramce. Jak się nie słuchał, to sam się zamieniałem, by się nie kompromitować. On na 10 strzałów zdobywał 11 bramek. Mówię tak, bo często mi zakładał "siatkę", a to się liczy podwójnie. Jego niesamowite zdolności strzeleckie wynikały z tego, że miał fenomenalnie ułożoną wewnętrzną część stopy. Potrafił strzelać tak, że bramkarz rywali rzucał się w zupełnie innym kierunku. Jego stopa była tak niesamowita, że gdyby spróbował, to by pewnie mógł krawaty nią wiązać.

Poza boiskiem przezywaliśmy Kazia "Białym żaglem". Chodził własnymi drogami. Po treningach czasami szliśmy na piwo, natomiast "Kaka" z nami nie pił. On nie był rozrywkowy. Przynajmniej w czasach, gdy grał w Polsce. Jak raz dostał butelkę szampana, to żartowaliśmy, że ma zapas na święta, sylwestra i jeszcze jedną okazję. Jego jedyną słabością były - jak u większości mężczyzn - kobiety. Nie muszę o tym opowiadać, bo każdy o jego podbojach słyszał.

Jeśli chodzi o wady, to miał jedną. Nie był szanowany jako wielki piłkarz, dlatego że grał w największym klubie w kraju - Legii. Warszawiacy brali piłkarzy z poboru, co powodowało, że byli znienawidzeni w innych miastach. Gdyby grał w takim Górniku Zabrze, to od dawna stawiano by mu pomniki.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!