Nikt nie wie, jak pozbyć się bandytów z Legii

We wczorajszym wydaniu "Polski" opublikowaliśmy list kibica Legii, opisującego co naprawdę wydarzyło się w Kopenhadze, przed i w trakcie meczu z Broendby (trzecia runda eliminacji Ligi Europejskiej).

We wczorajszym wydaniu "Polski" opublikowaliśmy list kibica Legii, opisującego co naprawdę wydarzyło się w Kopenhadze, przed i w trakcie meczu z Broendby (trzecia runda eliminacji Ligi Europejskiej).

Proszący nas ze względów bezpieczeństwa o anonimowość młody człowiek zrelacjonował ze szczegółami, jak grupka osiłków sterroryzowała pod stadionem kibiców, nie pozwalając wejść na trybuny nawet tym posiadającym bilety (rzekomo w imię solidarności). Później, już w trakcie meczu, uciszała również tych, którzy próbowali dopingować swój zespół. Sami krzyczeli za to: "Taka jest kara, Legii nie będzie w pucharach", sugerując, że utarczki z policją były świadomym działaniem na szkodę stołecznego zespołu.

Z listu wynika, że wspomniana grupa osiłków bandytów kupiła legalnie bilety w kasach Legii w Warszawie (inaczej nie weszliby przecież na stadion). Nie powinno być więc problemów z ich identyfikacją. Cóż jednak z tego, skoro nie bardzo wiadomo, jak ich ukarać, choć na pozór sprawa jest prosta.

- Walkę ze stadionowymi chuliganami powinna ułatwić klubom obowiązująca od 1 sierpnia nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Daje im większe możliwości niż kiedyś - mówi Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji, wskazując m.in., że teraz kluby będą mogły same wydawać tzw. zakazy stadionowe. Do tej pory leżało to w kompetencji sądów.

- W naszym klubie to żadna nowość, robimy to od dawna w oparciu nasz wewnętrzny regulamin. Problem w tym, że nie możemy zakazać nikomu wejścia na stadion tylko dlatego, że kogoś do czegoś zachęcał lub czegoś zabraniał - mówi dyrektor ds. bezpieczeństwa KP Legia Bogusław Błędowski. - Wiążą nas przepisy, jasno określające, w jakich przypadkach można orzekać zakazy - dodaje.

Nieco bagatelizuje też sprawę, mówiąc, że wydarzenia w Kopenhadze wcale nie były ewenementem. - Spotykaliśmy się już z gorszymi formami zastraszenia. Informujemy o nich na bieżąco policję, a ta podejmuje stosowne działania. Nie mogę powiedzieć, jakie, ale zapewniam, że nasza współpraca przebiega wzorowo. Jestem przekonany, że to kwestia czasu, gdy ci ludzie wyniosą się z trybun, tym bardziej że ich działania spotykają się z coraz mniejszą aprobatą ze strony reszty kibiców. Niedzielny mecz ligowy z Zagłębiem Lubin jest tego najlepszym dowodem - podkreśla Błędowski (w drugiej połowie część cześć kibiców zaczęła buczeć w odpowiedzi na okrzyki: Kopenhaga - prowokacja).

Bagatelizuje problem również rzecznik zarządzającej ligowymi rozgrywkami w Polsce Ekstraklasy SA Adrian Skubis.

- Nie wiem, dlaczego zwraca się pan z tym do mnie. Nie jest moją rolą komentowanie wydarzeń, do jakich doszło przy okazji spotkań w europejskich pucharach - podkreśla.

Uchyla się również przed odpowiedzą na pytanie, co zrobi Ekstraklasa SA, w razie gdyby do zastraszania kibiców doszło w trakcie meczów na krajowym podwórku (choć według Błędowskiego takie praktyki miały już miejsce w przeszłości).

- W sprawach kibiców suwerenem jest klub. Jestem głęboko przekonany, że Legia poradzi sobie z tym problemem - uważa.

Rozkłada ręce również PZPN. Przewodniczący Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich Andrze Bińkowski otwarcie przyznaje, że nie bardzo wie, jak piłkarska centrala mogłaby pomóc Legii.

- Mamy może jeździć za kibicami i ich pilnować? - pyta. Dodając, że PZPN może odpowiadać tylko za bezpieczeństwo podczas meczów reprezentacji Polski. - Problem, o którym pan mówi, nie leży w naszej kompetencji - dodaje.

Skontaktowaliśmy się również ze Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa. Jego przedstawiciele stanowczo odcięli się od bandyckich praktyk opisanych w liście. Podkreślają jednak, że nie wierzą, iż doszło dojakiegokolwiek zastraszania.

- Nie mogę zapewnić na sto procent, że coś takiego nie mogło się wydarzyć. Byłem jednak w Kopenhadze i mogę zapewnić, że nie spotkałem się z żadnymi przypadkami zastraszenia kogokolwiek - mówi rzecznik SKLW Michał Wójcik. - Były wrogie wobec właścicieli Legii okrzyki. Były również dyskusje, czy powinniśmy wchodzić na stadion, ale nic więcej - podkreśla.

SKLW jest również stanowcze w kwestii okrzyków o wyrzuceniu Legii z pucharów.

- Nie słyszałem ich. Poza tym to absurd uderzać we własny klub. Nie wierzę, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciałby zrobić coś równie głupiego. Ktoś mógł palnąć coś takiego pod wpływem emocji, ale jestem pewien, że to tylko słowa - uważa Wójcik.

- Dla mnie to nie ma sensu. Załóżmy hipotetycznie, że jest jakaś grupka ludzi, którzy chcieliby zemścić się w tak absurdalny sposób na ITI. Dlaczego więc nie zrobili zadymy tydzień wcześniej w Gruzji, przy okazji meczu z Olimpi Rustavi? Okazję mieli ku temu dużo lepszą niż w Kopenhadze, tamtejszy stadion był o wiele słabiej zabezpieczony - dodaje Wojciech Wiśniewski, prawnik SKLW. - Mogli zrobić praktycznie, co chcieli, spalić go racami, zdemolować, wejść na płytę boiska, jak zrobił w trakcie meczu jeden z miejscowych kibiców. A jednak było spokojnie - podkreśla.

  • Polska

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.