Fajną wystawę wczoraj widziałam - mówi Basia. Zorganizowała ją instytucja bezdomna: już istniejąca, ale jeszcze bez stałej siedziby. W Warszawie jest ich kilka: muzea, centrum nauki i kultury.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Fajną wystawę wczoraj widziałam - mówi Basia. Zorganizowała ją instytucja bezdomna: już istniejąca, ale jeszcze bez stałej siedziby. W Warszawie jest ich kilka: muzea, centrum nauki i kultury. Ten stan tymczasowy jest nie tylko przeszkodą, ale i szansą - piszą Agata Kowalczyk i Natalia Bugalska.

Być czy nie być - to nie jest pytanie dla ludzi, którzy tworzą coś nowego. Naturalnie, że lepiej być. Natomiast odpowiedź na drugie fundamentalne pytanie - być czy mieć - jest już trochę trudniejsza dla tych, którzy wprawdzie są, ale jeszcze nie mają. Nie mają gmachu, budynku, siedziby.

I dlatego urządzają wystawę pod chmurką, np. nad Wisłą przy Syrence, jak Centrum Nauki "Kopernik", które co weekend zaprasza wszystkich na plenerową wersję swojej objazdowej wystawy "Eksperymentuj!". Goście wystawy już mogą zobaczyć, jak obok rośnie siedziba centrum.

Nad Wisłą

Centrum Nauki "Kopernik" będzie największą placówką popularyzującą naukę w Polsce i jedną z największych w Europie. W 2010 r. na lewym brzegu Wisły przy moście Świętokrzyskim stanie gmach o powierzchni użytkowej ponad 20 tys. mkw., a w nim ponad 450 urządzeń do samodzielnego przeprowadzania doświadczeń, warsztaty i laboratoria. Zanim jednak trafimy do tego kosmicznego budynku, pracownicy CNK gnieżdżą się m.in. w wynajętych mieszkaniach.

Nad restauracją chińską, wśród zapachów orientalnej kuchni, działa instytucja, którą od przyszłego roku ma odwiedzać pół miliona osób rocznie, ale działa w najlepsze. Zorganizowana przez nią wystawa objazdowa "Eksperymentuj!" od 2007 r. dociera do najodleglejszych miejsc w Polsce. - Zainteresowanie jest tak duże, że gdybyśmy nie zakończyli zapisów po kilku miesiącach, mielibyśmy na nią chętnych do 2020 r. albo i dłużej - mówi rzecznik Centrum Nauki "Kopernik" Aneta Prymaka.

Wystawa to 25 stanowisk z naukowymi zabawkami i prostymi, widowiskowymi eksperymentami, dzięki którym łatwiej zrozumieć podstawowe prawa fizyki, chemii, biologii czy matematyki. To również wielki sukces i nauka dla centrum.

- Nauczyliśmy się m.in., jak błyskawicznie reagować, gdy któryś eksponat się zepsuje. A to się zdarza, bo przecież wszystkiego można dotknąć i wypróbować. A w przyszłym budynku centrum taka szybka reakcja będzie niezbędna - mówi rzecznik.

Kilkuletnia rozgrzewka, która poprzedza działalność Kopernika nad Wisłą, pokazała, że jest bardzo wyczekiwany. I to nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce. - Sam pomysł stworzenia centrum powstał kilkanaście lat temu. Grupa naukowców i popularyzatorów wiedzy zauważyła wtedy, że społeczeństwo ma małą wiedzę o nauce - mówi Prymaka. Stworzyli więc Piknik Naukowy i Festiwal Nauki. Imprezy, które w prosty, przystępny sposób pokazywały działanie żarówki, powstawanie piorunów czy działanie grawitacji, do dziś przyciągają tłumy.

W Centrum Nauki "Kopernik" wszystko będzie interaktywne: po krainie optyki będziemy podążać z detektywem szukającym skradzionego światła słonecznego, poznamy i zobaczymy siłę, która porusza nie tylko wielkie planety, ale też maleńkie cząsteczki. Znajdą się tu ekspozycje ze wszystkich dziedzin nauki, również - co jest wciąż nowością w tego typu centrach - humanistyki i nauk społecznych. Ekspozycje dla stołecznej świątyni nauki stworzyły największe europejskie biura architektoniczne. Wszystkiego można będzie dotknąć, o wszystko zapytać. - A pytania zadawane przez dzieci mogą sprawić, że za jakiś czas będzie więcej chętnych do studiowania na politechnikach - marzy pani rzecznik.

Muzeum w plenerze

- Kilka lat temu byłem na konferencji w Berlinie - opowiada Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski. - Dyrektor muzeum w Nowej Zelandii spytał, po której stronie walczyli Polacy w II wojnie światowej… Muzea są dziś na świecie wielkimi centrami edukacyjnymi, a my musimy dogonić świat - dodaje.

Doganianie rozpoczęło się trzy lata temu. Ludzie odpowiedzialni za projekt rozpoczęli działalność w wynajętych gościnnie pomieszczeniach, w internecie i w… plenerze. Kolejny raz okazało się, że historia nie musi być nudna.

- Od powołania w 2006 r. muzeum tworzy wystawy, organizuje imprezy plenerowe, gry i działania edukacyjne nastawione w dużej mierze na młodych ludzi, na rodziny i kontakt ze szkołami. - Do najważniejszych projektów, które prowadzimy co roku, należą "Przystanek niepodległość" organizowany 11 listopada i odbywający się w plenerze "Piknik historyczny" w czerwcu - wylicza Robert Kostro. - Najważniejszym elementem tych imprez jest gra historyczna pozwalająca wziąć udział w historycznych wydarzeniach, np. budowaniu Gdyni, znaleźć się w szkole w czasie zaborów albo rozklejać ulotki niepodległościowe czy spotkać się z historyczną postacią - mówi z satysfakcją dyrektor Kostro.

Największą wystawą Muzeum Historii Polski było "Dwudziestolecie. Oblicza nowoczesności" w Zamku Królewskim, którą między listopadem 2008 a marcem 2009 r. obejrzało ponad 50 tys. osób. Goście pozostawili w księdze wystawy entuzjastyczne wpisy.

"Odnalazłam tutaj kawałek swojego dzieciństwa" - napisała warszawianka K. Mucholak. "To piękna podróż w czasy moich babć i dziadków" - stwierdził nastoletni Grzegorz. "Fascynująca! Nowoczesna! Śmiała! Wybitna!" - Magda i Rafał byli tu na swojej drugiej randce. "Fajna wystawa. Bardzo fajna. Podobała mi się" - napisała cudownym pismem pierwszoklasistki Basia z Ib.

Budynek przeznaczony na siedzibę MHP ma być gotowy w 2013 r. Właśnie kończy się pierwszy etap konkursu architektonicznego na projekt gmachu muzeum nad Trasą Łazienkowską, w sąsiedztwie Zamku Ujazdowskiego. Z kilkudziesięciu krajów napłynęło ponad 320 projektów. Spośród nich do drugiej tury konkursu architektonicznego zakwalifikowanych zostanie 10 prac.

Najnowszym projektem muzeum jest wystawa "Wojenne rozstania". Rdzeniem ekspozycji będą świadectwa ludzi, którzy spisali lub nagrali swoje opowieści. Są to niepozorne kartki zadrukowanego papieru, maszynopisy, odręczne zapiski, nagrane rozmowy. Wystawa pokaże autorów tekstów i nagrań, uruchamiając wyobraźnię widza, który odbędzie własną podróż wśród opowieści rodzin rozdzielonych. Ekspozycję będzie można oglądać od 11 listopada 2009 roku w gmachu BUW-u.

Wirtualny sztetl

W czerwcu ekipa Muzeum Historii Żydów Polskich założyła portal społecznościowy Wirtualny Sztetl (www.sztetl.org.pl). Sztetle to małe żydowskie miasteczka w Europie Wschodniej, które były ostoją kultury żydowskiej i zniknęły po Holokauście. Wirtualny Sztetl jest platformą internetową, która ma ułatwić kontakt osobom zainteresowanym tematyką żydowską w Polsce.

Użytkownicy mogą tworzyć grupy przyjaciół, dyskutować, a także dodawać pliki tekstowe, muzyczne, wideo i zdjęcia. O tym, że inicjatywa się podoba, świadczy, że zaczynali z opisem 800 miejscowości, teraz jest ich już 1100. Poza tym muzeum organizuje seminaria, wymiany studentów z Polski i Izraela, prowadzi panele i debaty.

- Kiedy zbieraliśmy pieniądze na Muzeum Historii Żydów Polskich, dużo osób mówiło nam: to nierealne, za drogie, przecież w Polsce już nie ma Żydów - mówi Jerzy Halbersztadt, dyrektor muzeum. Darczyńców przerażała suma, jaką trzeba wyłożyć, wstępnie szacowana na 252 mln zł.

Trzeba więc było myśleć inaczej, stworzyć zaplecze dla muzeum, bazę społeczną, na której mogłoby wyrosnąć. Ten pomysł podchwyciło wiele osób: intelektualiści, decydenci, zwykli ludzie tworzący w całej Polsce i na świecie komitety poparcia dla muzeum. Zbierać fundusze będą także podczas koncertu Joshuy Bella. Muzyk zagra w Teatrze Wielkim na stradivariusie, który kiedyś należał do Bronisława Hubermana - wielkiego żydowskiego wirtuoza pochodzenia polskiego, który założył Izraelską Filharmonię Narodową.

- Oddaliliśmy się od siebie, Polacy i Żydzi, a przecież przez wiele stuleci te dwa narody koegzystowały ze sobą - mówi Halbersztadt. - Dlatego muzeum, które powstanie na skwerze przy pomniku Bohaterów Getta, ma w swoich ekspozycjach historię od pierwszego osadnictwa, przez rozkwit wielokulturowości w Polsce, po historię współczesną. Właściwie wszystkie muzea żydowskie na świecie kończą swoje ekspozycje na Holokauście. Warszawskie muzeum wybiega dużo dalej, do współczesności - dodaje Halbersztad.

Polski Luwr

Na zapleczu sklepu meblowego Emilia przy ul. Pańskiej 3, w miejscu, gdzie kiedyś sprzedawano najlepsze w stolicy dywany, od 2007 r. mieści się tymczasowa siedziba Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W 2014 r. muzeum ma zająć centralne miejsce w stolicy - budynek zaprojektowany przez światowej sławy architekta Christiana Kereza stanie na placu Defilad.

Tymczasem 7-osobowa załoga na tyłach Emilii pracuje nad placówką, która zmieni nasze myślenie o sztuce współczesnej. - Szukamy odpowiedniej formuły. To nie może być skopiowany model zachodniego muzeum. Na pewno skupimy się na kolekcji sztuki współczesnej z regionu Europy Środkowo-Wschodniej - mówi Marcel Andino Valez, rzecznik MSN.

Pierwsza wystawa w tymczasowej siedzibie powstała rok temu i dotyczyła eksperymentu w sztuce Jugosławii w latach 60. i 70. W Polsce krytykowano: dlaczego pierwsza wystawa właśnie o Jugosławii? Tymczasem dwa znane zagraniczne pisma branżowe umieściły ją w rankingach najlepszych wystaw 2008 r. - Ta wystawa to był manifest programowy muzeum, którego misją ma być włączanie sztuki naszego regionu w pisaną na nowo światową historię sztuki najnowszej. Chcemy przełamywać prowincjonalne myślenie, że muzeum w Polsce ma zajmować się sztuką polską albo importować zachodnie gwiazdy - mówi Andino Valez.

Muzeum działa pełną parą. Sukces i największa duma pracowników MSN to ostatnia wystawa "Niezgrabne przedmioty" rzeźbiarki i graficzki Aliny Szapocznikow. Już teraz chce ją u siebie kilka zagranicznych galerii. MSN w tymczasowej siedzibie to też wykłady, spotkania, konferencje i działania w przestrzeni miejskiej. Do tych najbardziej spektakularnych w plenerze zalicza się czerwcowy Park Rzeźby na Bródnie. W pamięci warszawiaków zapisał się też projekt "Dziewięć promieni światła na niebie", podczas którego kolorowe wiązki światła przeszyły niebo nad PKiN.

Muzeum w szafie

Choć jeszcze bez siedziby Muzeum Warszawskiej Pragi włącza się w inicjatywy w dzielnicy. Wakacyjny harmonogram był napięty: podczas Nocy Muzeów ściągnięto na podwórko kamienicy przy Targowej lokalną kapelę. Pogoda była kiepska, ale ludzie i tak tańczyli w deszczu. Muzealnicy robili też muzyczne spacery po Pradze, podczas których zespół klezmerów oprowadzał po podwórkach. Aktualnie przygotowują wielkie wrześniowe święto ulicy Ząbkowskiej.

Poza tym organizują wystawy w tymczasowej hali ekspozycyjnej w Koneserze. Na tych wystawach prawdziwym hitem jest "szafa czasu". To zwykła, ale ogromna szafa z lat 20. W środku jest wyklejona gazetami, na jednym z wieszaków wisi pęczek suszonej lawendy, stoi tam też krzesło, na którego oparciu wiszą słuchawki. - Tu można posłuchać intymnych opowieści starych prażan. Najważniejsze dla nas jest, by ocalić pamięć o tych ludziach - mówi Jolanta Wiśniewska, dyrektorka muzeum. - Otacza nas ogromna życzliwość. Kiedy dotacja dla muzeum była zagrożona, część mieszkańców zjednoczyła się i walczyła o tę placówkę - opowiada.

Docelowa siedziba muzeum mieścić się będzie przy ul. Targowej 50/52. Wybór nieprzypadkowy - we wnętrzach zachowały się żydowskie polichromie przedstawiające znaki zodiaku, a sama kamienica to najstarszy dom mieszkalny na Pradze. Muzeum będzie gotowe w połowie 2011 r. Nad kształtem jego ekspozycji pracują m.in. antropolodzy i etnolodzy. To oni zbierają i archiwizują wspomnienia najstarszych prażan: o śledziku na Brzeskiej, o zapachach dzielnicy, o lewku urodzonym w zoo w latach 20., którego nie chciała matka i musiała je wykarmić siostrzenica dyrektora szpitala. - Takich relacji mamy już około 20, a będzie dużo więcej. Za dwa lata będzie można ich posłuchać w jednej z sal muzeum - mówi archiwistka Katarzyna Kuzko. Będzie tam też wspomnienie 70-letniej Joanny Mazurek, która już się cieszy na muzeum prażan: - Marzy mi się coś takiego, czym każdy mógłby się pochwalić, gdzie przyjeżdżaliby goście, tak jak przyjeżdżają do zoo, do misiów.

Liczą się ludzie


Nie miejsca. - Działanie bez siedziby ma też swoje zalety: przyzwyczajamy publiczność do tego, że muzeum to nie budynek, tylko instytucja sztuki - przekonuje Andino Valez.

- Stan tymczasowości jest ograniczeniem, ale też daje większą swobodę działania - potwierdza Małgorzata Żaryn, kierownik Działu Edukacyjnego Muzeum Historii Polski. - Ograniczeniem, bo jeśli chcemy coś zrobić, musimy korzystać z uprzejmości innych. Z drugiej jednak strony otwiera to nas na współpracę z innymi instytucjami, co zawsze jest wartością. I zmusza do myślenia nad niestandardowymi środkami wyrazu. Jednak nasza działalność w murach muzeum będzie miała bogatszy charakter, bowiem oferta poszerzy się o typowe działania muzealne - dodaje Żaryn.

Wprawdzie przysłowie powiada, że najtrwalsze są prowizorki, ale po pierwsze, działalność bezdomnych instytucji jest tak imponująca, że prowizorką nikt jej się nazwać nie ośmieli, a po drugie - za tym, że zamierzenia zostaną zrealizowane, przemawiają konkrety, czyli pieniądze. Większość z nich na wymienione wyżej projekty dostaniemy z Unii Europejskiej. Musimy się tylko po nie schylić.



Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!