Przed dekadą przewodzili numetalowej rewolcie, teraz odkrywają uroki tradycyjnego hard rocka Przed dekadą przewodzili numetalowej rewolcie, teraz odkrywają uroki tradycyjnego hard rocka

Przed dekadą przewodzili numetalowej rewolcie, teraz odkrywają uroki tradycyjnego hard rocka. I po latach oczekiwań wreszcie zagrają w Polsce (© Materiały prasowe)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Nu metal wybuchł niczym supernowa, po czym zniknął. Ale pozostawił po sobie grono całkiem utalentowanych sierot. Takich jak Papa Roach - pisze Marek Świrkowicz

Choć dziś hasło "nu metal" kojarzy się głównie z muzycznym obciachem, na przełomie tysiącleci numetalowy batalion dywersantów sporo namieszał w światku ciężkiej muzyki. Odtąd metal raz na zawsze przestał być kojarzony jedynie z ponurymi osobnikami w czarnych skórach, którzy oddają hołd księciu ciemności. Nowa odmiana ostrego grania była skoczna, radosna i energetyczna, a jej wyznawcy, miast czcić mroczne siły, jeździli na deskorolkach i przybijali piątki z hip-hopowcami.

Kalifornijczycy z Papa Roach mieli swój walny wkład w numetalową rewoltę. Ich pełen młodzieńczej energii singiel "Last Resort" z 2000 r. do dziś pozostaje jednym z największych hitów gatunku. A wydany w tym samym roku album "Infest", zawierający jeszcze 10 podobnych, rapmetalowych kawałków, w samych tylko Stanach osiągnął status potrójnej platyny, z miejsca katapultując grupę do pierwszej ligi ówczesnej czadowej muzyki, tuż obok Limp Bizkit czy Linkin Park.

Zanim jednak trafili na salony, muzycy Papa Roach musieli się nieźle napocić. Zespół powstał bowiem w 1993 r. i przez kolejne siedem lat sumiennie przechodził wszystkie stopnie rockowego wtajemniczenia: od licealnego konkursu talentów, przez codzienne próby w garażu, pierwsze koncerty w lokalnych klubach, problemy ze składem (pierwszy basista zostawił kolegów, aby wyjechać na obóz kościelny) aż po mozolnie budowaną undegroundową sławę.

W 1997 r. Papa Roach własnym sumptem wydał swoją pierwszą płytę "Old Friends From Young Years". Niewiele to jednak zmieniło w sytuacji grupy, która wciąż usiłowała rekrutować nowych fanów, supportując m.in. Incubus czy Static-X. Przełom nadszedł dwa lata później, wraz z wydaniem EP-ki "Let'em Know". Popularność płytki w alternatywnych kręgach zwróciła uwagę oficjeli z Warnera. Ostatecznie jednak kontraktu nie podpisano - ponoć ze względu na brak talentu muzyków.

W miejsce Warnera szybko jednak wskoczyła firma DreamWorks i to jej nakładem niedługo później ukazał się przebojowy "Infest". Co było dalej - wiadomo. Dni supportowania innych raz na zawsze się skończyły. Jednak prawdziwy sprawdzian miał dopiero nadejść. Numetalowa formuła zdradzała bowiem coraz większe znamiona wyczerpania i największe gwiazdy gatunku stanęły przed wyborem: radykalna zmiana kierunku albo powolna degeneracja.

Papa Roach (obok m.in. Korna i Slipknot) należy do tych, którym udało się utrzymać na powierzchni. Muzycy porzucili skoczne riffy i rapowanki na rzecz bardziej tradycyjnego hard rocka, podlanego odrobiną punku, post grunge'u i popu. I choć żadna z ich czterech późniejszych płyt nie przebiła sukcesu "Infest", wyrobili sobie solidną rockową markę. Do tego stopnia, że gdy giganci z Guns N' Roses wyruszyli w 2006 r. na trasę zapowiadającą album "Chinese Democracy", jako gościa zabrali ze sobą właśnie Papa Roach.

Można oczywiście utyskiwać, że pierwszy polski koncert Kalifornijczyków odbywa się o dobrych parę lat za późno. Tylko po co? Nie lepiej zapomnieć o uprzedzeniach i po prostu pobiec do Stodoły, żeby porządnie wyskakać się przy "Last Resort"?

Papa Roach
27.09. Stodoła
ul. Batorego 10
godz. 20. Bilety 115-125 zł

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!