Bastille, Chvrches, Pharell Williams, Zbigniew Wodecki, Wiz Kalifa i Sigur Rós, to tylko niektórzy wykonawcy tegorocznego Open'era. Sprawdźcie, jak wygląda zabawa podczas czterodniowego święta muzyki. Kliknij w zdjęcie, aby przejść do galerii.

Uwielbiamy festiwale. A Open’era to już w szczególności. Okoliczności do zabawy były w tym roku sprzyjające. Pogoda prawie taka, jak zamawialiśmy i gwiazdy też. Czterodniową ucztę bezbłędnie rozpoczęła Florence & The Machine. Polska publiczność ją kocha i to widać pod sceną. Za charyzmę, potężny głos, swobodę. Za hity “Spectrum”, “Shake It Out ” i “How Big How Blue How Beautiful ”. Była energia, ale też wzruszające momenty. Florence i jej hymny doskonale pasują na festiwal. Wokalistka ma w sobie magię, uroczo plącze się po scenie, tańczy, skacze, biega. Show robią u niej też sami fani. W Gdyni mogła liczyć na ich kolorowe i kwieciste wsparcie.

Na występ Red Hot Chili Peppers fani trochę czekali. Od momentu ich ostatniego Polsce koncertu minęły cztery lata. Ale warto było, bo Amerykanie dali czadu korzystając ze sprawdzonego zestawu hitów. "Californication" i "Can't Stop" w festiwalowej wersji zawsze wywołuje szaleństwo pod sceną. Nie zabrakło też nawiązania do meczu Polski na Euro. Zespół zaśpiewał "Polska, biało-czerwoni".

Line’up dnia trzeciego ucieszył chyba najbardziej. Polsce artyści w dobrym składzie, z Dawidem Podsiało i Zbyszkiem Wodeckim z Mitch Mitch na czele, nie odstawali od zagranicznych gwiazd. Ci, krórzy wytrwali do 2 w nocy i tańczyli do setu Paula Kalkbrennera będą mieli co wspominać. On to potrafi rozkręcić imprezę. To była prawdziwa uczta dla fanów techno i rozgrzewka przed płockim Audioriverem. Brakowało tylko wschodu słońca przy kawałku „Aaron”… Polscy fani mogli też usłyszeć propozycje z wydanego przed rokiem albumu. Kalkbrenner nie zwalnia, publiczność go uwielbia, a jego hitów z powodzeniem można słuchać nawet nie będąc fanem techno.

Zobacz też: Open'er Festival 2016. Czwartek: Red Hot Chili Peppers, Foals i M83 [RELACJA, ZDJĘCIA, FILMY]

Wybitne zakończenie festiwalu zapewnili Bastille, Kygo, Pharell Williams i szkocki zespół Chvrches. Radiowe hity na openerowej scenie porwały publiczność. Co zapamiętamy? Widok setek tysięcy ludzi skaczących pod sceną robi wrażanie. Dla nas zaskoczeniem okazał się Kygo, który mistrzowsko wypadł ze swoimi popowymi „Firestone” i „Stole The Show”. Koncert Pharella był długo wyczekiwany i nie zawiódł. Jego styl jest charakterystyczny, on sam kreatywny. Bawi się muzyką, brzmi dobrze, a „Happy" na żywo z chórkami w wykonaniu publiczności dało sporo energii. Na zakończenie prawie dwugodzinnego koncertu artysta przygotował genialne wykonanie hitów „Blurred Lines„, „Get Lucky” i „Freedom”.

Ale Open’er to nie tylko muzyka. W tym roku organizatorzy festiwalu podali nam sporą dawkę kultury i zaprezentowali modowe trendy. Dziewięciu polskich projektantów gościło w strefie Fashion, w której można było obejrzeć propozycje na nadchodzący sezon. Ręcznie szyte, wielobarwne i ciekawe projekty – tak można je określić w jednym zdaniu. Cieszy, że modę w Polsce robi się z wysokiej jakości materiałów, że odchodzi (nareszcie!) dres, z którego szyli prawie wszyscy. Te projekty charakteryzuje prostota, ale też ważny jest szczegół: hafty, zdobienia, precyzyjne wykonanie. Open’er kolejny raz daje też propozycje dla miłośników teatru, kina i książki. Chwila relaksu i dawka kultury też jest potrzebna festiwalowiczom. Teraz czekamy do jesieni żeby poznać gwiazdy, które „rozniosą” Babie Doły w przyszłym roku.

Czytaj też: Open'er Festival 2016: Soom T, Bastille, Chvrches i Pharell Williams [ZDJĘCIA, WIDEO]

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Wiola (gość)

    Pamiętam swój pierwszy koncert opener. Grali Sex Pistols był czad namiot w szwach pękal a na dworze lał deszcz. Wszyscy świetnie się bawili, skakali,śpiewali a po koncercie człowiek był tak szczęśliwy że ani ulewy deszcz ani błoto nikomu nie wadzilo. Pozdrawiam wszystkich