Nim został śpiewakiem, 50-letni dziś Bocelli ukończył studia prawnicze w Pizie

Nim został śpiewakiem, 50-letni dziś Bocelli ukończył studia prawnicze w Pizie (© Piotr Król)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Włoski tenor w sobotę wystąpi na stadionie Gwardii. Scenę budowała 100-osobowa ekipa przez 5 dni.

Tenor, mistyk, zaklinacz kobiet. Andrea Bocelli, najsłynniejszy, obok Erosa Ramazottiego, włoski piosenkarz, po raz drugi zawita do Polski, ojczyzny swojego duchowego ojca Jana Pawła II. 29 sierpnia zaśpiewa fanom na stadionie warszawskiej Gwardii.

Jego głos wprawia krytyków w stan uniesienia, a z oczu kobiet obowiązkowo wyciska łzy. Jego oscylujący na granicy sztuki wysokiej (opery) i masowej (popu) klasyczny tenor szkolony przez najlepszych nauczycieli śpiewu trafia w gusta wszystkich. Wątpiących czaruje charyzmą, a działanie na fanów przetestował już na wszystkich kontynentach w kilkudziesięciu krajach świata. Wszędzie oklaskiwany, gdzieniegdzie niemal noszony na rękach.

Dziesięć lat po występie w łódzkim Teatrze Wielkim Andrea Bocelli zamierza podbić teraz warszawską publikę. Podczas koncertu będą mu towarzyszyć chór i orkiestra Sinfonia Varsovia. Śpiewak zapowiada muzyczną niespodziankę, którą zaprezentuje wraz z polską sopranistką Aleksandrą Kurzak, zapraszaną dziś do współpracy przez najsłynniejsze światowe opery, takie jak londyńska Royal Opera House.

- Dzisiaj jestem nareszcie wolny od perfekcjonizmu. Obsesji, która kazała mi całymi godzinami pracować nad głosem, nie jedząc, nie śpiąc, nie widząc świata poza najczystszą formą dźwięku, jaką chciałem z siebie wydać - mówił artysta podczas spotkania z dziennikarzami "Polski" w Berlinie. - Może to kwestia dojrzałości. A może tego, że wreszcie udało mi się tę czystość uzyskać i zatrzymać - uśmiechał się skromnie i ujmująco, trzy razy przystojniejszy niż na zdjęciach, zaskakująco wysoki, muskularny, niemal posągowy. I charyzmatyczny do tego stopnia, że nie mówiąc nic, skupiał na sobie niemy zachwyt wszędzie, gdzie tylko się pojawił. Zachwyt, którego jako niewidomy nie do końca mógł być świadomy.

Bowiem Bocelli, który w repertuarze ma cztery kompletne opery i znane na świecie standardy popowe (jak "Time to say Goodbye"), wzrok stracił jako 12-latek po wylewie krwi do mózgu podczas gry w piłkę. Studiował prawo, ale jego prawdziwym powołaniem okazała się muzyka, w której osiągnął doskonałość. Jak sam mówi, występ w Polsce to dla niego nie tylko okazja do odnowienia więzi z liczną polską publicznością. To dla niego to samo, czym dla Polaków przez 28 lat były wyprawy do Rzymu - niemal pielgrzymka.

Na trzy miesiące przed przyjazdem do Polski w berlińskim hotelu Kandinsky Bocelli chciał mówić tylko o Papie Wojtyle. Opowiadał, jak po śmierci polskiego papieża coś kazało mu zacząć się modlić. I w tej modlitwie odnalazł kontakt z Bogiem. - Dziwne. Wiele razy przedtem osobiście spotykałem Papę Wojtyłę, rozmawiałem z nim, ściskał mi dłonie. Było serdecznie, ale nigdy te spotkania nie miały wpływu na moją postawę wobec wiary - mówił wówczas śpiewak. - Ale kiedy odszedł, zacząłem wyraźnie czuć wokół siebie jego obecność. Tak jakby naprowadzał na właściwe tory moje myśli. Zrozumiałem wówczas, że Jan Paweł II jest osobą świętą, która nie musi posiadać ciała, by oddziaływać na innych.

Od tamtego kwietnia cztery lata temu Bocelli wierzy, że polski papież ma wpływ na tych, których zostawił na ziemi. I czuje jego błogosławieństwo. Dlatego w Polsce nie ominie miejsc, w których bywał papież. W Warszawie będzie to zapewne plac Piłsudskiego - miejsce słynnej mszy sprzed 30 lat. Nie ma co jednak spodziewać się go tam przed koncertem. Dzień występu to bowiem czas wielkiej koncentracji i milczenia.

Domownicy: 28-letnia narzeczona Veronica i coraz częściej towarzysząca im podczas zagranicznych koncertów mama Veroniki, chowają się wówczas przed Andreą, bojąc się nawet kichnąć. Mistrz się skupia i nie wydaje ani jednego dźwięku. Ćwiczone codziennie struny głosowe przez kilkanaście godzin nie mają prawa wydać dźwięku. Wszystkie moce rezerwowane są na wieczór, kiedy głos włoskiego geniusza wypełni salę, stadion lub scenę.

W najbliższą sobotę pierwsze słowa wypowie do wielotysięcznej publiczności zgromadzonej po zmierzchu na stadionie Gwardii. I można iść o zakład, że ze sceny, którą stu techników ustawiało przez pięć dni, z elementów przywiezionych przez dwanaście tirów, na pewno usłyszymy o Papie Wojtyle.

Andrea Bocelli
zaśpiewa 29.08 o 20.30 na warszawskiej Gwardii,
ul. Racławicka 132





Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!