Winę za wypadek tramwajowy na rondzie Daszyńskiego ponosi motorniczy, który nie tylko znacznie przekroczył prędkość, ale również nie sprawdził zwrotnicy - twierdzą przedstawiciele Tramwajów Warszawskich. W zderzeniu tramwajów rannych zostało 25 osób, niektórzy trafili do szpitala.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Wtorek ok. godz. 16, motorniczy tramwaju nr 22 skręca z ul. Towarowej w lewo w stronę ul. Kasprzaka i z impetem uderza w wagon linii 24. Pojazdy wypadają z szyn, a pasażerowie przewracają się na siebie w leżących wagonach. W wyniku zderzenia ucierpiało aż 25 osób. Na miejscu pojawiają się policja, straż pożarna i karetki. Część rannych z urazami głowy czy złamaniami przewieziono do szpitali m.in. do Bródnowskiego i Wolskiego. Wypadek zablokował ruch na pobliskich ulicach na ponad dwie godziny. Na szczęście życiu żadnemu z poszkodowanych nie grozi niebezpieczeństwo.

W wypadku nie ucierpieli natomiast motorniczowie, ale od razu po zdarzeniu pojawiły się spekulacje, że zawiniła zepsuta zwrotnica. Jak tłumaczył kierujący linią 22, tuż przed wjazdem na skrzyżowanie zmienił układ szyn, żeby jechać prosto, ale tramwaj skręcił w lewo i uderzył w nadjeżdżający tramwaj.

- Wykluczyliśmy taki przebieg zdarzeń - wyjaśnia tymczasem Michał Powałka, rzecznik Tramwajów Warszawskich. - Z naszych ustaleń wynika, że winę za to zdarzenie ponosi motorniczy - dodaje. I zaznacza, że ten przekroczył dopuszczalną prędkość o ok. 10 km/godz. - Przy wjeździe na rondo nie powinien jechać więcej niż 15 km/godz. Okazało się, że jechał ok. 25 km/godz. - twierdzi Powałka i dodaje, że motorniczy popełnił jeszcze jeden poważny błąd: nie sprawdził zwrotnicy przed wjazdem na skrzyżowanie, chociaż miał taki obowiązek.

Na razie władze Tramwajów Warszawskich nie chcą mówić, czy w stosunku do kierującego tramwajem wyciągną jakieś konsekwencje. - Musimy poczekać na wyniki śledztwa prowadzonego przez policję - zaznacza Powałka. Funkcjonariusze wszczęli już postępowanie. - Ten wypadek będzie zakwalifikowany jako katastrofa w ruchu drogowym. Postępowanie będzie trwało na pewno kilka tygodni - tłumaczy Marcin Szyndler, rzecznik komendy stołecznej policji.

To nie był jedyny wypadek, do jakiego doszło we wtorek na rondzie Daszyńskiego. Rano tego dnia również zderzyły się dwa tramwaje. Jednak wtedy przyczyną nie była nadmierna prędkość. Osoba prowadząca tramwaj nie sprawdziła, czy zwrotnica jest przełożona. Na szczęście w tamtym wypadku nikt nie ucierpiał.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

    Więcej na temat: