Pielgrzymi zbierali się na pl. Piłsudskiego od wczesnych godzin rannych. Po drodze mijali stoiska z chorągiewkami papieskimi za 2 zł i małymi rozkładanymi krzesełkami za 20 zł.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Pielgrzymi zbierali się na pl. Piłsudskiego od wczesnych godzin rannych. Po drodze mijali stoiska z chorągiewkami papieskimi za 2 zł i małymi rozkładanymi krzesełkami za 20 zł. Osoby, które nie miały karnetów do sektorów, błagały ochronę, by ta mimo wszystko wpuściła je na plac celebry. Bezskutecznie.

Godzinę przed rozpoczęciem mszy deszcz rozpadał się na dobre. Zaczęło się pożyczanie od siebie na wzajem parasoli, płaszczy przeciwdeszczowych i karimat. Lało, ale nikt nie chciał opuścić miejsca w swoim sektorze. - To jest dopiero świadectwo wiary. Nie to, co siedzieć przed telewizorem - mówił dumnie pan Adam, który do Warszawy przyjechał z Olsztyna. Ruch między sektorami zaczął się, gdy tylko na plac wjechała kolumna papieska. Każdy chciał być jak najbliżej. Śpiewy, oklaski i powiewające chorągiewki przywitały Benedykta XVI. Wtedy też swoją czujność wzmogli snajperzy, rozmieszczeni na dachach okolicznych budynków. Na koniec uroczystości papież nieoczekiwanie przeszedł przez gęsty tłum wiernych, wielu pielgrzymom podawał do uściśnięcia dłoń. Ochrona papieska z trudem powstrzymywała żywiołowo reagujących pielgrzymów i torowała Ojcu Świętemu drogę. - To chwila, która zapamiętam na całe życie. Ojciec Święty spojrzał mi prosto w oczy i podał rękę - powiedziała APP rozemocjonowana studentka z Krakowa. Komunię świętą rozdzielali wiernym koncelebransi i ok. 400 szafarzy. Przystąpiło do niej tylu wiernych, że trzeba ją było rozdawać jeszcze po tym, jak papież odjechał.

Policja ocenia, że na pl. Piłsudskiego i wokół niego zgromadziło się ok. 270 tys. pielgrzymów. To ponad trzy razy mniej niż optymistycznie przewidywali organizatorzy. - Jestem bardzo wzruszona tym spotkaniem. Zła pogoda nie tylko mi nie przeszkadzała, ale wręcz przeciwnie - pomagała skoncentrować na tym, co istotne - powiedziała APP siostra Faustyna, pracująca w szkole dla niewidomych w podwarszawskich Laskach. - Najbardziej zapamiętam słowa, że każdy z nas musi realizować swoje powołanie i świadczyć o swojej wierze. To chyba najważniejsze - twierdzi siostra Faustyna. - Przyjechało nas z Białorusi ponad tysiąc wiernych. Ja chciałabym prosić o to, by łatwiej było nam znosić trudy życia poza ojczyzną. Proszę też o zdrowie dla mojego syna - twierdzi pani Olga. Na pl. Piłsudskiego powiewały flagi m.in. Nowej Zelandii, Niemiec, Łotwy i Litwy.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!