Choć minęły dopiero trzy kolejki nowego sezonu, Legia już rozdaje prezenty. Bezbramkowy remis przy Łazienkowskiej z Cracovią, drużyną, która w zeszłym tygodniu dała sobie strzelić sześć bramek Lechii Gdańsk, to powód do ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Choć minęły dopiero trzy kolejki nowego sezonu, Legia już rozdaje prezenty. Bezbramkowy remis przy Łazienkowskiej z Cracovią, drużyną, która w zeszłym tygodniu dała sobie strzelić sześć bramek Lechii Gdańsk, to powód do wstydu i refleksji.

Po spotkaniu z Broendby Kopenhaga, w którym legioniści znów pożegnali się z pucharami (co z tego, że w dobrym stylu), miało być tylko lepiej. Tak mówili piłkarze, tak mówił trener Jan Urban.

- Wystarczy, że utrzymamy ten poziom, który pokazaliśmy w spotkaniach z Duńczykami - komentował lider zespołu Maciej Iwański.

Nawet tego warszawianie nie potrafią jednak zrobić. Z Cracovią niby mieli przewagę, niby częściej atakowali, ale gdyby mieli mniej szczęścia, w ich bramce nie stał Jan Mucha, a w Cracovii grałby napastnik nieco lepszej klasy niż Bartosz Ślusarski, mogło skończyć się kompromitacją.


Aby powalczyć z Legią przy Łazienkowskiej, nowy szkoleniowiec Pasów Orest Lenczyk potrzebował kilku dni na przygotowanie drużyny. Skoncentrował się na tradycyjnych rozmowach z zawodnikami oraz przywrócił do składu Arkadiusza Barana. No i odbył długą, bo ponadpięciogodzinną dyskusję z właścicielem Januszem Filipiakiem.

- Dlaczego trwało to tak długo? Bo pierwszy raz pracuję w klubie, którym rządzi profesor - puścił oko Lenczyk.

Co z tego, że obrona Cracovii była w sobotnim meczu momentami desperacka, ograniczała się do bezmyślnego wybijania piłki i kopania po nogach legionistów. O to właśnie chodziło. Bo krakowian na tyle w tym momencie było stać.

Zresztą jeśli chodzi o faule, legioniści nie pozostawali dłużni. Przykład? Jakub Rzeźniczak, który w 90. min spotkania bezmyślnym przewinieniem pod polem karnym rywala, chciał zapobiec kontrze. Na nic zdało się, że reprezentacyjny obrońca rozmawiał z sędzią... na kolanach. Robert Małek pokazał mu drugą żółtą kartkę.

Legia starała się grać szybko, z pierwszej piłki i kombinacyjnie. Czyli tak, jak życzył sobie tego Urban, i tak, jak szkolił zawodników podczas obozu przygotowawczego w Austrii. Wszystko wychodziło, ale tylko do 16 m przed bramką Marcina Cabaja.

Bramkarz Cracovii, którego synonimem w słowniku terminów piłkarskiej ekstraklasy jest słowo "babol", w końcówce spotkania zaczął nawet Legii pomagać. Raz, po silnym strzale Ariela Borysiuka, omal co nie skierował piłki do bramki. Po chwili fatalnie wyszedł do dośrodkowania. Jednak Legia nie potrafiła strzelić. Znów. Nawet bohater sprzed tygodnia z meczu z Arką Gdynia Maciej Rybus tym razem trafił w słupek. Jednak trudno wymagać od 20-latka, by co kolejkę ratował drużynie skórę.

Znów zawiódł Marcin Mięciel. Urban przed meczem na pytanie, dlaczego po raz kolejny postawił na 34-latka, a nie na młodego Adriana Paluchowskiego, odparł tylko: - To moja decyzja, nie muszę się tłumaczyć.

Naciskany po zakończeniu spotkania z Cracovią, czy może warto spróbować gry dwoma napastnikami, odparł: - Może i warto, ale nie przewiduję, by obok siebie występowali Mięciel z Paluchowskim. W takich meczach jak ten z Cracovią potrzebuję bardziej kreatywnych piłkarzy - tłumaczył szkoleniowiec wicemistrzów Polski.

Widać jednak, że nieporadność "Miętowego" już go irytuje. Z drugiej strony wie, że i Paluchowski, choć był najskuteczniejszym napastnikiem Legii w sparingach, prochu w lidze nie wymyśli. Pozostaje czekać więc na ozdrowienie Takesure'a Chinyamy. Ale to potrwa jeszcze przynajmniej kilka tygodni.

Miejsce w podstawowym składzie stracił Roger. O ile jeszcze niedawno Urban tłumaczył, że chce dać reprezentantowi Polski odpocząć, o tyle w sobotę nie ukrywał już niedyspozycji Guerreiro.

- Jest w słabszej formie, dlatego trafił na ławkę. Powoli muszę też zacząć myśleć, jak drużyna będzie wyglądała bez niego, bo Roger nie ukrywa, że chce odejść - tłumaczył Urban i zasugerował, że jeśli urodzony w Brazylii pomocnik nie znajdzie klubu w tym okienku transferowym, będzie dostawał coraz mniej szans. Jest bowiem przesądzone, że w grudniu przy Łazienkowskiej już go nie będzie.

Prawdziwą gratką są konferencje z trenerem Lenczykiem. Szkoleniowiec Cracovii znów dał show. Oto próbka:

- Czy jest pan cudotwórcą - pada pytanie.

- Dobrze, że tu są drzwi, bo bym wyskoczył - odpowiada Lenczyk.

- A gdzie by pan wyskoczył: na piwo, na dziewczyny? - dociskają dziennikarze.

- Wyskoczyłbym stąd, by nie mieć więcej takich pytań. Napiszcie to koniecznie! - rzuca. Konferencję zaczął od takiego zdania: - Chyba wy, dziennikarze, stęskniliście się za mną, co?

Oj, żeby pan wiedział, panie Oreście.



Sędziował: Robert Małek (Katowice)
Widzów: 5000

Legia: Mucha - Rzeźniczak III, Astiz, Szala, Komorowski I - Radović (46 Szałachowski), Iwański, Borysiuk (78 Roger), Giza, Rybus - Mięciel (66 Paluchowski). Trener: Jan Urban.
Cracovia: Cabaj - Mierzejewski, Polczak, Tupalski I, Derbich - Szeliga, Baran I (85 Wasiluk), Pawlusiński I, Moskała (90 Witkowski), Kłus (36 Sasin) - Ślusarski. Trener: Orest Lenczyk.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!