Leo Beenhakker ponoć nie ma w zwyczaju rozpamiętywać przeszłości. Część kibiców była jednak zdania, że przyjechał do Bydgoszczy odegnać stare demony. Tak się bowiem składa, że niemal dokładnie trzy lata temu jego zespół ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Leo Beenhakker ponoć nie ma w zwyczaju rozpamiętywać przeszłości. Część kibiców była jednak zdania, że przyjechał do Bydgoszczy odegnać stare demony. Tak się bowiem składa, że niemal dokładnie trzy lata temu jego zespół niemal się tu skompromitował, przegrywając na tym samym stadionie 1:3 z Finlandią w pierwszym meczu eliminacji Euro 2008. No, prawie na tym samym, bo obiekt Zawiszy przeszedł gruntowną renowację. Nie zmienia to faktu, że kojarzył się nam do tej pory wyłącznie źle. Tymczasem próba generalna przed decydującymi meczami eliminacji mistrzostw świata wypadła nieźle, choć nie porywająco. Polska pokonała Grecję 2:0, a obie bramki zdobył debiutujący w naszej reprezentacji Ludovic Obraniak.

Polska - Grecja 2:0 (0:0)

Leo Beenhakker ponoć nie ma w zwyczaju rozpamiętywać przeszłości. Część kibiców była jednak zdania, że przyjechał do Bydgoszczy odegnać stare demony. Tak się bowiem składa, że niemal dokładnie trzy lata temu jego zespół niemal się tu skompromitował, przegrywając na tym samym stadionie 1:3 z Finlandią w pierwszym meczu eliminacji Euro 2008. No, prawie na tym samym, bo obiekt Zawiszy przeszedł gruntowną renowację. Nie zmienia to faktu, że kojarzył się nam do tej pory wyłącznie źle. Z koszmarnym błędem Jerzego Dudka, po którym straciliśmy pierwszą bramkę. Z bezmyślnością Arkadiusza Głowackiego, który sprokurował rzut karny i zobaczył czerwoną kartkę. Z bezradnością Tomasza Frankowskiego, przeraźliwą tremą Jakuba Błaszczykowskiego i rozczarowaniem Mirosława Szymkowiaka, który na informację Beenhakkera, że obejrzy drugą połowę z wysokości ławki rezerwowych, wypalił ponoć pod nosem: "k...a, mógłby mi to chociaż po polsku powiedzieć". Wreszcie ze wściekłością Wojciecha Kowalewskiego, który mimo życiowej formy znów był tylko zmiennikiem Dudka.

"Po mundialu w Niemczech wydawało się, że kadra nie może grać w piłkę gorzej niż w Niemczech. Okazało się, że może" - w tym tonie pisały następnego dnia polskie gazety. Jak będzie tym razem? - zastanawiali się wszyscy. Z obawą, bo do tej pory sierpniowe mecze kontrolne nie wychodziły nam dobrze. Wystarczy przypomnieć ubiegłoroczne 0:1 z Ukrainą we Lwowie, zakończone pijackimi ekscesami kadrowiczów. Wszyscy mieli jednak nadzieję, że klasa rywala i obecność Obraniaka dodatkowo umotywują naszych piłkarzy. Beenhakker wszystkich zaskoczył, bo w wyjściowej jedenastce zabrakło nieoczekiwanie gwiazdy francuskiego Lille. Holender zdecydował się wystawić na lewej pomocy wyrzuconego kilka dni temu z Racingu Santander Euzebiusza Smolarka. Zaskoczyli również kibice, którzy wbrew zapowiedziom nie wypełnili trybun do ostatniego miejsca. Powód był ponoć prozaiczny, po prostu część z nich... zapomniała zabrać z domu dowody osobiste i nie zostali w związku z tym wpuszczeni na stadion (wymogi bezpieczeństwa).

Ci, którzy przyszli, stanęli na wysokości zadania. No, prawie wszyscy, bo jak zwykle znalazła się garstka idiotów, którzy postanowili wykorzystać mecz reprezentacji do załatwiania prywatnych porachunków z nieakceptowanym przez siebie prezesem Zawiszy Michałem Glińskim. Interwencja policji i odgłosy dezaprobaty ze strony reszty publiczności ostudziły jednak temperament kiboli .
Gospodarze zaczęli niemrawo, niemal bojaźliwie. Takie przynajmniej można było odnieść wrażenie, obserwując serię kiksów naszych obrońców. Na szczęście bez konsekwencji. Mniej więcej po kwadransie biało-czerwoni doszli jednak do wniosku, że nie taki ten (były już) mistrz Europy straszny.

Sygnał do ataku dał duet Lewandowski - Lewandowski. Rozgrywający 60. mecz w kadrze Mariusz kapitalnie podał do Roberta i mogliśmy tylko żałować, że pędzącego na grecką bramkę napastnika Lecha Poznań w ostatniej chwili powstrzymał nieprzepisowo Sokratis Papastathopoulos. Zobaczył za to żółta kartkę, cóż jednak z tego, skoro po chwili strzał z rzutu wolnego Jacka Krzynówka trafił w mur.


Ta sytuacja przekonała jednak chyba ostatecznie piłkarzy Beenhakkera, że opinie o żelaznej defensywie Greków również są mocno przesadzone. To, że do przerwy Polakom nie udało się zdobyć choćby jednej bramki, zawdzięczamy w zasadzie tylko ich brakowi koncentracji. A to Jakub Błaszczykowski, będąc (po podaniu Rogera Guerreiro) w sytuacji sam na sam z bramkarzem, zamiast strzelać, próbował w nieudolny sposób wymusić rzut karny. A to po dośrodkowaniu Marcina Wasilewskiego piłkę źle przyjął Roger. A to greccy obrońcy w ostatniej chwili powstrzymali aktywnego w pierwszej części Smolarka, który chyba zdawał sobie sprawę, że w drugiej połowie już go na boisku nie zobaczymy. W jego miejsce zobaczyliśmy wreszcie entuzjastycznie powitanego przez publiczność Obraniaka.

Kilka okazji mieli też rywale. Zwykle po akcjach naszą lewą stroną, gdzie gubił się ustawiony na boku defensywy Krzynówek. Gola udało się jednak strzelić w końcu naszym. Dwie minuty po wznowieniu gry strzelał Wasilewski, piłka trafiła w nogę Obraniaka i wpadła do siatki.

Kolejne minuty to ataki Greków i spokojna gra Polaków, przerywana od czasu do czasu kontratakami. I kiedy wydawało nam się, że nic już więcej się w tym meczu nie wydarzy, do akcji znów wkroczył Obraniak. Nasz świeżo upieczony rodak wykorzystał kapitalne podanie Błaszczykowskiego oraz zgranie Brożka i strzałem z kilku metrów nie dał szans Konstantinosowi Chalkisowi. Po drodze piłkę dotknął jeszcze wprowadzony po przerwie Paweł Brożek.

- Dobry piłkarz ten Obraniak - ocenił Błaszczykowski. - Przyda się drużynie. Czym mu się zrewanżujemy w szatni? To on musi teraz coś zafundować kolegom, żeby się lepiej zaaklimatyzować. Cały czas mamy szanse na awans do mistrzostw świata. Najważniejsze, że wciąż wszystko zależy od nas. Wszystko wciąż w naszych nogach - zapewniał.

To prawda. Przeciwko Irlandii Północnej (5 września w Chorzowie) biało-czerwoni będą musieli jednak zagrać z trochę większym zaangażowaniem, zwłaszcza niewidoczni długimi chwilami Roger i Murawski. Liczenie na łut szczęścia, jedną akcję i błysk Obraniaka czy Błaszczykowskiego to w spotkaniu, które musimy wygrać zbyt ryzykowna taktyka. Dobrze przynajmniej, że pewność siebie odzyskał Artur Boruc. Zaufanie kolegów z obrony chyba również. Okazywali mu to w najlepszy możliwy sposób, to znaczy... podając bramkarzowi Celticu Glasgow piłkę w polu karnym.





Polska - Grecja 2:0 (0:0)


Bramki: Obraniak 47, 78.

Żółte kartki: Wasilewski - Moras, Katsouranis.

Sędziował: Kenji Ogiya (Japonia)

Widzów: 20 000.

Polska: Boruc - Wasilewski, Żewłakow, Dudka, Krzynówek - Błaszczykowski (82 Saganowski), Murawski (76 Jodłowiec) M. Lewandowski, Smolarek (46 Obraniak) - Roger (76 Łobodziński) - R. Lewandowski (56 Paweł Brożek). Trener: Leo Beenhakker.

Grecja: Chalkias - Vyntra, Papastathopoulos, Moras (53 Papadopulos), Spyropoulos - Karagounis (63 Pasatzoglou), Katsouranis, Tziolis (80 Liberopoulos) - Salpingidis (46 Gekkas), Samaras, Charisteas (46 Amanatidis). Trener: Otto Rehhagel.

Wczoraj w grupie 3 eliminacji MŚ został rozegrany jeden mecz. Słowenia pokonała 5:0 San Marino. W tabeli prowadzi Słowacja (6 meczów - 15 pkt), przed Irlandią Płn. (7-13), Słowenią (7-11), Polską (6-10), Czechami (6-8) i San Marino (7-0).

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!