Polskie kino science-fiction. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Oto najlepsze filmy

Adam NawrockiZaktualizowano 
Zapomnijcie o Iron Manie, Batmanie i Supermanie. W latach 70. ubiegłego wieku w polskiej kinematografii pojawił się superbohater, którego Amerykanie mogą nam zazdrościć. Jan Walczak na co dzień jest zwyczajnym kreślarzem. Kidy jednak w trakcie upałów w Warszawie zaczyna znikać woda, wkracza do akcji jako As. W brawurowy sposób rozwiązuje sprawę i unika otrucia alkoholem. Błyskotliwy absurd, ironiczny portret socjalistycznej Polski i wiele niezapomnianych gagów – to znaki rozpoznawcze produkcji. FOT.: YOUTUBE.COM (As ostrzega - Alkohol trucizną! (Hydrozagadka))
Jeśli na hasło „polski film science-fiction” do głowy przychodzi ci jedynie „Seksmisja”, ta lista została stworzona z myślą o tobie. Na przestrzeni lat rodzimy twórcy z różnym skutkiem próbowali zmierzyć się z fantastyką naukową. Wybraliśmy więc 10 wartych poznania pozycji. Szczegóły w artykule poniżej.

Science-fiction nie jest gatunkiem, po jaki nasi twórcy kiedykolwiek sięgali tak często, jak chociażby ostatnio po komedie romantyczne. W historii polskiej kinematografii trafiły się jednak fantastyczno-naukowe, warte uwagi produkcje.

„Hydrozagadka”, 1970, reż. Andrzej Kondratiuk
Zapomnijcie o Iron Manie, Batmanie i Supermanie. W latach 70. ubiegłego wieku w polskiej kinematografii pojawił się superbohater, którego Amerykanie mogą nam zazdrościć. Jan Walczak na co dzień jest zwyczajnym kreślarzem. Kiedy jednak w trakcie upałów w Warszawie zaczyna znikać woda, wkracza do akcji jako As. W brawurowy sposób rozwiązuje sprawę i unika otrucia alkoholem. Błyskotliwy absurd, ironiczny portret socjalistycznej Polski i wiele niezapomnianych gagów – to znaki rozpoznawcze produkcji.

„Na srebrnym globie”, 1987, reż. Andrzej Żuławski
Ekranizacji książki Jerzego Żuławskiego podjął się jego stryjeczny wnuk. Andrzej Żuławski realizował film jeszcze w drugiej połowie lat 70. Władze wstrzymały jednak produkcję i została ona ukończona dopiero w kolejnej dekadzie. Dlatego w trakcie seansu usłyszysz głos reżysera tłumaczący jakich fragmentów zabrakło w finalnej wersji. Rzecz dzieje się w przyszłości na odległej planecie, gdzie w ręce kosmonautów wpada wideopamiętnik z próby stworzenia nowej cywilizacji na przypominającym Ziemię tytułowym globie. To nie mogło się dobrze skończyć...

„Golem”, 1979, reż. Piotr Szulkin
W tego typu zestawieniach nie może zabraknąć dzieł Piotra Szulkina, dlatego pojawi się on tutaj jeszcze raz. Reżyser, jak nikt inny w historii naszej kinematografii, poruszał się po terenach science-fiction. Wykorzystywał gatunek, aby w metaforyczny sposób krytykować ustrój socjalistyczny. Jego pełnometrażowy debiut to opowieść o tytułowym, stworzonym przez naukowców golemie, który zyskuje samoświadomość i postanawia się zbuntować przeciwko swoim twórcom.

„Ga, ga: Chwała bohaterom”, 1985, reż. Piotr Szulkin
Oczywiście prócz debiutu reżysera można by w zestawieniu umieścić jakąkolwiek inną pozycję z kwadrologii twórcy zapoczątkowaną „Golemem”. Na wspomnienie zasługuje zarówno „Wojna światów – następne stulecie”, jak i „O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji”. Zdecydowaliśmy się jednak na „Ga, ga: Chwała bohaterom”, bo film domyka nie tylko wspomnianą serię, ale również jest ostatnim w latach 80. dziełem Szulkina. Akcja dzieje się w przyszłości. Daniel Olbrychski wciela się w więźnia wysłanego na planetę Australia-458, gdzie traktowany jest jak bohater, ale żeby w pełni zadowolić wielbicieli będzie musiał... zginąć.

„Człowiek z magicznym pudełkiem”, 2017, reż. Bodo Kox
Bodo Kox pełnymi garściami czerpie z dorobku światowej popkultury, nie zapominając o rodzimych mistrzach. W „Człowieku z magicznym pudełkiem” ewidentne są inspiracje kinem Piotra Szulkina. Film osadzony jest w totalitarnej Polsce 2030 roku. Cierpiący na amnezję główny bohater podejmuje się pracy w korporacji, gdzie poznaje Gorię. Namiętny związek zostaje przerwany, kiedy Adam odnajduje radio umożliwiające podróż w czasie i utyka w latach 50. ubiegłego wieku. Partnerka ruszy mu na ratunek. Na uwagę w tym wypadku zasługuje również ścieżka dźwiękowa, bo w trakcie seansu usłyszymy kultowy „Krakowski spleen” zespołu Maanam.

„Czarne słońca”, 1992, reż. Jerzy Zalewski
„Czarne słońca” utrzymane są w klimatach znanych z amerykańskich filmów określanych często mianem tech-noir, czyli w uproszczeniu, thrillerów science-fiction. Główny bohater wychodzi z więzienia, do którego za wszelką cenę pragnie wrócić. Świadomie więc łamie prawo, ale nie osiąga swojego celu. Zamiast tego poznaje kobietę upierającą się, że jest jego matką i zaczyna pracować jako ochroniarz pewnej striptizerki. Kim jest tajemniczy mężczyzna imieniem Tadeusz? Być może pochodzi z kosmosu i ma zaprowadzić porządek na naszej planecie. Nic nie jest wykluczone.

„Avalon”, 2001, reż. Mamoru Oshii
Amerykański krytyk J. Hoberman uważa, że jest to jeden z najważniejszych filmów pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. „Avalon” to koprodukcja polsko-japońska. Za kamerą stanął Mamoru Oshii, a na ekranie zobaczymy chociażby znaną twarz Małgorzaty Foremniak i usłyszymy rodzimy język. W niedalekiej przyszłości ludzie spędzają coraz więcej czasu w wirtualnej rzeczywistości, grając w tytułową grę wojenną, która ma ukryty poziom. Odkryć zamierza go główna bohaterka Ash.

„Test pilota Pirxa”, 1978, reż. Marek Piestrak
Mówiąc o polskim kinie gatunkowym nie można nie wspomnieć o Marku Piestraku, na którego filmy widzowie udawali się w rekordowych liczbach. Pełnometrażowy debiut późniejszego twórcy „Klątwy doliny węży”, to adaptacja opowiadania Stanisława Lema. Tytułowy Pirx jest dowódca statku kosmicznego. W jego załodze znajduje się android zaprogramowany, aby uratować pojazd po wywołanym przez koncern wypadku.

„Photon”, 2017, reż. Norman Leto
Ten film zainspirowały książki fizyka Davida Deatscha. Twórcy stawiają sobie za cel w przystępny sposób zobrazować nurtujące naukowców pytania dotyczące naszego istnienia, historii i przyszłości. Jest to trzyczęściowa opowieść o materii, powstawaniu życia i tego co nas czeka.

„Przekładaniec”, 1968, reż. Andrzej Wajda
Co prawda ten film trwa jedynie nieco ponad pół godziny, ale jakże intensywnym przeżyciem jest ten krótki seans. Scenariusz do „Przekładańca” napisał na podstawie własnego opowiadania sam Stanisław Lem. Za kamerą stanął Andrzej Wajda. Jest to historia kierowcy rajdowego, który co chwilę ulega wypadkom. Żeby utrzymać go przy życiu przeszczepiane mu są organy... niekoniecznie ludzkie.

Wideo

Materiał oryginalny: Polskie kino science-fiction. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Oto najlepsze filmy - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3