Końcowe metry

Końcowe metry. Hipoliner już wygrał, Merlini (przy bandzie) będzie trzeci. Za nimi Dżygit i Zico (© Marcin Obara/POLSKA)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Niepowtarzalny gwar publiczności, robiący znakomitą atmosferę podczas mityngów wyścigowych, powrócił w niedzielę na tor na Służewcu podczas tradycyjnej Wielkiej Warszawskiej, będącej w polskim programie wyścigów odpowiednikiem Prix de l'Arc de Triomphe w Paryżu.

Tym razem najważniejsze były wyścigi, bez większości niepoważnych dodatków czyniących z toru wyścigowego zwykły jarmark. Zniknęła irytująca muzyka z głośników. Zostały kucyki dla dzieci i parę innych pożytecznych drobiazgów. Organizatorzy zaufali jak dawniej ludziom i nie przeszkadzali im być sobą. Było ciasno, ale energetycznie i pięknie.

Wielka Warszawska była dopiero siódmym z kolei wyścigiem. Po najlepszych w sezonie czasach wcześniej w głównych gonitwach dla dwulatków wiadomo było, że bieżnia jest nośna i faworyzuje szybkość, inaczej niż w dniu Derby po kilku ulewach, kiedy na grząskiej bieżni wygrały Soros przed Zico i Merlini przed Hipolinerem.

Wystartowały wszystkie nasze najlepsze długodystansowe trzyletnie i starsze ogiery i dwie najlepsze klacze. Po zwycięstwie w Nagrodzie St. Leger faworytem dwa do jednego był Merlini. Zico był drugą grą, razem z Sorosem, który jest lepszy na miękkiej bieżni. Konie dobrze wyglądały na padoku, żaden nie odstawał. 6-letni Merlini wyróżniał się posturą, jego rówieśnik Hipoliner szlachetnością.

Nikt nie zapisał pacemakera i były obawy, czy ranga wyścigu na tym nie ucierpi. Na pierwszym wirażu na front wyszedł Zico, pod ściągniętym z Austrii Edwinem Dubrawką i podkręcił tempo. Za nim galopował Dżygit. Wyścig był mocny.

Piotr Piątkowski jechał na Merlinim w środku 10-konnej stawki, cały czas przy listwie i kiedy konie wpadły na końcową prostą, liczącą ponad pięćset metrów, nie miał wolnej drogi. Blokowały ją Zico i Dżygit. Zdecydował się nieco zaczekać. Zaatakował od razu, gdy zobaczył pół wolnego toru przy listwie. Merlini ruszył energicznie i przez moment wyglądało, że sobie poradzi, kiedy od zewnętrznej pojawił się finiszujący Hipoliner i na dwieście metrów przed celownikiem był już pierwszy. Piątkowski poderwał go jeszcze, ale ten wysiłek kosztował go utratę drugiego miejsca, gdy pod Piotrem Krowickim do walki wrócił rewelacyjny trzylatek Dżygit.

Młody dżokej Anton Turgajew, jeżdżący na stałe dla stajni Damis, odniósł największy sukces w karierze, rozwijając się od Derby 2006, kiedy na tym samym koniu dał się ograć jako dziecko Kamerdynerowi.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!