Ministerstwo Edukacji postanowiło: od września w każdej szkole mają być szafki lub miejsce na podręczniki. Ma to odciążyć kręgosłupy uczniów. Ale rodzice i dyrektorzy szkół mówią, że w szkołach miejsce na książki już jest. Problemem są same podręczniki.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Szafki na książki? To dopiero rewolucja - denerwuje się Iwona Szymacha, mama gimnazjalistki i członkini rady rodziców w jednej z warszawskich szkół. - Nasz system jest tak skonstruowany, że dziecko musi mieć podręcznik w domu, by odrabiać lekcje, więc same półki w szkole niczego nie załatwiają - tłumaczy.

W tej szkole rodzice wzięli sprawy w swoje ręce. W ubiegłym roku szkolnym kupili ponad 600 podręczników dla całej szkoły za ok. 20 tys. zł. Sami chodzili od wydawnictwa do wydawnictwa i negocjowali rabaty. Po to, by dzieci miały drugi komplet w szkole i nie musiały ich taszczyć w plecaku. - Powaliły nas ceny podręczników. Nawet z 20-procentowym rabatem, który po ciężkich bojach udało nam się uzyskać, komplet kosztował ponad 300 zł - mówi Szymacha.

Regały w każdej sali i szafki w szatni są też w Szkole Podstawowej nr 92 na Żoliborzu. - Problem nie polega na zorganizowaniu miejsca na książki czy rzeczy uczniów - mówi Hanna Konwińska, dyrektor szkoły. - Problemem jest to, że co roku zmieniają się podręczniki, a my musimy co chwilę zderzać się z organizowaniem drugiego kompletu do korzystania na lekcji, by nie obciążać dzieci - tłumaczy.

Według ekspertów waga tornistra nie powinna przekraczać 10-15 proc. masy ciała dziecka, czyli 2,5-4 kg. Tymczasem w podstawówkach uczniowie taszczą nawet 10-kilogramowe plecaki. Tak napakowany tornister powoduje zbyt duże obciążenie kręgosłupa, co prowadzi m.in. do zmian chorobowych, skoliozy czy dyskopatii. Może też przeciążać stawy biodrowe, kolanowe i skokowe. Z zeszłorocznego raportu Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego wynika, że schorzenia kręgosłupa zdiagnozowano u ponad 7 tys. uczniów do 18 roku życia w Warszawie. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są za ciężkie plecaki, które dźwigają maluchy.

Ale w Warszawie rozporządzenie ministerstwa niewiele zmieni. - Połowa naszych szkół ma już szafki dla uczniów - mówi Beata Murawska, z-ca dyrektora biura edukacji ratusza. - Reszta radzi sobie, wygospodarowując miejsce na regałach w salach czy w szatni - dodaje.

Dlatego stołeczne szkoły wprowadzają w życie własne pomysły na zmniejszenie zawartości plecaków. Organizują np. ważenie tornistrów, tłumaczą dzieciom, by nie pakowały niepotrzebnych rzeczy, rozdają nagrody tym z najlżejszymi torbami. Szkoła Podstawowa nr 103 wylansowała nawet modę na plecaki na kółkach.

- Ważna jest też czujność rodzica. Dzieci są w stanie spakować do szkoły najbardziej nieprawdopodobne i zupełnie niepotrzebne rzeczy - tłumaczy Murawska.

- Miejsce na książki w szkole to świetny pomysł. Szkoda tylko, że nie rozwiązuje problemu, a rodzic dalej będzie musiał kombinować, by dziecko nie szło do szkoły, uginając się pod ciężarem tornistra - sumuje Elżbieta Piotrowska-Gromniak, koordynator programu TRIO Rodzice w edukacji.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!