Pierwszy zobaczył go Zygmunt Dulko, rolnik z Salinka, kaszubskiej wsi ukrytej wśród bagien i łąk. Runął na jego podwórko, wprost na kamienie.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Pomyślałem, że to jastrząb poluje na moje kury. Dziwny ptak. Podobna para latała jakiś czas temu nad łąkami. Może to ich potomek? - zastanawia się pan Zygmunt. Przykrył ptaka kurtką, włożył do klatki, postawił miskę z wodą, wrzucił kawały mięsa. Minęła doba. Ptak nic nie tknął, słabł w oczach. Sąsiad pana Zygmunta powiedział, że za jeziorem mieszkają tacy, co na pewno mu pomogą. - Ta pani, jak go zobaczyła, to się jej oczy zaśmiały - wspomina.

- A co mi się miały nie zaśmiać, skoro zobaczyłam rybołowa - pyta Marzenna Nowakowska, biolog i dziennikarka pisząca o zwierzętach. - To gatunek tak rzadki, że znalazł się na czerwonej liście zagrożonych wyginięciem gatunków. W Polsce jest tylko 75 par - tłumaczy. Ale na tym radość Marzeny się skończyła. Ptak miał uszkodzone skrzydło, był odwodniony i bardzo głodny. - Do tego stopnia, że zaczął "zjadać" swoje mięśnie - wtrąca Jarosław Nowakowski, ornitolog z tytułem doktora, mąż Marzeny.

O losie rybołowa przesądził telefon do Andrzeja Kruszewicza, dyrektora warszawskiego zoo i jednego z najlepszych ptasich chirurgów w Europie. - Usłyszałam, że zaraz musi się znaleźć na stole operacyjnym - mówi Nowakowska. Nie traciła ani minuty. Obdzwoniła kilka instytucji, sprawdziła, o której jest najbliższy samolot do Warszawy. Barbara Solarska z LOT w godzinę załatwiła ptakowi transport do stolicy. O godz. 13 ptak wystartował z lotniska w Gdańsku-Rębiechowie.

Rybołów doleciał na warszawskie lotnisko Cargo o godz. 15.20 i... utknął w magazynie LOT. Kierowca zoo Janusz Alaba usłyszał, że ptaka nie dostanie, bo nie ma stosownego upoważnienia. - Tyle ludzi dobrej woli stanęło na głowie, by przewieźć rybołowa do Warszawy, a sprawa miała się odbić o biurokrację! - pomstował Andrzej Kruszewicz. Po interwencji u władz lotniska "chory" został wydany Alabie, który odebrał już z lotniska niejednego rannego ptaka. W Ptasim Azylu warszawskiego zoo pacjenta zbadała doświadczona w leczeniu ptaków lekarz weterynarii. Doktor Andrzej Kruszewicz zobaczy go dopiero dziś. - Jeśli ktoś spodziewał się, że od razu trafi na stół operacyjny, bardzo się mylił. Ptakowi trzeba dać czas na odpoczynek. Lot był dla niego potwornym stresem. Operowanie tak wzburzonego zwierzęcia mogłoby się skończyć tragicznie - tłumaczy Kruszewicz. Przypuszcza, że pacjent został postrzelony. - W mojej karierze leczyłem kilka rybołowów. Wszystkie były albo zatrute, albo postrzelone. Myśliwi upatrzyli sobie te ptaki za cel. Nie kulinarny, ale "honorowy". Polują na nie z czystej zawiści - rybołów efektownie pikujący ku tafli i jednym zgrabnym ruchem wyławiający półkilogramowego karpia może zdenerwować niejednego wędkarza - ironizuje Andrzej Kruszewicz. Według dyrektora zoo, doktora weterynarii, ornitologa i twórcy Ptasiego Azylu, pomorski rybołów jest już osobnikiem dorosłym. - Nie ma mowy o tym, by było to pisklę. Wrzesień to czas, kiedy rybołowy odlatują do Afryki. Wylęgają się w maju, więc teraz mają około czterech miesięcy i są już w pełni ukształtowane i samodzielne - uważa dr Kruszewicz.

Dziś dyrektor zapozna się z wynikami badań rybołowa i zadecyduje o jego dalszym losie.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!