Ksiądz Kazimierz Sowa po ośmiu latach przywykł do Warszawy i ceni jej tempo

Ksiądz Kazimierz Sowa po ośmiu latach przywykł do Warszawy i ceni jej tempo. Ale dla higieny biesiaduje z kolegami z Klubu Krakowian i regularnie odwiedza rodzinne miasto. (© fot. Bartłomiej Ryży)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Chcą być razem, bo pochodzenie zobowiązuje. Krakowianie, poznaniacy, kielczanie zakładają w Warszawie własne loże i stowarzyszenia. Ci bardziej znani wspierają tych, którzy dopiero tu przyjechali. Bo razem łatwiej w stołecznej dżungli.

Zimno dziś na polu - ks. Kazimierz Sowa, dziennikarz i redaktor programu Religia.tv, do dziś nie nauczył się wychodzić na dwór i po ośmiu latach nadal zdarza mu się powiedzieć: "Chodźże, no!". Ale starannie rozróżnia "czy" i "trzy" i nie przeszkadza mu, że ktoś "był na dworze". - Oczywiście, dla higieny regularnie jeżdżę do Krakowa. Szczególnie weekendy wydają mi się w Warszawie nienaturalne i puste - mówi ksiądz Sowa. - Ulice się wyludniają, ludzie szukają schronienia w centrach handlowych. Kompletne przeciwieństwo Krakowa, który w piątek wieczorem naprawdę zaczyna żyć - tłumaczy.

Pięć lat temu brak tego życia bardzo mu doskwierał i szukał kontaktu z krajanami. Spotykali się w niewielkiej restauracyjce na Starym Mieście - ksiądz Sowa, Edward Miszczak, Piotr Gaweł i kilkunastu innych. Z tygodnia na tydzień grupa się powiększała, trzeba było łączyć stoliki. Wśród unoszącego się dymu papierosów zasiadali pisarze, dziennikarze, lekarze i biznesmeni, których łączy to, że są - jak nazywają ich warszawiacy - krakusami.

To na jednym z takich spotkań spontanicznie narodziła się idea Klubu Krakowian im. Króla Zygmunta III. Najważniejszym aspektem działań klubu było organizowanie comiesięcznych spotkań, które imitowały krakowski rytuał biesiadowania i dyskutowania. - Nasze wieczorki odbywały się w różnych restauracjach. Każdy uczestnik musiał zapłacić 20 zł, ponieważ były to składkowe spotkania - wyjaśnia ks. Sowa.

Zaznacza, że sam jedynie pomieszkuje w stolicy. Bo krakowianin nie mieszka w Warszawie. On tu jedynie przebywa i pracuje. Żałuje, że ma coraz mniej czasu na udzielanie się w klubie i że stara gwardia woli teraz spotykać się prywatnie, po domach.

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

krakus (gość)

Dla mnie wyjeżdzający do Warszawy krakus to wstyd.Kompletnie nie rozumiem, jak można zamienić stolicę.Jeśli wyjeżdza się na zarobek to tylko za granicę