Rob Halford z Judas Priest: "Era gigantów rocka dobiegła końca" [ROZMOWA NaM]

Judas Priest to pionierzy niemal pod każdym względem - ich brzmienie zainspirowało Motörhead i wiele innych heavymetalowych zespołów; to oni sprawili, że metal nierozerwalnie kojarzy się ze skórzanymi kurtkami, ćwiekami i motocyklami Harleya-Davidsona. Przed nadchodzącym koncertem, który odbędzie się 27 czerwca w łódzkiej Atlas Arenie, porozmawialiśmy z Robem Halfordem, wokalistą grupy i jednym z najbardziej charakterystycznych głosów metalowej sceny muzycznej.

Marcin Śpiewakowski: Jak opisałbyś Judas Priest komuś, kto nigdy o Was nie słyszał?
Rob Halford: Trudne pytanie – żeby udzielić prawdziwej odpowiedzi, trzeba by skondensować 40 lat heavy metalu. Judas Priest to dziesiątki albumów, setki piosenek, tysiące koncertów – prawdziwa esencja jest w muzyce. Ale jednym zdaniem: gramy heavy metal od ponad 40 lat i wciąż to kochamy.

Pytam, bo na legendę Judas Priest składa się wiele czynników pozamuzycznych. Okładki Waszych płyt można zobaczyć w reklamach wódki i na koszulkach w GAP-ie. Jak myślisz, co po Was zostanie, poza muzyką?
Na pewno rzesza wiernych fanów, piękne wspomnienia, przyjaźnie zbudowane przy naszej muzyce. Zawsze podkreślamy znaczenie fanów, bo bez nich Judas Priest nie mógłby istnieć. Ale cieszę się, że wspomniałeś o okładkach, bo wydaje mi się, że dzisiaj nie przykłada się już do nich tak dużej wagi. Cieszę się, że mamy w swoim dorobku tak kultowe motywy graficzne, jak stalowy orzeł ze „Screaming for Vengeance” czy żyletka z „British Steel”. Te grafiki są integralną częścią tego, czym jest Priest. Przykładamy ogromną wagę do najdrobniejszych szczegółów.

Bardzo ważnym elementem Judas Priest jest też Wasz wizerunek sceniczny. Czujesz, że stworzyliście heavymetalową estetykę?
Początkowo zespoły grające heavy metal nie różniły się od grup grających blues rocka, z którego wywodzi się ten gatunek. Dopiero pojawienie się takich zespołów jak Judas Priest czy Black Sabbath sprawiło, że za nową muzyką przyszedł też nowy wizerunek. Traktuję to bardzo poważnie. Zawsze myślałem w ten sposób – kiedy kupujesz bilety na koncert Judas Priest, chcesz nie tylko usłyszeć, ale też zobaczyć najlepsze możliwe show. Dlatego poświęcamy dużo czasu i pieniędzy na wizualny aspekt koncertów. Jestem dumny, że uważa się nas za zespół, który stworzył tę estetykę.

Czytaj też: Scorpions: "Naprawdę mieliśmy przejść na emeryturę. Nie wiemy, co poszło nie tak" [ROZMOWA NaM]

Skąd bierzesz pomysły na rekwizyty, z których korzystasz na scenie? O ile motocykle są jeszcze w miarę oczywistym wyborem, to skąd wziął się np. automatyczny karabin maszynowy?
Wow, nieźle się przygotowałeś! Z tego, co pamiętam, z karabinu strzelałem tylko na kilku koncertach dawno temu w USA… nie sądzę, żeby dzisiaj pozwolili mi robić takie rzeczy. (śmiech)

Żałujesz trochę?
W obecnej sytuacji – nie. Wiesz, moglibyśmy rozmawiać godzinami o strasznych rzeczach, które dzieją się na świecie przez broń. Dzisiaj nie wniósłbym karabinu na scenę, nawet gdyby było wolno mi to zrobić. Zawsze unikaliśmy taniej sensacji czy szokowania dla samej kontrowersji. A rekwizyty były i są pewnego rodzaju przedłużeniem piosenek – kajdanki i łańcuchy nawiązują do „Breaking the Law”, motocykle to oczywiście motyw z „Hell Bent for Leather” i tak dalej.

Jak oceniasz Wasze obecne koncerty?
Czuję, że jesteśmy w najwyższej formie – ciągle mamy w sobie pasję, mnóstwo energii i determinacji. Myślę, że każdy ma świadomość, że koncert Judas Priest to wydarzenie i możliwość zobaczenia w akcji ludzi, którzy stworzyli ten gatunek.

Nie odcinacie tylko kuponów od dawnej sławy – pięć lat temu zdobyliście Grammy w kategorii najlepszy metalowy występ na żywo, Wasz najnowszy album, „Redeemer of Souls”, osiągnął w USA większy sukces niż którykolwiek z jego poprzedników. Jest jeszcze coś, co chcielibyście osiągnąć w muzyce?
W Stanach Grammy to naprawdę duża sprawa i wielki prestiż, więc cieszymy się, że zostaliśmy w ten sposób wyróżnieni, ale zawsze jest jeszcze coś, co można osiągnąć. Nie skupiamy się tylko na naszych osiągnięciach – zawsze patrzymy w przyszłość i nieustannie zastanawiamy się „co będzie dalej?”. Kiedy skończymy obecną trasę, zrobimy krótką przerwę, a potem będziemy robić plany. Droga metalu nigdy się nie kończy.

A jednak w 2011 r. ogłosiliście pożegnalną trasę – rozumiem, że sprawa jest już nieaktualna.
Powiem ci szczerze – cztery lata temu Judas Priest był w zupełnie innym miejscu, niż dzisiaj. Rozważaliśmy różne rzeczy, braliśmy pod uwagę różne scenariusze – jednym z nich była trasa, może nie tyle pożegnalna, ile podsumowująca pewien etap. Ale, jak na pewno wiesz, tuż przed rozpoczęciem tej trasy K.K. [Kenneth Downing, gitarzysta i jeden z założycieli grupy – przyp. red.] opuścił zespół. Był to dla nas równie wielki szok, co dla fanów. Mieliśmy przygotowaną trasę, zaplanowane koncerty. Zaczęliśmy w panice szukać kogoś, kto godnie go zastąpi, kto wyjdzie na scenę i – jak to mówimy – zrobi robotę. I znaleźliśmy Richiego Faulknera, niezwykle utalentowanego muzyka. Kiedy Richie do nas dołączył, zmieniła się atmosfera w zespole: poczuliśmy zastrzyk energii, chcieliśmy zobaczyć, na co jeszcze nas stać. Tak wyglądała sytuacja. Mam tylko nadzieję, że fani nie mają poczucia, że chcieliśmy ich oszukać.

Czytaj też: Joe Elliott: "Piosenek rockowych nie piszesz z myślą o tym, co wydarzy się za trzydzieści lat" [ROZMOWA NaM]

Niedawno Gene Simmons z Kiss, zapytany o radę dla początkujących muzyków rockowych, powiedział „Znajdźcie sobie prawdziwą pracę. Rock umarł”. Joe Elliott z Def Leppard twierdzi, że od dawna nie słyszał w muzyce nic specjalnie ekscytującego. Zgodziłbyś się z nimi?
Zawsze w takich sytuacjach cytuję Neila Younga, jednego z moich ulubionych muzyków, który śpiewa „Hey hey, my my, rock and roll will never die”. Mam ponad sześćdziesiąt lat, sporo przeżyłem, widziałem jak powstają i odchodzą w niepamięć różne odmiany rocka, ale nadal głęboko wierzę w te słowa. Pewnie, że nie jest już tak samo, jak w latach 70., 80. czy 90. – Internet wiele zmienił, sporo rock'n'rollowej magii bezpowrotnie przepadło. Era gigantów rocka dobiegła końca i może nie będzie już nikogo na miarę Roberta Planta czy Axla Rose’a. Ale to tylko jedna strona medalu. Z drugiej – mamy teraz mnóstwo świetnych młodych zespołów, jak Five Fingers Death Punch, Avenged Sevenfold, Royal Blood i tak dalej. Każdego dnia znajduję coś świeżego, czego nie słyszałem nigdy wcześniej. Patrzę w przyszłość z optymizmem.

Cenisz jakichś artystów spoza świata rocka?
Jestem wielkim fanem Lady Gagi. To nieprawdopodobnie utalentowana osoba o niesamowitym głosie, która daje świetne show, pisze fantastyczne numery i, co najważniejsze, jest kobietą. Cieszę się, że w świecie muzyki pojawia się coraz więcej silnych charyzmatycznych kobiet. Najwyższa pora.

Judas Priest wystąpią 27 czerwca w łódzkiej Atlas Arenie. Bilety można kupić na stronie Live Nation, organizatora koncertu.

Wideo

Marcin Śpiewakowski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3