Maciej Lampe i Marcin Gortat (czerwone koszulki) - polskie wieże zdobyły w sumie 37 pkt

Maciej Lampe i Marcin Gortat (czerwone koszulki) - polskie wieże zdobyły w sumie 37 pkt (© Paweł Relikowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

To jest po prostu kosmos, co dziś zrobili chłopcy. W życiu nie myślałem, że spotka mnie takie szczęście i przeżyję takie emocje - mówił uradowany prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman Ludwiczuk. Razem z nim cieszyło się prawie siedem tysięcy kibiców. Wrocławska Hala Stulecia dosłownie eksplodowała we wtorek ze szczęścia.

Miała powód, bo reprezentacja Polski w drugim meczu mistrzostw Europy ograła 86:75 Litwę, jednego z faworytów turnieju, trzykrotnych medalistów olimpijskich i trzykrotnych mistrzów Europy! Dzięki dwóm zwycięstwom awans do rundy kwalifikacyjnej mamy już zapewniony.

Dodajmy, że w pełni zasłużenie. Litwini przystąpili do meczu z nami bardzo zmotywowani, ale również spięci. W pierwszym grupowym spotkaniu nieoczekiwanie ulegli Turcji. Porażka z Polską oznaczałaby, że awans tej utytułowanej drużyny zawiśnie na włosku. W pierwszych minutach widać było wyraźnie, że goście nie radzą sobie z presją.

Polacy rozpoczęli za to fenomenalnie. Zwłaszcza Maciej Lampe. Gra nowego nabytku izraelskiego Maccabi Tel Awiw to na razie jedna z najprzyjemniejszych niespodzianek turnieju. Od zawsze uchodził za wielki talent. Już jako 18-latek dostał się do NBA, gdzie jednak nie zrobił kariery. Głównie z powodu "zatrucia" sukcesem. Kadra też długo nie miała z niego pożytku, bo grać w niej po prostu nie chciał. Na szczęście wygląda na to, że okres młodości "chmurnej i durnej" ma już za sobą.

We wtorek najpierw zaliczył zbiórkę w ataku zakończoną celnym rzutem spod kosza. Po chwili trafił za trzy. Kiedy po szybkiej kontrze efektowny wsad wykonał Michał Ignerski, zrobiło się 7:0 i trener Ramunas Butautas musiał poprosić o czas. Po nim goście wciąż sprawiali jednak wrażenie zagubionych i pogrążonych w chaosie. Nie trafili pięciu pierwszych rzutów z gry i dwóch wolnych. - Zagraliśmy bardzo zły mecz. Bez dyscypliny, bez obrony - szczerze przyznał po ostatniej syrenie Butautas.

Tymczasem biało-czerwoni nie zwalniali tempa i grali jak w transie. Krzysztof Szubarga i David Logan trafili z dystansu, Lampe popisał się akcją 2+1 i już w 7. minucie było 20:9!

Litwa to jednak klasowy zespół. Czwarte miejsce na ubiegłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i brązowy krążek na poprzednim EuroBaskecie w Hiszpanii nie wzięły się z niczego. Choć Butautas nie zabrał do Polski tak znakomitych zawodników jak Arvydas Macijauskas, Rimantas Kaukenas czy Sarunas Jasikevicius, to wciąż mógł jednak liczyć na dwunastu innych graczy.


- To oni są faworytami naszej grupy - mówił jeszcze w poniedziałek Lampe.

Szybko zresztą przekonaliśmy się o sile Litwinów. Wystarczyło im 200 sekund, by zredukować straty i wyjść na prowadzenie 23:22. Trudny do zatrzymania był zwłaszcza środkowy Marijonas Petravicius (11 punktów przed przerwą), któremu dzielnie sekundował zabójczo skuteczny wczoraj Simas Jasaitis (9 celnych rzutów z gry na 11 prób).

W drugiej kwarcie Polacy mieli duże kłopoty z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy. W tej odsłonie zanotowali aż 6 strat. Krzysztof Szubarga, David Logan rehabilitowali się jednak dobrą skutecznością rzutów. Obaj do przerwy zdobyli po 10 punktów, ale Amerykanin z polskim paszportem często grał egoistycznie, gubił się w swoich szalonych slalomach między obrońcami. Po jednym z takich zagrań, w Hali Stulecia… nastała ciemność! Zgasło światło, momentalnie błysnęły za to flesze aparatów. Po dwóch minutach wróciła normalność i mecz mógł toczyć się dalej, nadal pod dyktando Polaków.

Druga połowa spotkania miała dwóch bohaterów. Lampe w trzeciej kwarcie zdobył 10 z 18 punktów dla Polski, ale prawdziwy popisał dał Michał Ignerski. Reprezentacyjny skrzydłowy na początku ostatniej odsłony w ciągu 59 sekund trzy razy trafił za trzy punkty i powiększył prowadzenie Polski do piętnastu oczek (71:56). Końcówka była nerwowa. Nasi byli już zmęczeni i popełniali błędy. W efekcie grający agresywnie w obronie Litwini doszli nas na 7 pkt, a do końca pozostawała minuta. Gdy jednak nie trafił Simas Jasaitis, stało się już jasne. Polacy wygrają z wielką Litwą!

- Musimy nauczyć się radzić sobie z taką presją w trudnych momentach, nie spalać się, grać swoje. Teraz ważne jest jednak tylko to, że możemy się cieszyć razem z naszym kibicami - podsumował Maciej Lampe.


- Wiem, ile znaczy to zwycięstwo, bo wiem, jaka jest różnica między koszykówką polską a litewską. Musimy jednak o tym zapomnieć, bo mistrzostwa to nie tylko jeden mecz. Czekamy już na kolejne - dodał trener biało-czerwonych Muli Katzurin.

- Na co stać Polskę w EuroBaskecie? Możemy znaleźć się w najlepszej ósemce - zgodnie twierdzili eksperci przed mistrzostwami Starego Kontynentu w koszykówce. Jeśli tak dalej pójdzie, będą musieli wyżej zawiesić naszym poprzeczkę!

Dzisiaj o godz. 18.15 Polacy powalczą o pierwsze miejsce w grupie z Turcją.



Grupa D
Polska - Litwa 86:75 (25:23, 17:9, 18:18, 25:26)

Polska: Lampe 22, Logan 19, Ignerski 16, Gortat 15, Szubarga 12, Roszyk 2, Chyliński 0, Szewczyk 0, Koszarek 0
Litwa: Jasaitis 21, Maciulis 14, Petravicius 13, Javtokas 6, Kleiza 6, Jomantas 5, Delininkaitis 4, K. Lavrinovic 3, Mazutis 2, D. Lavrinovic 1

Turcja - Bułgaria 94:66 (24:15, 29:13, 24:19, 22:14)

1. Turcja 2 4 178-142
2. Polska 2 4 177-152
3. Litwa 2 2 151-170
4. Bułgaria 2 2 144-184

Do rozegrania: Polska - Turcja, Litwa - Bułgaria

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!