Gortata i jego kolegów czeka dziś nie lada wyzwanie

Gortata i jego kolegów czeka dziś nie lada wyzwanie (© Paweł Relikowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Reprezentacja Polski koszykarzy udanie rozpoczęła mistrzostwa Europy w koszykówce. Wygrana z Bułgarią pozwala nam realnie myśleć o wyjściu z grupy. Aby być pewnym awansu, potrzebujemy jednak zwycięstwa z innym grupowym rywalem: Litwą, z którą gramy dzisiaj, bądź Turcją.

Litwini zgłaszający medalowe aspiracje nieoczekiwanie przegrali wczoraj z Turcją 76:84. Spotkanie rozpoczęło się udanie dla zespołu znad Bosforu. Dzięki ośmiu punktom skrzydłowego Ersana Ilyasovy Turcy prowadzili 11:6, potem 13:9. Na dalszą ucieczkę Litwini jednak nie pozwolili.

W ich drużynie znakomicie spisywał się środkowy Marijonas Petravicius, który w pierwszej połowie rzucił aż 15 punktów. W tureckiej drużynie pierwsze skrzypce nadal grał Ilyasova (13 oczek), ale z powodzeniem wspierał go kolega Marcina Gortata z Orlando Magic Hedo Turkoglu (11 punktów).

Po przerwie w litewskiej ekipie w końcu przebudził się sowicie opłacany przez Olympiakos Pireus Linas Kleiza (będzie zarabiał w tym klubie 6 mln dol. rocznie). Siedem zdobytych przez niego punktów to wciąż było jednak za mało na nadspodziewanie dobrze grających Turków. Zespół Bogdana Tanjevica przez całą trzecią odsłonę utrzymywał prowadzenie sięgające kilku punktów(w 30. min było nawet 63:55).

W decydujących minutach Litwini w akcie rozpaczy uciekli się do zawsze groźnej broni, jaką są rzuty za trzy punkty. Tym razem zza linii 6,25 m byli jednak mało skuteczni. Wprawdzie w całym meczu trafili z dystansu dziewięć razy, ale potrzebowali do tego aż 25 prób. Znakomity w tym elemencie był tylko Simas Jasaitis (4/4).

Na niespełna 120 sekund przed ostatnią syreną było już 76:66 dla Turcji. Litwini nie zamierzali się łatwo poddawać i zdołali zredukowali straty do 4 pkt (80:76), co okazało się jednak szczytem ich możliwości.

Warto dodać, że o ile na boisku toczył się dość wyrównany pojedynek, o tyle na trybunach niepodzielnie rządzili zakochani w koszykówce fani z Litwy.

Reprezentację Ramunasa Butautasa w pierwszym meczu EuroBasketu wspierało w Hali Stulecia około 2 tys. kibiców wyposażonych w kilkanaście bębnów, zielono-żołto-czerwone koszulki i wielkie flagi.

Na Litwie koszykówka to sport narodowy. W poniedziałek na wrocławskim Rynku bawiło się mniej więcej tysiąc kibiców z tego kraju. Jak podkreślają właściciele pubów i restauracji, goście nie stronią od piwa, ale zachowują się kulturalnie. Dane ze sprzedaży biletów wskazują, że w dalszych fazach turnieju liczba kibiców z tego kraju może się podwoić.

We wtorkowym meczu Polska - Litwa ogromne wyzwanie czeka więc nie tylko Marcina Gortata i jego kolegów z drużyny, ale także naszych fanów.

Do Polski litewski zespół przyleciał bez kilku znaczących postaci w europejskiej klubowej koszykówce. Zabrakło takich zawodników jak Šarunas Jasikevičius (Panathinaikos) czy Ramunas Šiškauskas (CSKA Moskwa). Osłabienia Litwinów dotyczą głównie graczy obwodowych, ciągle bardzo silna jest strefa podkoszowa.

Jednym z jej najmocniejszych punktów jest mający polskie korzenie center Realu Madryt Darjušas Lavrinovičius (Dariusz Ławrynowicz). W kadrze jest także jego brat Krzysztof, który występuje na pozycji skrzydłowego.

Jedynym problemem Litwy i zarazem szansą Polaków jest brak klasowego rozgrywającego. Tę rolę trener Butautas z przymus powierzył mało doświadczonemu Mantasowi Kalnietisowi.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!