Festiwal Kultury Żydowskiej czy park kulturowy stworzony po to, by chronić judaica praskie - to inicjatywy, które mają wpływ na renesans kultury żydowskiej w stolicy.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Festiwal Kultury Żydowskiej czy park kulturowy stworzony po to, by chronić judaica praskie - to inicjatywy, które mają wpływ na renesans kultury żydowskiej w stolicy. Warszawa chce zagospodarować miejsca, gdzie kiedyś mieszkali Żydzi. O pomysłach na wypełnienie ich treścią pisze Natalia Bugalska.


Chcę się dowiedzieć, gdzie mogę nauczyć się hebrajskiego - napisał w ubiegłym roku w liście do dyrekcji Muzeum Historii Żydów Polskich Daniel. - Moja babcia miała po mężu nazwisko Broniewski. Podobno miała brata, który wyjechał do Izraela. Nazywał się Hirszfeld. W Izraelu jest dużo Hirszfeldów. Pomożecie mi znaleźć rodzinę - pytał student Uniwersytetu Warszawskiego.

W marcu tego roku wyjechał do Izraela na półroczne stypendium. W wyprawie towarzyszyło mu 15 innych młodych ludzi. Zbierali wspomnienia starych Żydów, którzy wyjechali z Polski zaraz po wojnie. Wielu z nich opowiadało je po raz pierwszy.

"Bronisław" nie może być żydem
Kiedy Jerzy Halbersztadt, dyrektor nieistniejącego jeszcze Muzeum Historii Żydów Polskich, zbierał pieniądze na jego powstanie, wszyscy mówili mu: - To nierealne, to za drogie i przecież w Polsce nie ma Żydów. Kwestując, on i jego zespół objechali cały świat: byli w Berlinie, Nowym Jorku, Paryżu, Sztokholmie i Izraelu. Kiedy dyrektor przygotowywał prezentację multimedialną zawartości dydaktycznej muzeum dla merostwa w Tel Awiwie, umieścił w niej zdjęcia z podpisami wielkich postaci kultury żydowskiej pochodzenia polskiego. Byli tam: Ben Gurion, Isaac Bashevis Singer, Manachem Begin i Bronisław Huberman, założyciel Izraelskiej Filharmonii Narodowej. Jednak firma, która robiła tę prezentację, nie umieściła przy zdjęciu tego ostatniego imienia, a podpisała je tylko inicjałem "B". Jak się potem tłumaczyli, to musiała być jakaś pomyłka - facet, który nazywa się Bronisław, nie może być Żydem.

- Okropnie oddaliliśmy się od siebie, Polacy i Żydzi - mówi Halbersztadt. - A przecież Żydów w tym kraju było tak dużo, bo sami wybrali to miejsce do życia, było im tu dobrze, nie przywieziono ich przecież na statkach - dodaje.

Warszawska praga może być jak kazimierz
W Żydowskim Akademiku przy ul. Sierakowskiego 7 trwa nużące wkuwanie. Obciążeni są zwłaszcza studenci prawa - mają egzamin z łaciny i greki. Wśród nich Menachem Begin, przyszły premier Izraela i laureat pokojowej Nagrody Nobla. Jest rok 1932. Za trzy lata odbierze dyplom, a za siedem, gdy akademik zamkną, połowa jego mieszkańców zginie albo wyemigruje, on zostanie przywódcą młodzieżowego ruchu syjonistycznego Brit Trumpeldor-Betar w Polsce. Do kraju już nigdy nie wróci.

W XIX w. prawie 50 proc. ludności Pragi stanowili Żydzi. Jeden z jej kwartałów, Szmulowizna, nazwę zawdzięcza Szmulowi Zbytkowerowi, sławnemu żydowskiemu kupcowi, a wokół Ząbkowskiej można znaleźć ponad 10 zaniedbanych domów modlitwy z zabytkowymi polichromiami. Do tej pory nie było pomysłu, jak je chronić przed upływem czasu i wandalami.

- Nie da się dłużej udawać, że tego nie ma. Że gdziekolwiek indziej w Warszawie jest większa koncentracja pamiątek po świeckiej kulturze żydowskiej - mówi Janusz Owsiany, prezes fundacji Monopol Warszawski. Jego organizacja szkoli warszawskich przewodników. Sam Owsiany z Pragą związany jest już ponad 20 lat, przez większość, też był przewodnikiem. Zna tu każdy zakątek. Codziennie patrzy na odpadające tynki, kruszące się ściany i brudne klatki starych kamienic. - My tu żyjemy jak na bombie, czekamy, kiedy ktoś podpali kolejny zabytek - opowiada Janusz Owsiany. Powód jest prosty: odrestaurowanie jednej zabytkowej cegły kosztuje 50 zł, odremontowanie całego budynku paręnaście milionów. Łatwiej jest go zburzyć, spalić, podkopać i wybudować nowy, niż inwestować w to, co się sypie.

Pół roku temu do Warszawy przyjechał stary rabin z Nowego Jorku. Obejrzał sobie Pragę: dom dla sierot Bergssona, mykwy i modlitewnie. Zapytał: "Czemu Wy nic z tym nie zrobicie, załóżcie fundusz, my się dorzucimy". Wtedy powstał pomysł stworzenia na Pradze parku kulturowego, który chroniłby żydowskie zabytki i przypominałby krakowski Kazimierz. Gdyby Rada Warszawy dała projektowi zielone światło, w sercu Pragi mogłyby powstać trasy edukacyjne po zabytkach kultury żydowskiej, w odnowionych warsztatach znowu zasiedliby rzemieślnicy, a klezmerskie kapele dawałyby plenerowe koncerty. Odżyłby też dom dla sierot Bergssona, który teraz pęka na pół. Stworzenie takiego parku to długi i rozwojowy projekt. Pierwsze papiery Owsiany chce w ratuszu złożyć już zimą.

Do siedziby fundacji Owsianego przychodzi mnóstwo młodych ludzi. Pytają o mykwy, o wolontariat, o praktyki studenckie. Chcą siedzieć na Pradze, bo tu jest prawdziwe życie i prawdziwa historia. - Jak mawia Olgierd Budrewicz: po tej stronie jest powietrze. Ja to powtarzam i dodaję: po tej stronie jest powietrze i parę cennych kamieni - dodaje Owsiany.

Co się stało z naszą klasą?
- Moje pokolenie to pokolenie pustych miejsc przy stołach - mówi Gołda Tencer, dyrektorka festiwalu Kultury Żydowskiej w Warszawie. - Wszyscy albo zginęli, albo wyjechali. Renia, Elka, Sonia, Szymon, Heniek, Leon, Paulina wyjechali do Ameryki. Jurek, Celina i Michał mieszkają w Szwecji, a Freda w Anglii. Jak w piosence Jacka Kaczmarskiego: "Co się stało z naszą klasą? Pyta Adam w Tel-Awiwie. Ciężko sprostać takim czasom, ciężko w ogóle żyć uczciwie".

Jej rodzina nigdy nie myślała o emigracji. Ojciec Gołdy się zaparł. Po wojnie mieszkał dwa lata we Włoszech. Gdy wrócił, już nigdy nie chciał opuszczać kraju. - Tu się urodziłem, tu zginęli moi najbliżsi, nigdzie się nie ruszę - mawiał.

Gołda jednak wyjechała: z Łodzi do Warszawy. Pojechała pociągiem z Łodzi Fabrycznej, z tego samego dworca, na który wcześniej odprowadzała: Sonię, Hilkę, Jurka, Celinę, swojego ukochanego brata Janusza... Na Centralnym wysiadła wiosną 1969 roku. Po zamknięciu szkoły żydowskiej Pereca, która była drugim domem, stanęła na dworcu w stolicy i pomyślała: Jestem tu podwójnie wyobcowana. Ale jeszcze powalczę.

Zawsze chciała występować na scenie. Trafiła do Teatru Żydowskiego w Warszawie. Podczas pierwszych spektakli na widowni było zaledwie kilkanaście osób. Niewielu rozumiało piosenki śpiewane w jidisz, mieli na uszach słuchawki z tłumaczeniami. Ojciec Gołdy nie opuścił żadnego przedstawienia. Siadał w pierwszym rzędzie i stukał łokciem swoich sąsiadów: To moja córka! Widział już pan moją córkę? - zagadywał.

Wokół gołdy kręci się życie
- Jeśli coś jest dobrze, to jestem ja. Jeśli coś jest źle, to też jestem ja - mawia Gołda Tencer. Twierdzi, że ktoś musi wziąć odpowiedzialność za to, co dzieje się z kulturą żydowską w Polsce. Tak wiele osób się nie zgłosiło, więc została ona. Czasem czuje się jak strażniczka pamięci o minionej kulturze.

Jej pokolenie, zanurzone w przeszłości, chce wreszcie o niej opowiedzieć. Gołda założyła w 1988 roku w Warszawie fundację Shalom, przedszkole żydowskie, organizuje wymiany studentów i wrześniowy festiwal im. Singera. Z okna swojego gabinetu przy pl. Grzybowskim ma piękny widok na ulicę Próżną.

- Patrzę na nią już 30 lat i aż mnie serce boli - mówi. - Ta ulica zatrzymała się w ostatnim dniu wojny i tak jest po dzisiaj. Czasem zadaję sobie pytanie: Co dalej z ulicą Próżną? Cóż, teraz wydaje mi się, że już nic. Kiedyś chciałam tu stworzyć centrum kultury żydowskiej: kawiarenki, siedziby fundacji, galerie, studia malarzy - opowiada.

Tymczasem Próżna ożywa tylko na parę dni w roku na przełomie sierpnia i września. Przed Teatrem Żydowskim staje Tancbuda, grają klezmerzy, swoje przedstawienia dają aktorzy. Na ulicy wolontariusze rozkładają wielki stół przykryty namiotem. Rozpoczyna się szabas pachnący czulentem, rodzynkami i chałką. Ludzie się śmieją, przyprowadzają swoje dzieci, wspominają. - W Warszawie po wojnie były wczasy żydowskie, kolonie żydowskie, szkoły i knajpki... Tu tętniło życie. Mamy więc do czego wracać - uśmiecha się Gołda.

W czasie imprez przez Próżną przewija się kilka tysięcy ludzi. Przychodzą starzy mieszkańcy Warszawy, zagraniczni turyści i mnóstwo młodych ludzi. Traktują Gołdę Tencer jak matkę, opiekunkę, sąsiadkę. Część wraca później i mówi: mój dziadek, babcia, wujek był Żydem. W domu podobno mówiło się w jidisz. Ja obchodzę Boże Narodzenie, imieniny, chodzę do kościoła, ale jedno mnie trapi. Kim ja właściwie jestem? Gołda odpowiada zawsze tak samo: A kim się czujesz?

- Przełomem w patrzeniu na kulturę żydowską było Jedwabne - mówi Jerzy Halbersztadt. - Czy dobrze, czy źle, ale zaczęło się w Polsce mówić o Żydach - dodaje.

Ta ogromna dyskusja niektórych skłóciła, ale znacznie więcej ludzi spotkała ze sobą. Była bazą społeczną, na gruncie której mogły powstać takie inicjatywy jak Muzeum Historii Żydów Polskich.

Jak skrzypek wrócił tylnymi drzwiami
Bronisławowi Hubermanowi pod koniec lat trzydziestych podczas koncertu w Carnegie Hall ukradziono skrzypce. To był stradivarius. Instrument zaginął na 70 lat, wszyscy myśleli, że jest bezpowrotnie stracony. Dopiero na przełomie tysiącleci znalazł się na strychu zapuszczonej londyńskiej kamienicy. Okazało się, że ukradł je skrzypek filharmonii, zazdrosny nie tyle o cenny instrument, a o talent Hubermana. Potem na aukcji odkupił go inny sławny muzyk Joshua Bell. Zagra na nim w Warszawie na początku października. Będzie zbierał pieniądze na budowę muzeum Historii Żydów Polskich. Tak sławny Żyd polskiego pochodzenia tylnymi drzwiami wrócił do historii.

Do występu w Warszawie Bella przekonał dyrektor Halbersztadt, który przez lata współtworzył Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Ma obycie, każdego potrafi zaczarować. Najwięksi darczyńcy muzeum mieszkają w Stanach, w Polsce nie ma kultury wielkich datków, a i Polacy są biedniejsi. Jednak zebrali już połowę ze 100 mln zł potrzebnych im na działalność edukacyjną. W czerwcu powstał wirtualny sztetl. Jeden. Dziś jest ich 1100. Sztetle, czyli małe żydowskie miasteczka w Europie Wschodniej, które były ostoją kultury żydowskiej, zniknęły po Holocauście.

Wioski w internecie robią furorę
Wirtualny Sztetl to platforma internetowa, która ma ułatwić kontakt osobom zainteresowanym tematyką żydowską w Polsce. Użytkownicy mogą tworzyć grupy przyjaciół, dyskutować między sobą, a także dodawać pliki tekstowe, muzyczne, wideo i zdjęcia. Po to, by, gdy muzeum już powstanie, mogło zrzeszać ludzi, których ta trudna historia interesuje.

- W moim mieście jest stary cmentarz żydowski. Strasznie zapuszczony. Może sprzątniemy go razem? - pyta na stronie portalu Marta z Milanówka. - Robię warsztaty o kulturze żydowskiej w starej modlitewni. Przyjdźcie o godz. 11 - proponuje Robert z Mińska Mazowieckiego. - Czy ktoś coś wie o Zakroczymiu? Są tu jakieś żydowskie ślady? - zastanawia się Marek. Takich wpisów jest sporo.

- Mamy dość pustych miejsc: tych przy stołach, tych w mieście, tych w książkach - konkluduje Jerzy Halbersztadt. - One same nie opowiedzą tej historii, trzeba im pomóc - dodaje. Dlatego muzeum powstanie na pustym skwerze przy pomniku Bohaterów Getta. Na swoich ekspozycjach pokaże historię od pierwszego osadnictwa przez rozkwit wielokulturowości w Polsce po historię współczesną.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

    Więcej na temat: