(© Barc Warszawa)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rośnie liczba zaciąganych kredytów mieszkaniowych, a ich oprocentowanie spada.

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku osoby pożyczające na mieszkanie w banku zaciągały o ponad 10 procent wyższe kredyty hipoteczne niż w roku ubiegłym. Nie tylko sięgamy po wyższe kwoty, ale i więcej osób ubiega się o kredyty na mieszkania, wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Od stycznia do lipca br. podpisanych zostało o 2,6 proc. więcej umów kredytowych (116 tys.) niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Większy ruch w bankach widoczny jest od połowy 2013 roku.
Dane BIK wskazują, że po okresie dekoniunktury na rynku kredytowym w latach 2011-2013, w dużych miastach znów więcej mieszkań kupowanych jest za pożyczone pieniądze. Liczba zaciąganych zobowiązań w pierwszej połowie tego roku najbardziej zwiększyła się w Olsztynie (7,5 proc.), Poznaniu (6,8 proc.), Białymstoku (6,2 proc.) i w Warszawie (5 proc.). Jesteśmy też coraz bardziej zdyscyplinowani, jeżeli chodzi o terminowość spłat.

Czytaj też: Zdolność kredytowa Polaków bliska rekordu

Obniżka kosztów kredytu
Wrzesień przyniósł też zmiany, jeśli chodzi o oprocentowanie kredytów hipotecznych udzielanych w złotych. Z danych analityków Comperia.pl wynika, że oprocentowanie spadło od poprzedniego miesiąca o 0,14 proc., co jest bezpośrednio związane z obniżką stopy WIBOR. Jeśli planujemy kupić na kredyt nieruchomość w cenie 300 tys. zł i na 30 lat pożyczyć od banku 200 tys. zł (zakładając, że mamy 100 tys. zł na wkład własny) średnie oprocentowanie takiego zobowiązania wyniesie obecnie 5,14 proc.
Singiel zarabiający na poziomie średniej krajowej, wynoszącej teraz według danych GUS ok. 3940 zł - na rękę ok. 2812 zł, dostanie od banku przeciętnie ponad 260 tys. zł. Analitycy Invigo wyliczają, że maksymalna rata, jaką kredytobiorca może opłacać, zaciągając zobowiązanie w rodzimej walucie, wyniesie 1462 zł.
Biorąc pod uwagę średnią cenę transakcyjną, która w Warszawie wynosi 7,2 tys. zł za metr (wg danych Związek Banków Polskich), średnio zarabiającą osobę stać będzie na zakup mieszkania o powierzchni ok. 36 mkw. Żeby w tej kwocie móc kupić większy lokal, wiele osób wybiera inwestycje zlokalizowane w stołecznych dzielnicach, w których ceny nie są wygórowane.

Średnio zarabiająca osoba kupi w Warszawie maleńką dwójkę
Dzielnicą, w której powstaje wiele osiedli, a jednocześnie ceny mieszkań należą do najniższych w mieście jest Białołęka. Jak przyznaje Wojciech Stisz reprezentujący firmę Barc Warszawa SA., można tam kupić mieszkanie o powierzchni 45 mkw za 260 tys. zł (osiedle Tarasy Dionizosa). Również w tej dzielnicy nowo powstające mieszkania można nabyć za 5789 zł/mkw (np. (osiedle przy ul. Winorośli). Chętnych na nie brakuje, bo wszystkie kwalifikują się do dopłat, a zaciągając kredyt w programie Mieszkanie dla młodych kupujący dostają od państwa minimum 10 proc. dopłaty na wkład własny do kredytu.
W drugim kwartale tego roku, po podwyższeniu limitu ceny dla Warszawy w MdM do kwoty 6126 zł/mkw., z dopłat skorzystało ok. 18 proc. kredytobiorców kupujących mieszkania od deweloperów (dane ZBP). Tak niski odsetek odzwierciedla małą dostępność lokali kwalifikujących się do programu dopłat na stołecznym rynku deweloperskim.

Czytaj także: Zakup mieszkania z hipoteką

Kredyty tylko w złotych, z minimum 10 proc. wkładu własnego
We wrześniu br. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, ale WIBOR spadł do najniższego w historii poziomu (2,56 proc.), dzięki czemu zmalało oprocentowanie kredytów. Obserwatorzy rynku kredytowego prognozują, że w kolejnych miesiącach stopy procentowe zostaną obniżone. Dla potencjalnych kredytobiorców oznacza to jeszcze niższe oprocentowanie i wyższą zdolność kredytową, a dla osób spłacających zobowiązania niższe raty kredytowe.
Analitycy zauważają również, że w ostatnich miesiącach banki bardziej liberalnie podchodzą do klientów i godzą się na większy udział raty spłaty w dochodach. Jest też jednak gorsza wiadomość dla kredytobiorców. Z początkiem 2015 roku osoby chcące kupić nieruchomości na kredyt będą musiały z własnej kieszeni wyłożyć co najmniej 10 proc. wartości kredytowanej nieruchomości. Do końca tego roku minimalny wkład własny wynosi jeszcze 5 proc.
Przypomnijmy też, że z ofert banków zniknęły kredyty hipoteczne w euro. Zobowiązania w tej walucie mogą zaciągać jedynie osoby osiągające w niej dochody. Od dawna banki nie udzielają już też kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich i dolarach.

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Radekkk (gość)

    Myślę, że skok to m.in właśnie kwestia wkłady własnego. 10 proc. to sporo. Myślę, że sporo osób wolałoby brać kredyt na całą sumę. Zostawić sobie oszczędności np. na wykończenie mieszkania. Do tego też ludzie się decydują bo w fajnych lokalizacjach mieszkania dosyć szybko znikają. Ja się rozglądałem i na Saskiej Kępie znalazłem fajną inwestycję willę Onyx na Międzynarodowej i jak oglądałem to było sporo mieszkań a potem jak zamarudziłem to jednak im już zeszła część. Na Saskiej Kępie nie ma dużo inwestycji, do tego to niewielki budynek, nie jakieś bloczysko. Mam na razie zarezerwowane mieszkanie, ale kupuję m.in dlatego, że teraz jest jak dla mnie dobry okres.