Wojciech Mach: Bal bez wodzireja, to jak pułk bez dowódcy [rozmowa NM]

Wojciech Mach zdradza nam, jak dobrze przygotować się do balu i wspomina zabawy z dawnych lat.
 Janusz Wójtowicz/Polskapresse

Zobacz też: Modne fryzury z minionych lat [zdjęcia]

Wojciech Mach jest wodzirejem od 1978 roku. W czasie PRL-u pracował nieoficjalnie, bo w tedy zawód wodzireja nie istniał. Mach prowadzi bale, zabawy, pikniki, wesela i... rozwody, jak promuje się na swojej stronie. Przez kilka lat był wodzirejem studniówkowych polonezów na wrocławskim Rynku. Wodzirej ma na swoim koncie także występy na Kubie i statku “Stefan Batory”. W internetowym Radiu Szafir prowadzi swoją audycję (www.radioszafir.pl).

Z Wojciechem Machem rozmawiamy o dawnych balach karnawałowych, piosenkach, których nie może zabraknąć na takich imprezach i DJ-ach.

Bal bez wodzireja, to jak ...

Jest takie powiedzenie, że bal bez wodzireja, to jak pułk wojskowy bez dowódcy. Otoczenie nie bez powodu nazywa mnie balowym bawidamkiem, "uwodzirejem". A ja taki już jestem - bawię się z innymi i bardzo to lubię. Jako wodzirej zawsze jestem w cylindrze i fraku ze słynną, migającą muszką, którą hipnotyzuję balowiczów, mimo że nie jestem Kaszpirowskim. Mam też kotylion z liczbą 13, która jest dla mnie szczęśliwa, aczkolwiek sam jestem jeszcze lepszym numerem.

A popularni ostatnio DJ-e nie wypierają wodzirejów?

Nie, bo nic takiego nie robią. Czasem coś zapowiedzą i koniec. A ja, jako wodzirej, zarówno odtwarzam piosenki z własnych nagrań, mam praktycznie każdą melodię z ostatnich kilkudziesięciu lat. Prowadzę też zabawy i konkursy, witam gości. Z drugiej strony ostatnio jest moda na wodzirejów, tylko takich młodych, którzy wstaną, zapowiedzą imprezę i tyle. Ale to nie na tym polega.

A na czym to polega?

Tu ważny jest kontakt, ja już na początku rozmawiam z wchodzącymi, dowcipkuję. Wytwarzam ten nastrój: "O! Witamy panią i pana! Pani Krystyna w ślicznej, czerwonej kreacji, pan Franciszek w smokingu. Właśnie na Was czekamy!". I do tego odpowiednia piosenka i dedykacja. Oni muszą czuć się gośćmi jak w moim domu.

I co potem?

Na początku balu proponuję najlepsze hity, później powtarzam je, żeby wyciągnąć ludzi na parkiet. Z disco polo puszczam m.in. "Bananową Agnieszkę", czy "Nie ma mocnych na Mariolę". Nie ma mowy, żeby nie odtworzyć "Wolności" czy „Jesteś szalona”, bo ludzie tego żądają. Oczywiście, są też takie imprezy, gdzie ludzie na początku mówią, że absolutnie nie chcą żadnego disco polo, a potem domagają się takich piosenek, chóralnie śpiewają, a ja wtedy z największą satysfakcją odtwarzam.

Jaka muzyka pojawia się jeszcze na prowadzonym przez Pana balu?

Są inne nieśmiertelne hity i szlagiery. Przy łańcuszku zawsze puszczam "Rosamundę". To chwyta każdego, bo każdy zna to od dzieciństwa. Potem są rekwizyty, zaczarowany zamek i zaczarowany klucz. Proszę dwie, trzy panie, które trzymają klucz i trzech, czterech panów, którzy trzymają zamek. Później jest otwieranie i integracja.

Jak bardzo dzisiejsze bale karnawałowe różnią się od tych organizowanych w latach 70. czy 80.?

Kiedyś w siermiężnym socjalizmie, w którym było mało rozrywek, ludzie bawili się, aby zapomnieć o codziennych kłopotach. Dzisiaj jest inaczej, Polacy przede wszystkim są zmęczeni, nie mają czasu. Mniej ludzi się bawi, nie ma też tej spontaniczności, co kiedyś. Jest też inna kultura, a raczej brak podstawowej kultury. Kiedyś pan wstawał, usuwał krzesło i prosił panią do tańca. A dzisiaj taki facet w rozchełstanej koszuli podchodzi, kiwa na panią, odwraca się, idzie na parkiet, a przyszła partnerka ma iść za nim.

Dziś prawdziwych balów karnawałowych już nie ma?

Tradycję balów maskowych ewentualnie kontynuują studenci, organizują bale piżamowe. Dzisiaj zwykle bale przebierańców są tylko w nazwie. Przy wejściu sprzedawane są maseczki, ludzie kupują, ubierają je i za chwilę ściągają, bo nie chcą się wygłupiać. Ta tradycja niestety już zanika. Jeśli już są jakieś bale z przebraniami, to większość osób teraz wraca do czasów PRL-u. Są siermiężne, szerokie spodnie, walonki.

A jak kiedyś ludzie się przebierali?

W latach 80. prowadziłem imprezy w jednym z wrocławskich klubów i przychodził tam przystojny pan, który na jednym z balów pojawił się w eleganckiej, ciemnogranatowej marynarce, muszce, szaliku i czapce narciarskiej oraz w narciarskich butach. Musiało mu być bardzo gorąco i niewygodnie, ale tańczył.

Więc powspominajmy, jest Pan wodzirejem już od ponad 30 lat. Jak dawniej wyglądały takie bale?

Dawniej na każdym płocie były ręcznie malowane plakaty: "zabawa taneczna", "doborowa orkiestra", "bufet obficie zaopatrzony" czy "sztachety w dużym wymiarze na miejscu". Jak wspominał mój kolega muzyk Romek Grabiec, wychodziło się wtedy z balu i goniło kury "dolnoloty", ludzie w ten sposób trzeźwieli. Poza tym taka zabawa na wsi bez bójki, to kiedyś nie była zabawa. I wiadomo było, że płoty ogołocone zostaną. Zresztą zaraz w niedzielę czy poniedziałek przyjeżdżali fachowcy i nowe sztachety wstawiali, do następnej zabawy.

Jednym słowem, kiedyś się działo …

Tak, były też imprezy, w czasie kryzysu, nie było jedzenia, szczególnie mięsa. Mój kolega, fakir Radames - Darek Kozicki miał węże. Ludzie na zabawie sobie popili, do fakira podeszło dwóch facetów z nożem i widelcem: "Panie, daj mi pan tego węża, pokroimy na plasterki, bo nam zagrychy zabrakło".

No właśnie, a jak się zachować na takim balu karnawałowym, żeby nie zaliczyć jakiejś wpadki?

Przygotowałem sobie taki kodeks balowy, którego staram się zawsze przestrzegać. I na przykład: "Podstawowym obowiązkiem balowym jest bawić się i pozwolić bawić się innym oraz nie zaniechać zabawy do czasu ogłoszenia zakończenia balu. Czy: "Kto udaje, że pije, a nie pije, kto nie bawi się lub w inny sposób mrozi nastrój podlega karze grzywny i podania orzeczenia do wiadomości publicznej w szczególny sposób”. I oczywiście: "Kto nie opuszcza balu o własnych siłach, pokrywa koszty transportu do domu."

Dużo tych zasad.

Tak, prowadziłem imprezy m. in. dla Dolnośląskiej Izby Skarbowej, w porozumieniu z nimi uzgodniłem, że będziemy spisywać osoby, które się nie bawią lub robią to słabo, będzie podatek od lenistwa, ale również ulga finansowa za intensywną zabawę. A w razie czego jako dodatkowe kary, wilcze doły i zapadnie albo rozciąganie końmi w czasie kuligu.

A jaki przepis na dobrą zabawę karnawałową ma wodzirej?

Wszystkie kłopoty, złe myśli zostawić w domu, a najpóźniej za progiem. Pomyśleć o tym, że bawimy się i to jest nasz cel, a reszta nie jest ważna, bo każda chwila zbliża nas do czegoś lepszego. I jeszcze hasło, które od lat realizuję ze starego Klubu Dziennikarza: "Uśmiech za uśmiech, bo w ucho. Baw się łachmyto - bo już”.

Agencja TVN/x-news

Wideo

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.