1 września niemieckie samoloty zbombardowały przedmieścia stolicy

1 września niemieckie samoloty zbombardowały przedmieścia stolicy. Potem zniszczyły niemal całe centrum (© Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Dziś 1 września. Mija dokładnie 70 lat od dnia, w którym na Polskę spadły niemieckie bomby. Punktualnie o godz. 21 zapalmy w naszych oknach świece! Uczcijmy w ten sposób ofiary niemieckiej agresji na Polskę. Oddajmy im hołd.

1 września niemieckie samoloty zbombardowały przedmieścia stolicy. Potem zniszczyły niemal całe centrum

Siedemdziesiąt lat temu, gdy zaczęła się II wojna światowa, stolica Polski żyła własnym życiem. Na ulicach można było wyczuć pewną ekscytację, tłumy mieszkańców zbierały się w centrum miasta, a na jezdniach tworzyły się korki. Ale mieszkańcy nie dopuszczali do siebie myśli, że wojna dotrze do stolicy, chociaż słychać było pojedyncze bombardowania.

- Polska Agencja Telegraficzna donosiła o prowokacjach niemieckich wzdłuż granicy. Te informacje podawała również prasa, która była jednak chroniona cenzurą wojskową po wprowadzeniu stanu wojennego 1 września - zaznacza Grzegorz Konsalik z Muzeum Historycznego Warszawy. - Dlatego nikt nie wierzył w to, że stolica będzie zaatakowana - dodaje.

Z perspektywy dziecka wspomina tamten dzień Olgierd Budrewicz, znany varsavianista. - Czuliśmy podniecenie jak przed meczem piłkarskim. Jak to dzieci, które do końca nie zdają sobie sprawę z tego, co może nadejść - wspomina. - Razem z kolegami z Żoliborza słuchaliśmy przez radio przemówień Hitlera. Kopaliśmy też rowy przeciwlotnicze na placu Inwalidów - opowiada Budrewicz.

Rozkopywanie ulic trwało w całym mieście. W pracach uczestniczyły również kobiety i aktorzy. Pani Maryla Gontarska-Trzeciewska pamięta wszystko doskonale. - Miałam wtedy 14 lat, mieszkałam wraz z siostrą Olą w willi przy ulicy Okrężnej 46 na oficerskiej Sadybie. Wtedy były to przedmieścia Warszawy - opowiada. - Właśnie wróciłam z wakacji i cieszyłam się, bo przez radio odwołano z powodu wojny wszystkie zajęcia szkolne. Ale żołnierze przygotowywali się do obrony miasta, wyłożono worki z piaskiem na balkonie - dodaje.

W pierwszych dniach września życie w mieście biegło normalnie. Działały kina, teatry, pojawiały się anonse w prasie. Można było również obejrzeć kabaret. - Pamiętam zapowiedzi radiowe: uwaga, uwaga, nadchodzi. Kilka razy w ciągu dnia wyły syreny pożarowe i wszyscy schodziliśmy do piwnicy. Panował jednak nastrój optymizmu. Wierzyliśmy, że uda nam się obronić stolicę - wspomina Maria Gecow, która miała wtedy 12 lat.

Warszawiacy dużo rozmawiali o polityce, w kawiarniach na Krakowskim Przedmieściu czy Nowym Świecie. Ale paniki nie było. - Dzień wcześniej ogłoszono mobilizację. Rzewnie żegnano żołnierzy. Trwała również rekwizycja koni i samochodów na potrzeby wojska - mówi Konsalik.

Największy ruch można było wyczuć w sklepach. Warszawiacy na potęgę kupowali naftę, świece, mydła, konserwy, a nawet maski przeciwgazowe.Tego dnia wojna toczyła się jednak nad głowami mieszkańców stolicy. - Polskie i niemieckiego samoloty toczyły regularne bitwy. Niestety wrogie myśliwce były dużo szybsze - mówi ze smutkiem Konsalik.



Prawdziwy horror zaczął się dopiero 2 września

O pierwszych dniach września 1939 roku w stolicy z Izabelą Horodecką rozmawia Andrzej Rejnson

Początek II wojny światowej. Jak Pani wspomina ten moment?
Dla mnie wojna zaczęła się 24 sierpnia, gdy musiałam wracać z wakacji znad morza do stolicy, żeby przygotować się do pracy w szpitalu.

Jak wyglądała stolica w tym okresie, szczególnie 1 września 1939 roku?
Tego dnia był straszny rwetes. 1 września musiałam na 8 rano zjawić się w Szpitalu Ujazdowskim. W domu przy ul. Walecznych 18 na zielonej Saskiej Kępie mieliśmy ładne trzypokojowe mieszkanie. O szóstej rano usłyszałam alarm. Przerażona, że będzie wojna, przytuliłam się do męża. Nie wierzyliśmy, że wybuchła wojna.

Ciężko było dostać się do szpitala?
Była przyjemna pogoda, nie padał deszcz, ale tłok na ulicach niesamowity. Chciałam wziąć taksówkę, ale to było niemożliwe. Przejeżdżałam przez centrum miasta komunikacją miejską. Na zmianę autobusami i tramwajami.

Dochodziły do Pani odgłosy bombardowania?
Raczej nie. W szpitalu zostałam przydzielona do zespołu chirurgicznego. Pamiętam, że spacerowałam tego dnia pomiędzy drzewami przy parku Ujazdowskim. W szpitalu zostałam na noc. Dopiero drugiego zaczął się prawdziwy horror, gdy pojawili się pierwsi ranni. Pamiętam, że zajmowałam się nawet rannymi Niemcami.

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Więcej na temat: