W tym roku musiało spłonąć kilka autobusów, żeby MZA podjęły konkretne działania

W tym roku musiało spłonąć kilka autobusów, żeby MZA podjęły konkretne działania (© Bartek Kosiński/POLSKA)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Pechowo tydzień rozpoczęły Miejskie Zakłady Autobusowe. Wczoraj rano na ul. Modlińskiej spłonął kolejny już w tym roku autobus. Na domiar złego Główny Inspektorat Transportu Drogowego skontrolował stan techniczny pojazdów. Wyniki mogą przyprawić o zawrót głowy pasażerów miejskiej komunikacji. Dwie trzecie skontrolowanych busów było niesprawnych. GITD mówi, że opadają mu ręce. Natomiast MZA tłumaczą się wymianą taboru i restrukturyzacją firmy.

Wczoraj tą ostatnią dotknięty został Włodzimierz Wojciechowski, dyrektor do spraw przewozów MZA odpowiedzialny m.in. za stan techniczny pojazdów. Swoje stanowisko miał już stracić w kwietniu po pierwszej serii pożarów. Okazało się jednak, że został wtedy oddelegowany na urlop. - Na całym świecie zdarzają się pożary autobusów, więc nie dramatyzujmy - stwierdził Adam Stawicki, rzecznik MZA. Jednocześnie jednak Zakłady w sprawie pożarów składają zawiadomienie do prokuratury z prośbą o wyjaśnienie ich przyczyn.

Wyjaśnień ze strony śledczych nie potrzebują sami kierowcy: - One są niesprawne i wycieka z nich prawie wszystko, łącznie z płynem hamulcowym - twierdzi pan Mirek, który nie chce ujawnić swojego nazwiska, bo boi się stracić pracę. Jego zdaniem kierowcy zgłaszają usterki na bazie, ale one nie są usuwane.

- Jest zbyt mało mechaników i nie mogą się uporać z takim ogromem pracy, więc odnotowują w książkach napraw, że zreperowali, a tego nie zrobili - dodaje.

Potwierdzeniem tych słów są wyniki kontroli przeprowadzonej wczoraj przez Inspektorat. W praktyce oznaczają one dla pasażerów, że strach jeździć prawie 60 proc. miejskiej komunikacji.

- Sytuacja jest dramatyczna i wygląda wręcz tragicznie - stwierdził wczoraj Andrzej Łuczycki, mazowiecki wojewódzki inspektor transportu drogowego. Jedna trzecia autobusów miała wczoraj poważne usterki, a prawie tyle samo w ogóle nie nadawała się do jazdy. - Ręce opadają, pasażerowie mogą się bać - ocenił Łuczycki. Wyciekające płyny z instalacji, niesprawne hamulce, łyse opony o nieodpowiednim rozmiarze to najczęściej wykrywane usterki.

Warszawa w rankingu na najsprawniej działającą komunikację miejską nie wypada najlepiej. Wprawdzie daleko jej do niechlubnego ostatniego miejsca, które zajmuje Lublin z wynikiem ponad 60 proc. niesprawnych pojazdów, to jednak kiepsko wypadamy w zestawieniu z Poznaniem, gdzie jedynie co dziesiąty autobus miał jakąś usterkę. Lepsze są też od stolicy Kielce, Olsztyn czy Bydgoszcz.

MZA tłumaczy stan techniczny taboru latami zaniedbań i braku inwestycji w jego wymianę. Zapowiada, że do 2012 r. na warszawskich ulicach ma się pojawić 500 nowych autobusów. A nowe będą wyposażone w system samogaszący. - Jeśli będziemy o nie tak dbać jak obecnie szybko się zużyją i też będą się psuły - stwierdza pan Mirek. - To jazda jak na bombie zegarowej. Nie wiadomo, kiedy coś się zapali, a kiedy odpadnie, bo tu się wszystko trzyma na słowo honoru i rdzę - dodaje.

Na szczęście we wczorajszym pożarze nie ucierpieli pasażerowie. Komunikację miejską przeklinali natomiast kierowcy samochodów, które stały w gigantycznym korku. Po serii wiosenno-letnich pożarów pojazdów ratusz powołał komisję, która ma wyjaśnić przyczyny wypadków. Jedynym wnioskiem, do jakiego doszła, był brak procedur dotyczących zgłaszania i rejestrowania pożarów.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!