„Na policjanta” © domena publiczna
[3/12]

„Na policjanta”

Poza popularną metodą „na wnuczka”, przestępcy próbują wykorzystać ludzką łatwowierność podając się za policjantów. Dzwonią do swych ofiar, podają się za oficerów policji lub CBŚ i proszą na przykład o tajną współpracę. Jak pokazują statystyki, ich strategia jest skuteczna. W 2015 roku w całym kraju zanotowano 2.682 oszustw lub usiłowań oszustw metodami „na wnuczka” i „na policjanta”. Straty pokrzywdzonych wyniosły 32,1 mln zł. W 2014 roku zanotowano 1.947 takich przestępstw, a straty wyniosły 19,2 mln zł. Mieszkanka Ochoty podzieliła się historią swojej mamy – do kobiety zadzwonili oszuści, którzy podawali się za oficerów CBŚ i byli przygotowani na różne scenariusze… Poniżej znajdziesz pełną relację:

„Drodzy moi. Piszę cobyście zachowali czujność. W zasadzie ostrzec należy rodziców/ dziadków, bo to właśnie oni są potencjalnymi ofiarami. Starsi ludzie. Dziś do mojej mamy zadzwonił gość, podając się za oficera CBŚ prowadzącego śledztwo w sprawie korupcyjnych przekrętów w jednym z banków. Rozmowę zaczął pytaniem, czemu nie stawiła się dziś na komisariacie, skoro miała wezwanie. Mama na to, że nie miała żadnego wezwania. On się przedstawił oczywiście, zaczął jej opowiadać o byłym pracowniku banku, którego "mają" i który podaje jej nazwisko, i że może stracić oszczędności życia oraz że będą ją przez jakiś czas obserwować. Mama zdenerwowała się dość mocno ale zachowała w miarę zimną krew i mówi do niego, że nie wie z kim rozmawia i że musi to sprawdzić. Chłopaczyna był na to przygotowany. Proszę się nie rozłączać - powiada - po usłyszeniu sygnału proszę wybrać nr 997 - tam zweryfikuje Pani moją osobę. Wybrała. Zgłosił się inny gentelman, który potwierdził wiarygodność tamtego, podając jego imię i nazwisko, nr odznaki i stanowisko. Potem ten pierwszy znów był na linii i ciągnął dalej, opowiadając te same bajki na nieco inny sposób ale teraz zaczął zadawać pytania dotyczące oszczędności mojej mamy. Wymieniał kwoty i prosił o określenie tzw, widełek, o biżuterię, o złoto... Nic mu nie powiedziała bo w zasadzie cały czas, jak twierdzi, czuła, że coś tu jest nie tak. Powiedziała ostatecznie, że prosi o przysłanie pisemnego wezwania i że nie będzie z nim gadać. Gość się rozłączył. Mama dygocząc zadzwoniła pod 112 i dowiedziała się oczywiście, że była to próba oszustwa. Nie wiem jaki byłby dalszy scenariusz tej historii, gdyby dała się wkręcić ale prawdziwi policjanci, którzy przyszli w ciągu kwadransa w celu przyjęcia zgłoszenia próby oszustwa powiedzieli, że ostatnio jeden starszy pan oddał takim 280 tysi, tak nim zakręcili. Powiedzieli także, żeby ostrzec sąsiadów i znajomych. Ostrzegam zatem”.